Do osiągnięcia krajowych sukcesów Lechowi wystarcza klasa kilku zawodników, najlepszych w całej lidze. Taki sposób budowania drużyny, choć kosztowny, jest najłatwiejszy. Zespół marzący o rywalizacji na europejskim poziomie musi mieć skład wyrównany, a stworzyć taki trzeba umieć. Wiadomo, że łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. Drużynie nie wystarczy kilku wirtuozów, gdy tacy, co wnoszą dla nich fortepian, tak bardzo odstają jakością. W Lechu najsłabszymi akurat ogniwami są gracze na pozycjach kluczowych. Środkowi obrońcy na przykład.
Zdemolowany przez Bayer Leverkusen ekipa staje przed zadaniem dużo łatwiejszym – zmierzy się z Koroną Kielce. Rywal jest lepszy niż w ubiegłych sezonach, wzmocnił się zwłaszcza w ofensywie, nie ma problemów ze zdobywaniem goli na wyjazdach. Marzący o międzynarodowych sukcesach, brutalnie sprowadzony na ziemię Kolejorz będzie mógł teraz zagrać jak równy z równym, mimo iż raz za razem wypadają mu ze składu piłkarze z urazami mięśnia.
W niedzielę znów zapowiada się wysoka frekwencja. To nie znaczy, że kibice nie są rozczarowani po tym, co przeżyli w czwartek. Wciąż są smutni, bo wiedzą, że marzenia o podboju Europy trzeba odłożyć na później, czyli do czasu zbudowania solidnej, wyrównanej, niepopełniającej masowo błędów drużyny. Trybuny tym razem zapełni młodzież uczestnicząca w akcji „Kibicuj z klasą”. To sygnał dla pozostałych widzów, że na mecz trzeba przyjść lub przyjechać wcześniej niż zwykle, z powodu blokady. Cała przylegająca bezpośrednio do stadionu okolica zostanie gęsto zastawiona autokarami. Na szczęście na razie na sam obiekt wjeżdżać nie mogą.
W czwartek jeszcze kwadrans przed meczem stadion był wypełniony tylko w części. Wszystko przez to, że znaczna część kibiców posłuchała zachęt do przybywania na Bułgarską komunikacją miejską. Z powodu awarii w okolicach „Bałtyku” tramwaje długo nie jeździły. Na innych trasach utworzyły się ogromne zatory. W mieście, w którym od dekady nikt nie szuka nowych rozwiązań drogowych, na co dzień żyje się coraz ciężej, a w dzień meczowy wszystko to się potęguje.
Przed sezonem Lech wymieniany był przez ekspertów jako jedyny polski klub z szansami na grę w Lidze Mistrzów – bo jest mądrze zarządzany, coraz bogatszy, stać go na coraz lepszych zawodników. Prawda okazała się bolesna. Najpierw mistrz Danii ujawnił mentalną nicość tej drużyny. Teraz ekipa z Bundesligi zakpiła z jego walorów sportowych. Mistrz Polski nie miał absolutnie niczego, co pozwoliłoby mu nawiązać choćby odrobinę wyrównaną walkę. Został obnażony totalnie. Niby piłkarze jednej i drugiej drużyny uprawiają tę samą dyscyplinę sportu, ale jedni wykonują to profesjonalnie, na wysokim poziomie, a drudzy, choć wcale nie są źle opłacani, pozostali w odległej jakiejś epoce. W czasach, gdy specjalizacja nie poszła na niebotyczny dla tych słabszych poziom.
W dzisiejszym futbolu niczego się nie zwojuje, gdy nie potrafi się grać szybko. To jest podstawa. Piłkarze Lecha przyjmowali piłkę jak w lidze i dziwili się, że nie mogli jej odegrać, bo natychmiast byli jej pozbawiani i mogli już tylko popatrzyć, jak umiejętnie posługują się nią rywale, jak precyzyjne są wykonywane w ułamku sekundy podania. Co tu mówić o indywidualnym wyszkoleniu, gdy o braku profesjonalizmu świadczy nieumiejętność dobrania butów. Mimo iż na tle klasowego rywala gracze Lecha myśleli powolnie i poruszali się ślamazarnie, to i tak łapali poślizgi.
Bolesne jest to, że Lech nie ma argumentów pozwalających nawiązać walkę z solidnymi zespołami. Każdy taki mecz zaczyna się i kończy tak samo. Brakuje mu taktyki pozwalającej wykorzystać nieliczne własne atuty, traci gola za golem. W czwartek można było, przy odrobinie szczęścia, ponieść symboliczną, może dwubramkową porażkę, taką do wybaczenia. Lech jednak podkładał się. Popełniał błędy, które nie mogły pozostać bezkarne. Bayer Leverkusen to nie Śląsk Wrocław, chętnie przyjął prezenty.
Korona nie jest Bayerem, ale i ona nie pogardzi błędami Lecha, który ma jakąś wewnętrzną blokadę niepozwalającą zrezygnować z niechlujstwa. Panowie zasiadający na trenerskiej ławce obserwują to spokojnie, nie reagują nerwowo. I nic się nie zmienia, bo przecież taki mamy klimat, tak pozostanie na zawsze.



