Odeszli od nas w tym roku

Poznański sport stracił osoby, które wiele znaczyły, zrobiły mnóstwo dobrego, pozwoliły się zapamiętać z pięknej strony. To sportowcy, trenerzy, dziennikarze. Wielu zasługuje na szczególne upamiętnienie, choćby wybitny piłkarz i trener Włodzimierz Wojciechowski. Dziś jednak zajmuję się osobami, których odejście najboleśniej odczułem, bo były mi dobrze znane i szczególnie bliskie.

Właśnie świat dziennikarski reprezentował Andrzej Kuczyński. Odszedł 18 stycznia w wieku 84 lat po długich, dzielnych zmaganiach z ciężką i podstępną chorobą. Nie był poznaniakiem z urodzenia. Na świat przyszedł we Lwowie, gdy było to jeszcze polskie miasto. Po wojnie z rodziną zamieszkał w Poznaniu, przez długie lata na Wildzie, potem na Jeżycach. Całe życie osobiste i zawodowe związał ze stolicą Wielkopolski, ale udzielał się w organizacjach kultywujących pamięć o polskich Kresach, zwłaszcza o Lwowie.

Długo można byłoby opowiadać o jego pracy dziennikarskiej, o relacjonowaniu najważniejszych wydarzeń na łamach prasy nie tylko poznańskiej. Najdłużej związany był z „Głosem Wielkopolskim”, gdzie kierował działem sportu, działał jako korespondent katowickiego „Sportu”, przez dekady współpracował z Polską Agencją Prasową. Najwięcej zrobił dla środowiska hokeja na trawie, dyscypliny rozwijającej się głównie w Wielkopolsce. Popularyzował ją, napisał książkę „Święta gra azjatyckich magów” oraz monografię poświęconą rozwojowi hokeja w Polsce. Był wybitnym znawcą tej dyscypliny, współpracował z poznańskimi klubami i hokejowym związkiem.

O poznańskim (i nie tylko) sporcie wiedział wszystko, a co najważniejsze, wiedzą tą potrafił się dzielić. Był autorytetem i wyrocznią. Nigdy nie odmawiał pomocy, był dostępny dla tych, co szukali informacji i dla próbujących uczyć się dziennikarskiego fachu. Starał się być wszędzie tam, gdzie działo się coś ważnego. Relacjonował wydarzenia podczas igrzysk olimpijskich, podróżował po wszystkich kontynentach. Był pierwszym poznańskim dziennikarzem, który wyjechał na mecz pucharowy Lecha. Podróży z poznańskimi drużynami zaliczył wiele.

Pozyskanym doświadczeniem, zdobytą wiedzą zawsze potrafił się dzielić, był uznanym autorytetem, do ostatnich chwil życia zachował doskonałą pamięć i żywo interesował się wydarzeniami związanymi z Lechem. Na meczach bywał jeszcze w rundzie jesiennej, miałem szczęście z nim wówczas przebywać, dzielić się wrażeniami. Pozostał mu nawyk robienia notatek, tworzenia dokumentacji wszystkiego, w czym uczestniczył. Jego odejście napełniło smutkiem niejedno poznańskie środowisko, bowiem Andrzej Kuczyński przez dziesiątki lat był aktywny na wielu polach. Wszędzie tam zostawił po sobie dobrą pamięć. Spoczywa na zabytkowym poznańskim cmentarzu parafialnym przy ul. Nowina.

Jarosław Jechorek opuścił nas 29 lipca w wieku 65 lat, także on przegrał długą walkę z chorobą. Poznaniak z pochodzenia, jeden z najlepszych polskich koszykarzy w historii, w kadrze rozegrał 171 meczów uczestnicząc w Mistrzostwach Europy (pięciokrotnie). Najdłużej związany był z Lechem, z którym zdobył cztery mistrzostwa Polski. Grał na pozycji środkowego, w czym pomagał mu wzrost, mierzył 208 cm. Czołowy strzelec polskiej ligi (zdobył ponad 7,6 tysiąca punktów, nie tylko w barwach Kolejorza).

Niewiele brakowało, by nie został koszykarzem. Zaczął tę dyscyplinę uprawiać dość późno i początkowo z oporami, wcześniej próbując sił w innych sportach i widząc w sobie przede wszystkim kibica. Jako chłopak urodzony w Poznaniu nie mógł nie kochać Lecha, głównie tego piłkarskiego, ale także koszykarskiego. Regularnie odwiedzał i stadion przy Bułgarskiej i halę „Arena”, do której miał zresztą blisko mieszkając na Łazarzu. Kibicując koszykarzom nie mógł przewidzieć, że sam będzie oklaskiwany w tym miejscu, że poprowadzi drużynę do nie byle jakich sukcesów.

Jednak nie tylko wyniki sportowe, nie tylko triumfy i tytuły stanowiły o tym, że był to człowiek tak popularny, tak lubiany i szanowany. Był człowiekiem kontaktowym, towarzyskim, słynącym z poczucia humoru. Dzięki Niemu świat poznańskiej koszykówki jest mi znany dużo lepiej znany, także od tej drugiej, mniej dostępnej strony. Ubolewał, że Lech jest już tylko piłkarski, bo sekcja koszykarska przeszła do historii, że dyscyplinie tej trudno się odrodzić w mieście zapóźnionym cywilizacyjnie, pozbawionym przyzwoitej hali sportowej. Na różne sposoby wspierał sekcję koszykówki założoną przez stowarzyszenie kibiców Lecha. Do końca życia pozostawał w kontakcie z licznymi przyjaciółmi, zawsze pozostał otwarty na kontakty z wszystkimi liczącymi na rozmowę z nim.

Józef Djaczenko

Spoczywa na cmentarzu na Miłostowie.

Udostępnij:

Podobne

Odeszli od nas w tym roku

Poznański sport stracił osoby, które wiele znaczyły, zrobiły mnóstwo dobrego, pozwoliły się zapamiętać z pięknej strony. To sportowcy, trenerzy, dziennikarze. Wielu zasługuje na szczególne upamiętnienie,

Cieszmy się tą chwilą

Dawno nie było tak pięknie. Czujemy dumę obserwując, co się dzieje w Warszawie po niedzielnych wydarzeniach. Najpierw zapanowała jakże miła dla uszu cisza na stadionie,