Odzyskać twarz. Wygrać we Wrocławiu. Uniknąć kryzysu

John van den Brom zrobił w czwartek wiele, by opinia o nim jako trenerze doświadczonym i obytym w pucharach, potrafiącym motywować piłkarzy, okazała się przesadzona. Teraz przed nim szczególnie trudny egzamin. Tylko dobry trener potrafi zapanować nad drużyną załamaną zawodem, jaki sprawiła przegrywając z dużo niżej notowanym przeciwnikiem, wyrządzając klubowi mnóstwo szkód. Już po trzech dniach trzeba zareagować zwycięstwem w lidze. Czy ekipę holenderskiego szkoleniowca na to stać?

Łatwo sobie wyobrazić stan psychiczny piłkarzy po tak sromotnej klęsce. Czwartkowy wieczór był kosztowny także dla nich, dobrze wiedzą, co bezpowrotnie stracili. Niełatwo po czymś takim wrócić do równowagi. Być może szybka możliwość częściowego zmazania hańby zadziała na korzyść drużyny, choć nie tak łatwo będzie odzyskać pewność siebie. Trener musi mieć świadomość, że kolejny nieudany występ może wywołać kryzys, nad którym już nie zapanuje. Nie ma więc innego wyjścia niż zwycięstwo we Wrocławiu.

Tyle, że na wielkim, ale zawsze wyludnionym stadionie Lechowi nie gra się dobrze. Jeśli teraz wygra, zdarzy się to dopiero trzeci raz. Na Oporowskiej radził sobie w przeszłości znakomicie. Tamten prymitywny, przylegający do nasypu kolejowego stadionik, z trybunami wypełnionymi panami nie unikającymi okolicznych sklepów prowadzących wyszynk, dobrze działał na Kolejorza. Za każdym razem piłkarze obu drużyn byli obrzucani najpaskudniejszymi wyzwiskami. Najpierw spotykało to graczy Lecha, a po strzeleniu przez nich kilku bramek nienawiść sympatyków Śląska przenosiła się na własnych graczy.

Obiekt zbudowany na Euro 212, będący pomnikiem wybujałych i kosztownych ambicji miejscowych polityków i samorządowców, straszy pustką, nie występuje tam atmosfera znana z innych ligowych stadionów, za to zwykle świetnie słychać kibicowskie ekipy przyjezdne, w tym Lecha. Jednak zawsze gra on tam pechowo, jeśli nie liczyć jednego przypadku: zespół prowadzony wówczas przez Ivana Djurdjevicia strzelił gola i wygrał, a Śląskowi sędziowie nie uznali aż czterech goli. Role się potem odwróciły. W ostatnim sezonie trenujący wrocławian Ivan pokonał swą byłą drużynę trzykrotnie, w tym u siebie, wykorzystując wyrzucenie z boiska Radosława Murawskiego. Co ciekawe, teraz też go nie będzie, z powodu dyskwalifikacji za „czerwień” w Lubinie. W Śląsku nie gra już Yeboah, który pokonywał ostatnio Kolejorza niemal w pojedynkę, wyrzucił go z Pucharu Polski. Sięgnął po niego Raków. Lech nie był zainteresowany.

Odzyskanie zaufania kibiców, zachowanie twarzy nie będzie łatwe dla van den Broma i jego piłkarzy. Warunkiem wstępnym jest zwycięstwo we Wrocławiu. Stanu drużyny i sytuacji w klubie nie znamy, nikt niczego nie komentuje, jakby trudno było wyjść z szoku. Być może Lech chce odpowiedzieć na boisku. Nie mielibyśmy nic przeciwko temu. Komentujący słowacki blamaż kibice szczególnie mocno wyżywają się na Anderssonie i Bednarku. Słuchają wypowiedzi komentatorów przekonujących, że żadna polska drużyna niczego w Europie nie zdziała bez bardzo dobrego bramkarza. Dociekają, jakie odgórne decyzje skazują perspektywicznego, wysokiego Mrozka na ławkę rezerwowych.

Tajemnicy Anderssona nikt jeszcze nie rozszyfrował. Co mu się stało? Czy mimo katastrofalnego występu w Trnawie zagra we Wrocławiu? Chyba tak, bo Barry Douglas akurat teraz doznał urazu. Nie wiemy, na jak długo Lech stracił Pereirę, który opuszczał stadion w Trnawie cierpiąc, trzymając się za bark. Na prawej obronie zagra Czerwiński. A kto zastąpi Murawskiego? Kwekweskiri czy Sousa? Skład drużyny nie ma takiego znaczenia, jak stan piłkarzy. Właśnie w takiej sytuacji drużyna potrzebuje doświadczonego, odpowiedzialnego trenera. John van den Brom przed tak poważną próbą jeszcze w Poznaniu nie stał.

Udostępnij:

Podobne

Bezcenne zwycięstwo Warty

To był klasyczny mecz o sześć punktów. Warta mierzyła się z rywalem w walce o utrzymanie się w lidze – Koroną Kielce. Musiała walczyć w