Kibice Lecha znów na huśtawce. W niedzielę triumf, w środę mokrą szmatą w twarz

Do listy historycznych kompromitacji Lecha dołączyła właśnie jeszcze jedna. Mistrz Polski i lider tabeli, opromieniony kilka dniu temu ograniem Legii, odpadł z Pucharu Polski. Nie potrafił strzeli gola trzecioligowej Siarce Tarnobrzeg. Trener zrobił wszystko, by piłkarskie walory jego drużyny nie ujawniły się, choć nie mógł przewidzieć, że Agnero ma problemy z panowaniem nie tylko nad piłką, ale i rozumem. Osłabił drużynę dwoma głupimi faulami. Piłkarzom Siarki awans przyszedł zadziwiająco łatwo. Lech kolejny raz przegrał sam z sobą.

Aż siedem zmian w stosunku do składu z meczu przeciwko Legii zrobił trener Lecha. Postawił m.in. na Pruchniewskiego w bramce i Bartczaka na lewej obronie. O tym, że skład jest eksperymentalny, świadczyła pierwsza część meczu, gdy mistrzowie Polski osiągnęli wprawdzie znaczną przewagę, ale nie atakowali składnie. Z wielkiej przewagi w posiadaniu nic nie wychodziło z powodu niedokładności, braku pomysłu, nieporozumień. Po błędzie Palmy gospodarze wyprowadzili kontratak, po którym poważnie zagrozili Lechowi.

Statyczne, schematyczne ataki pozycyjne gości paliły na panewce, a młodzi gracze trzecioligowca po każdym przejęciu piłki starali się szybko przenieść ją na drugą stronę boiska, stosowali też pressing. Zmusili w ten sposób do błędu Bartczaka i dzięki temu to oni oddali pierwszy celny strzał. Kilka minut później kompletnie bezproduktywny, raz po raz tracący piłkę Agnero zobaczył żółtą kartkę. Składając się do strzału z przewrotki trafił interweniującego obrońcę w twarz.

Kolejne ataki Lecha, prowadzone jednym tempem, niedokładnie, kończyły się stratami. Akcję po akcji marnował Bengtsson, choć to on oddał głową jedyny groźny strzał. Po drugiej stronie boiska pojedynki z juniorami przegrywał Palma, coraz bardziej zagubiony i sfrustrowany. Źle się na to patrzyło, trudno było wierzyć, że uda się czymkolwiek zaskoczyć gospodarzy. Na domiar złego tuż przed końcem pierwszej połowy Agnero znów bezmyślnie sfaulował obrońcę i znów został ukarany. Od tej chwili Lech grał w osłabieniu.

Wydawało się, że Frederiksen sięgnie po przerwie po swoje gwiazdy, zwłaszcza Walemarka potrafiącego wygrać mecz w pojedynkę. Zrobił od razu dwie zmiany, ale drużyny nie wzmocnił. Dał szanse kolejnym młodzieżowcom – Śledzińskiemu, zastępującemu Murawskiego i Szymczakowi. Palma nie musiał dłużej męczyć się na boisku. Trudno się dziwić, że jakości w drużynie było jeszcze mniej, w dodatku bierność przy rzucie rożnym dla rywali kosztowała stratę gola. Lechici stali jak wmurowani, gdy piłkarz Siarki oddawał celny strzał głową. Zapachniało sensacją, czyli skandalem z puntu widzenia Lecha. Zaatakował teraz trochę szybciej, sam wykonywał rzuty rożne, ale była to partacka robota.

Zmiany, które mogły drużynę uratować, trener przeprowadził dopiero kilkanaście minut przed końcem. Rodriguez osłabił jednak drużynę, tracił piłkę i oddawał bezsensowne strzały. Walemarka był natomiast groźny, dryblował, celnie podawał i groźnie strzelał, ale miał niewiele czasu, by coś to przyniosło. W Tarnobrzegu zapanowała wielka radość, a kibice Lecha znów zostali upokorzeni.

Udostępnij:

Podobne

Cieszmy się tą chwilą

Dawno nie było tak pięknie. Czujemy dumę obserwując, co się dzieje w Warszawie po niedzielnych wydarzeniach. Najpierw zapanowała jakże miła dla uszu cisza na stadionie,

Warszawa zdobyta! Lech znów liderem!

Buńczuczne, momentami bezczelne wypowiedzi Papszuna brzmią trochę inaczej, gdy jego Legia poległa na własnym stadionie z mistrzem Polski. Trzeba przyznać, że była groźna, grała intensywnie,