Gdyby trener Lecha, sugerując się podpowiedziami, chciał w Lizbonie zastosować wariant z niską obroną i próbami wykorzystania kontrataków i stałych fragmentów, nie ma ku temu sił i środków. Jeśli zespół wygrywa, to głównie dlatego, że klasa graczy ofensywnych wyrównuje, a nawet przewyższa deficyty w obronie. Stałe fragmenty to nie atut, ale słabość Lecha. Nie strzela dzięki nim goli, a sam je traci. Tak odpadł z Pucharu Polski i doznał jedynej ligowej porażki.
Chyba w żadnym sporcie zespołowym tyle nie zależy od taktyki, co w futbolu. Dzięki niej zespoły z mniejszą jakością, z piłkarzami o niewielkich umiejętnościach w składzie potrafią sobie od czasu do czasu poradzić z potentatami. Nie ma tego w koszykówce, siatkówce, piłce ręcznej, a zwłaszcza w hokeju. W polskiej lidze piłkarskiej żadna czołowa drużyna, mierząca się ze słabeuszami, nie może być pewna zwycięstwa.
Lech jest przykładem ekipy nie stawiającej na skomplikowane układy taktyczne. Nie gra inaczej w każdym meczu, lecz stara się zachować własny styl, czyli ofensywę i intensywność – niezależnie od tego, czy zmaga się z rywalami broniącymi się całą drużyną, czy ściera się z zespołami z mocnych lig (co często kończy się tęgim laniem, stratą wielu bramek). Niektórzy polscy trenerzy ligowi wyznają zasadę, że nastawiając się tylko na przeszkadzanie można liczyć na niższą porażkę, a może i punkty przy odrobinie szczęścia. Lech od lat nie zastosował takiej metody.
W ligowym klasyku Legia nacierała, wypracowała sobie przewagę. Nie korzystała z niskiego ustawienia Lecha, ale z jego zmęczenia ciężkim meczem pucharowym. Wystarczyło mu wykorzystać klasę graczy ofensywnych, wyprowadzić kilka szybkich ataków, by cieszyć się zwycięstwem. Potem pojechał do Tarnobrzegu, by przez 90 minut bić głową w mur i kompromitująco przegrać. Po kilku dniach do Poznania przyjechała ofensywna, dobrze zorganizowana Wisła i Lechowi grało się dużo lepiej, miał przestrzeń na rozwinięcie skrzydeł.
W czwartek na wolną przestrzeń będzie liczyć Benfica Lizbona. I taką prawdopodobnie otrzyma. Ma ogromną jakość, piłkarzy o umiejętnościach w naszej lidze nie spotykanych, wartych po 30-40 milionów euro. W składzie Benfiki nie znajdziemy zawodników wycenianych na mniej niż największe gwiazdy Kolejorza. Łatwo więc sobie wyobrazić, jak ten pojedynek będzie wyglądał. Jedyna nadzieja w tym, że zespół portugalski, czekający na trudne mecze ligowe, nie rzuci na Lecha wszystkich swych sił. Można to wykorzystać, ale tylko wtedy, gdy defensywa zagra na dużo wyższym niż ostatnio poziomie, a najlepsi gracze Kolejorza błysnąć klasą. Wszystkie te nadzieje wezmą w łeb, gdy zdarzą się błędy, czyli znak firmowy tej drużyny.
Lech nie może skupić się na defensywie, bo brakuje mu specjalizujących się w tym zawodników. Jeśli cokolwiek osiągnie, to tylko dzięki indywidualnym umiejętnościom czołowych swych graczy. Takich na obronie nie znajdziemy.



