Czy w sezonie, w którym Lech poniósł największą od wielu lat, zawstydzającą klęskę ligową, może zostać mistrzem kraju? Odpowiedź brzmi: tak. To nie byłby pierwszy taki jego przypadek. Podobnie zdarzyło mu się w czasach człowieka, który zamienił ligowego średniaka w potęgę – Wojciecha Łazarka. Zespół zdążający pod jego kierownictwem po tytuł, pięć kolejek przed końcem rozgrywek przegrał w Krakowie z Wisłą 0:6. Trener zjawisko to określił wówczas jako „zmęczenie materiału”.

Wojciech Łazarek i John van den Brom urodzili się tego samego dnia (choć innego roku) – 4 października. Obaj są zodiakalnymi Wagami. Czy ma to jakieś znaczenie? Miłośnicy astrologii zapewniają, że tak, można się zresztą doszukać u obu trenerów wspólnych cech. Sceptycy nie pozwolą się przekonać. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, w owym 1983 roku niewielu obserwatorów, z władzami klubu na czele, dawało Łazarkowi szanse na tytuł. Kierownictwo Lecha nie chciało się wychylać, bało się kontroli warszawskich władz. Samo się nie powoływało, było mianowane przez resort w związku z piastowanymi na kolei stanowiskami. Obecne klubowe władze zależą tylko od siebie, ale i one do trofeów podchodzą zadziwiająco wstrzemięźliwie.

Abstrahując od historii i astrologii, Lechowi nie byłoby w tym sezonie trudno sięgnąć po tytuł. Strata do czołówki, mimo straty wielu punktów, jest minimalna. Nie trzeba dzielić sił i uwagi między rozgrywki krajowe i europejskie, bo na własne życzenie pozbawił się takiej możliwości. Wystarczy raz na tydzień dobrze przygotować się do meczu. Oczywiście nie od razu, bo do końca miesiąca będzie grał znacznie częściej, trzeba bowiem w środku tygodnia nadrobić ligową zaległość mierząc się u siebie z Jagiellonią, a po tygodniu rozegrać mecz pucharowy w Bydgoszczy. Potem już będzie dużo łatwiej.

To prawda, że obecna kadra Lecha nie została zbudowana fachowo, ma słabe punkty. Klub wydał pieniądze, o jakich inni mogą tylko pomarzyć, ale nie zainwestował ich fachowo. Zamrożona została nie byle jaka kwota, ponoć rekordowa w Polsce, wydana na Gholizadeha, który miał już grać we wrześniu, a nie wiadomo, czy na boisku pokaże się w listopadzie. Jeśli nawet odzyska zdrowie stuprocentowo, to o formę będzie walczył jeszcze długo. Podobny zabieg chirurgiczny przeszedł latem Filip Szymczak. Rozegrał potem wiele spotkań, ale jeszcze nie przypomina zawodnika z poprzedniego sezonu.

Holenderski trener przyzwyczaił nas do kompletnej nieprzewidywalności. Lech kompromituje się trzy dni po triumfie nad Rakowem. W ubiegłym sezonie grywał pięknie mimo poważnych osłabień, a przegrywał w pełnym składzie. Podobnie dzieje się teraz i nikt nie zrozumie, skąd się to wahanie bierze. Zdając sobie z tego sprawę, lepiej nie ryzykować straty nerwów i nie robić sobie wielkich nadziei, bo wywalczenie mistrzostwa jest równie prawdopodobne, jak walka do końca o wyjście na podium.

Udostępnij:

Podobne