Sensacje się zdarzają, ale Lech jakoś ostatnio ich nie sprawia

W futbolu bywają się mecze, których wyników nikt by nie przewidział. Najmocniejsze drużyny ulegają teoretycznym słabeuszom, potentaci skutecznie bronią się przed absolutnymi faworytami. Najświeższe przykłady – remis norweskiego Vikinga z Bayernem Monachium, czy domowa porażka Interu Mediolan z Clubem Brugge. Natomiast Lech Poznań od kilku lat jest stuprocentowo przewidywalny. Jeśli mierzy się u siebie z solidną drużyną, z klasowymi graczami w składzie – zawsze przegrywa, i to wysoko.

W przeszłości nie zawsze tak było. Wypływający na szerokie wody, ale mający już na rozkładzie europejskie potęgi  Bodo/Glimt, zremisował u siebie z Lechem, a w Poznaniu przegrał. Z wysoką porażką opuścił Bułgarską Villarreal. W dawniejszych czasach Kolejorz przeciwstawiał się Deportivo La Coruna, Udinese, skarcił u siebie Manchester City, dwukrotnie zremisował z Juventusem. Wydarzenia te wspominamy z nostalgią. Na świat patrzymy przez pryzmat lania, jakie otrzymaliśmy Od Crveny zvezdy, Genku, Szachtara Donieck. Teraz zanosi się, że niezbyt łagodnie obejdzie się z nami Bayer Leverkusen, mocniejszy od tych, co nam w Poznaniu łoili skórę.

Podczas przedmeczowej konferencji prasowej trener Lecha pytany był, czy wobec ogromnej różnicy w jakości znajdzie sposób pozwalający wyjść obronną ręką ze starcia z niemieckim gigantem. Jak z jego wypowiedzi wynika, gospodarze zamierzają postawić się Bayerowi. – Wyjdziemy na mecz z zamiarem wygrania go. Znamy siłę naszego rywala, to przecież ćwierćfinalista ostatniej edycji Ligi Mistrzów. Jednak i my mamy jakość i chcemy zaprezentować naszą filozofię gry. Musimy jednak wystrzegać się błędów, które na tym poziomie nie pozostaną bezkarne. Do zwycięstwa potrzebna będzie mądrość. Nie stać nas na pressing przez 90 minut, trzeba też będzie zejść do niskiej obrony – przewiduje Niels Frederiksen.

W zademonstrowaniu najwyższej jakości Lechowi przeszkodzą osłabienia. Nie może grać leczący uraz mięśnia Sayyadmanesh, zawodnik szczególnie ważny w sytuacji, gdy trudno obecnie liczyć na napastników. Podobnego urazu doznał ostatnio Robert Gumny, którego doświadczenie z Bundesligi bardzo by się przydało. Nie tak dawno temu grywał przecież przeciwko Bayerowi.  Inni gracze Lecha też dłużej lub krócej leczyli podobne przypadłości. – Na każdy taki przypadek musimy spoglądać indywidualnie, ale przyznaję, że urazów mięśniowych jest u nas w ostatnim czasie zdecydowanie za dużo – potwierdza trener Lecha. Zapowiada, że zjawisko to zostanie przez klub zbadane.

W niemieckiej lidze Bayer zdobywa wiele bramek dzięki fazom przejściowym, zaskakiwaniu przeciwników szybkimi atakami. W ubiegłym sezonie Lech miał problemy z bronieniem się przed kontratakami, tracił w ten sposób dużo goli. – Trzeba być agresywnym i odpowiednio reagować – podkreśla duński trener. Inna bolączka Lecha, która może uwidocznić się w meczu z tak mocnym rywalem, to stałe fragmenty gry. Traci wiele goli po rzutach rożnych, tak było ostatnio we Wrocławiu, gdzie gola strzelił Mateuszowi Lisowi Tomasiewicz, jeden z najniższych zawodników na boisku. Natomiast sam Lech rzadko stałe fragmenty wykorzystuje. Nie korzysta z oręża, któremu wiele punktów zawdzięcza Górnik Zabrze. W taki właśnie sposób pokonał w tym sezonie Lecha, a mocna ekipa z Bundesligi potrafi to czynić skuteczniej niż aktualny lider polskiej ekstraklasy. Zadania nie ułatwi osłabienie w środku pola – czerwona kartka w poprzednim meczu wykluczyła z gry doświadczonego Murawskiego.

Uczestniczący w konferencji prasowej bramkarz Mateusz Lis potwierdził to, o czym wiedzą wszyscy oglądający mecze Lecha: trudno będzie odnieść korzystny wynik, jeśli znów zdarzą się błędy. Takie, jak te, które odebrały Lechowi wszelkie szanse na korzystny wynik w Londynie. – Nie możemy pomagać przeciwnikowi w zbyt łatwym dochodzeniem do sytuacji bramkowych – podkreśla. Pomyłki zdarzyły się Lechowi także w wysoko wygranym meczu we Wrocławiu. Ligowy słabeusz ich nie wykorzystał. W czwartek można za nie drogo zapłacić.

Mecz zacznie się o godzinie 18.45, ale warto być na stadionie wcześniej. Kibice zapowiadają, że stworzą gorącą atmosferę długo przed pierwszym gwizdkiem. Zapowiada się, że trybuny wypełnią się w całości. W sektorze gości znajdzie się ponad tysiąc fanów Bayeru.

Udostępnij:

Podobne

Kolejorz bezlitosny dla Śląska Wrocław

Jak już przełamywać fatum wrocławskiego stadionu, to w taki sposób, jaki pokazał Lech. Rozniósł Śląsk 4:1,  a wynik mógł być dużo wyższy. Spotkanie wzbudziło nadzwyczajne