Prawdopodobnie trybuny Enea Stadionu wypełnią się całkowicie. W sektorze gości zasiądzie 1,1 tysiąca fanów z Niemiec. Nie warto zwlekać z przyjazdem na stadion do ostatniej chwili, tym bardziej, że pogoda będzie sprzyjająca. Możemy być pewni, że najszybciej wypełni się Kocioł. Kibice Kolejorza zamierzają stworzyć właściwą atmosferę grubo przed pierwszym gwizdkiem.
Gdy minie 19 minuta meczu, kibice na całym stadionie zrobią „Poznań”. Są z tego znani, bez przesady, w całej Europie. Choreografię tę zaprezentowali swego czasu na stadionie Manchesteru City, a Anglicy „puścili ją w obieg” w Premier League i na meczach Champions League w całej Europie. Hasło „To do the Poznan” jest dzięki temu znane być może lepiej niż sam Lech Poznań. Ostatnio pasażerowie na Ławicy oglądają stosowny baner z piłkarzami Lecha. I port, i miasto korzystają z promocji zapewnionej przez kibiców Kolejorza.
Podczas przedmeczowej konferencji prasowej jeden z dziennikarzy z Niemiec spytał skrzydłowego Nathana Tellę, który wcześniej występował na angielskich boiskach, czy znane jest mu robienie „Poznania”. Odpowiedział, że spotkał się z tym w wykonaniu fanów Manchesteru City, a teraz cieszy się, że zobaczy to w wykonaniu oryginalnym. Wyraził też nadzieję, że jego zespół odniesie zwycięstwo.
Bayer Leverkusen jest zdecydowanym faworytem tego spotkania. To zespół z najwyższej europejskiej półki, czołowa ekipa Bundesligi, niedawny mistrz Niemiec, ćwierćfinalista poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, z gwiazdami europejskiej piłki w składzie. Już samo spojrzenie na wartość grających w tym zespole zawodników robi wrażenie. Cała kadra, według portalu transfermarkt, szacowana jest na pół miliarda euro. Lech, uznawany za najlepszą ekipę w Polsce, wygląda przy tym jak klub ubogi, mogący co najwyżej pomarzyć o nawiązaniu równorzędnej walki, i to licząc, że faworyci nie zagrają w najmocniejszym składzie i bardziej się skoncentrują na ważnym meczu ligowym, jaki czeka ich już w weekend.
W niemieckim zespole nie ma problemu z kontuzjami, bo jeżeli nawet komuś się ona przydarzy, do gry wchodzi zmiennik, a rywalizacja o miejsce w wyjściowej jedenastce jest zacięta. Co innego w Lechu. Brak Sayyadmanesha to poważne osłabienie. Słaba forma Ishaka też poważnie niepokoi. Ani jednego, ani drugiego zawodnika nie tak łatwo zastąpić. Wszyscy przecież oglądali wrocławski „popis” Agnero. Atak Lecha jest osłabiony, ale i o linii środkowej też wiele dobrego powiedzieć nie można. Owszem, Kozubal wyleczył kontuzję, ale nie od razu zagra tak, jak potrafi. Podobnie Bergren, mający problem z nawiązaniem do jakości z poprzedniego pobytu w polskiej lidze. W dodatku Lech stracił Rodrigueza. Podobno piłkarz sam się z meczu wyeliminował spóźniając się na odprawę, narażając się na gniew trenera, który odsunął go od wyjściowego składu.
Najważniejszym, oprócz osłabień, problemem Lecha są powtarzające się błędy. Wszyscy o nich wiedzą, wszyscy o nich mówią, ale one i tak się powtarzają, nie ma na nie sposobu. Klasowa drużyna nie musi się mocno wysilić, by je wykorzystać. Uniknięcie takich prezentów będzie głównym zadaniem Lecha w ważnym meczu. Trzeba też postarać się zaskoczyć niemiecką drużynę. Próba rywalizacji jak równy z równym prawdopodobnie zakończy się równie przykro, jak poprzednie europejskie mecze z klasowymi drużynami.



