Lech Poznań to nie tylko to, co dzieje się teraz. Klub ma bogatą historię. Na to, co nazywamy tradycją pracowały całe pokolenia piłkarzy, trenerów, kibiców. Chcąc zrozumieć fenomen klubu, jego niezwykłej popularności, nie można nie sięgać do przeszłości. Temu właśnie służą cykliczne spotkania „Muzeum z Legendą”. organizowane przez klub dla jego fanów.
Kolejne takie wydarzenie odbyło się 19 października. Gośćmi byli dawni ofensywni piłkarze Kolejorza, najstarsi jego wychowankowie – Ryszard Matłoka (rocznik 1947)i Zbigniew Franiak (1948). Warto było przyjść do sali konferencyjnej, by posłuchać ich wspomnieć z czasów, gdy byli juniorami, trenerami, ale przede wszystkim piłkarzami budującymi legendę klubu, pracującymi na jego sukcesy. Prowadzący spotkanie Maciejowie Henszel i Markiewicz starali się wydobyć od obu panów jak najwięcej ciekawych informacji, ale zachęcać gości do opowiadania o wydarzeniach sprzed dekad nie musieli.
Obaj piłkarze pojawili się w Lechu w latach, gdy balansował on między II i III ligą, czyli w latach sześćdziesiątych. Na przełomie dekad nastąpił przełom. Klub wygrał III ligę i już wtedy cieszył się wielką popularnością, stadion na Dębcu szczelnie wypełniał się kibicami nie tylko z Dębca, bo Kolejorz powoli stawał się sportową wizytówką miasta. Decydujący o awansie do II ligi mecz z Lechią Gdańsk został wygrany, a ciekawostką, opowiedzianą przez Ryszarda Matłokę, był postępek fanów z Gdańska, którzy dotarli na mecz tak głodni, że opędzlowali założony na stadionowej skarpie ogródek warzywny gospodarzy obiektu, państwa Lipiaków.
Lech nie zadowolił się awansem na drugi szczebel rozgrywek. Przy ogromnym zainteresowaniu kibiców walczył o awans do najwyższej klasy. W rundzie jesiennej, przed ostatnim meczem roku, stracili tylko dwa gole, a trwająca jeszcze od III ligi seria meczów bez porażki, jak wyliczyli historycy, urosła do 47. Byłaby dłuższa, gdyby nie zima, która już pod koniec listopada sparaliżowała Polskę. Boisko stadionu, na którym grał Zawisza Bydgoszcz, zostało z grubsza oczyszczone ze śniegu, ale pod nim zalegała warstwa lodu. Miejscowi piłkarze grali w korkach nabijanych gwoździami, a Lech w zwykłym obuwiu, w którym trudno było zachować równowagę. Piłkarze padali, doznawali obrażeń, przegrali 1:2. Wiosną jednak skutecznie kontynuowali marsz do ekstraklasy.
Goście klubu wspominali zwyczaje panujące w drużynie prowadzonej przez legendarnego trenera Edmunda Białasa. To wydaje się niewiarygodne, ale opiekując się drużyną przyciągającą na stadion dziesiątki tysięcy kibiców, budzącą gigantyczne zainteresowanie w całym regionie, pracował na kolejowym etacie, zwalniano go tylko na treningi z piłkarzami. Znany był z dobrego serca. Potrafił wysłuchać Jana Kaczmarka, obrońcy cieszącego się wielkim autorytetem, który prosił, by zaplanowane treningi biegowe zamienić na mecz żonaci kontra kawalerowie. Podczas takiego spotkania walka była zacięta, zaowocowała wysokim zwycięstwem w kolejnym meczu ligowym.
Ryszard Matłoka był autorem bramki legendarnej. Jesienią 1971 roku walczący o awans do I ligi Lech musiał zagrać w środku tygodnia, a tylko stadion na Golęcinie miał elektryczne oświetlenie. Całkowicie wypełnił się kibicami, którzy gorąco dopingowali piłkarzy długo nie mogących strzelić gola jednemu z głównych rywali – GKS-owi Katowice. 87 minucie trener wpuścił na boisko Ryszarda Matłokę. Lech akurat wykonywał rzut rożny. Rezerwowy ustawił się na 20 metrze, a odbita piłka trafiła do niego. Nie namyślając się uderzył trafiając pod poprzeczkę, dając drużynie zwycięstwo, wprawiając kibiców w euforię.
Zbigniew Franiak był napastnikiem, a potem trenerem pierwszej drużyny, prowadząc ją już przy Bułgarskiej. Opowiadał o trudnych czasach korupcjai Zdarzały się mecze budzące jego poważne wątpliwości, sędziom można było zarzucić wszystko oprócz uczciwości, piłkarze też zachowywali się nietypowo. Trener zrezygnował z pracy, gdy nabrał poważnych wątpliwości, czy jego piłkarze zainteresowani są zwycięstwem nad walczącym o utrzymanie Śląskiem Wrocław.
Obecni w sali konferencyjnej kibice mogli porozmawiać z klubowymi legendami, otrzymać autografy, zrobić pamiątkowe zdjęcia, zwiedzić wspólnie z nimi klubowe muzeum.





