Trener Lecha wciąż wierzy w mistrzostwo

Nastroje wśród kibiców są minorowe. Lech po prostu przestał grać w piłkę. Już nie wygrywa. W lidze ostatni raz udało mu się to miesiąc temu, w Katowicach. Na własnym stadionie – jeszcze w sierpniu. Jak na mistrza kraju, rzadkie „osiągnięcie”. Do tego traci mnóstwo goli, wbija mu je każdy. Skompromitował się w Gibraltarze, trwoni punkty w samych końcówkach meczów, a po stracie zawodnika zawsze ogarnia go niewytłumaczalny paraliż.

W dodatku musi właśnie rozegrać pierwszy mecz po dwutygodniowej przerwie, gdy zwykle trudno mu się pozbierać. Nie udawało mu się wygrywać u siebie z zespołami przeciętnymi, a musi grać z Radomiakiem grającym ostatnio jak z nut, korzystającym z wysokiej jakości swych graczy ofensywnych. W tej sytuacji nikt rozsądny nie postanowi w niedzielę na Lecha wszystkich pieniędzy. To prawda, że trener Frederiksen ma do dyspozycji piłkarzy dużej jakości. Nie ma jednak do dyspozycji drużyny, gdyż zawodnicy ci jej nie tworzą, a to już jest jego  „zasługa”.

Najsłabszą, dramatycznie grającą formacją jest obrona. Na dodatek straciła ona właśnie najlepszego zawodnika – Milicia. Dopiero we wtorek okaże się, od kiedy będzie mógł trenować z zespołem. Mało jest też prawdopodobne, by wystąpił Douglas. Trenerowi pozostali Skrzypczak i Mońka. W skład pierwszej drużyny, w tej sytuacji, włączony został 16-letni Hubert Janyszka. Co prawda może się pochwalić prawie dwumetrowym wzrostem, a przy tym, jak zapewnia Niels Frederiksen, dobrze się czuje z piłką przy nodze i jest zwrotny, ale trudno liczyć, że zbawi obronę. I jak tu się nie dziwić, że na forach internetowych, na przeróżnych kibicowskich profilach jednym z głównych tematów jest pozbycie się Bartosza Salamona. Fani nie zostawiają suchej nitki na ludziach odpowiadających za klub.

Jedyny pozytyw to powrót na boisko Gholizadeha. To piłkarz o wielkich umiejętnościach, wygrywał już Lechowi mecze w pojedynkę, ale kończąc rehabilitację, sił ma na godzinę grę, jak informuje trener. Poza tym nie zdarza się, by po tak długiej przerwie w występach ktokolwiek błyszczał od razu. Potrzeba dłuższego czasu, by oswoić się z piłką i boiskiem. Pozostali kontuzjowaniu zawodnicy Kolejorza będą do dyspozycji dopiero w przyszłym roku. I nie ma gwarancji, że od samego początku tego roku. W niedzielę nie zagra Ouma, który z powodów rodzinnych musiał zostać dłużej w Kenii.

W czym nadzieja na dobry wynik? – Zasłużyliśmy na więcej niż osiągnęliśmy. Były momenty naszej dobrej gry w meczach przegranych. Potrzebujemy większej skuteczności w osiąganiu dobrych wyników, ale i lepszej gry defensywy – mówi Frederiksen przyznając, że podczas przerwy reprezentacyjnej sztab szkoleniowy największą uwagę zwracał właśnie na grę obronną. – Przekonywaliśmy piłkarzy, że mają bronić tak, jakby od tego zależało ich życie – mówi trener. Tyle, że treningi odbywały się bez reprezentantów, a wszystkim pozostałym trener dał sześć dni odpoczynku. – Robimy wszystko, by wrócić na właściwe tory. Ciągle naszym celem jest mistrzostwo, a po najbliższych tygodniach chcemy pozostać w walce na trzech frontach – zapewnia duński trener.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny