Ratowanie sezonu już po pierwszym meczu

Jeśli w Gliwicach znów coś pójdzie nie tak, nadzieje na pierwszą od dekad obronę tytułu znów trzeba będzie odłożyć na lata. Różnice w tabeli wciąż nie są duże, ale strata sześciu punktów już na starcie rundy rewanżowej pogrąży zespół typowany na głównego faworyta w walce o tytuł. Oby tym razem nie potwierdziło się fatum unoszące się nad Lechem i sezon po odniesieniu sukcesu nie poszedł na straty.

To będzie mecz zaległy. Miał zostać rozegrany w sierpniu, ale wtedy jeszcze Lech walczył o awans do Ligi Mistrzów, natężenie meczów zrobiło się zbyt duże. Zamiast w pełni lata, trzeba jechać do Gliwic w lutym, w okresie najtęższych tej zimy mrozów. Całe szczęście, że prognozy są dla Śląska łaskawsze niż dla Wielkopolski i w czasie meczu ma być „zaledwie” minus trzy. Murawa w Gliwicach została wymieniona, nie będzie tak bardzo przeszkadzać, jak podczas jesiennego spotkania w Pucharze Polski.

Winą za fatalny występ świetnie ponoć przygotowanych do rozgrywek piłkarzy Lecha trener obarczył… piłkarzy. To prawda, że nic nie usprawiedliwi kompromitującej postawy środkowych obrońców. Źle też zagrali Kozubal i Jagiełło, obarczeni zadaniem zastąpienia defensywnego pomocnika. Zła postawa defensywy to jednak nic nowego, zespół w tym aspekcie nie radzi sobie od początku sezonu. Trener może narzekać na podopiecznych, ale sam sprawia wrażenie zagubionego i bezradnego. Niedociągnięć jest więcej. Brakuje schematów w rozgrywaniu akcji ofensywnych, indywidualnymi zrywami niczego się nie zdziała. Najlepszym przykładem chaosu w grze Lecha jest Rodriguez, który miota się po boisku, nie potrafi współpracować z kolegami. Brakuje pomysłu na wykorzystanie tego zawodnika.

Nie dość, że gra Lecha mocno kuleje, czego sygnały widzieliśmy w ostatnim sparingu i co potwierdziło się w pierwszym meczu ligowym, to akurat teraz występuje duże natężenie meczów. Jeśli trenerowi nie uda się zapanować nad zespołem, to już tydzień po wznowieniu ligi będzie po sezonie. W Gliwicach trzeba grać niemal natychmiast, po trzech zaledwie dniach. W niedzielę piłkarze odpoczywali, w poniedziałek wyruszyli na Śląsk. W sobotę czeka ich tam kolejny mecz, w Zabrzu. Jednak nie zostaną na miejscu, bo najbliższe boisko zdatne do treningu znajdą… na Bułgarskiej.

Po meczu z Górnikiem nastąpi na szczęście tydzień przerwy przed domowym meczem. Znów rywalem będzie Piast. Jedna lub druga drużyna znajdzie okazję do rewanżu za wtorkowy mecz zaległy. A potem znów maraton – w czwartek mecz z Kupion Palloseura na plastikowym boisku w Finlandii, gdzie nie wolno ponieść strat nie do odrobienia. W niedzielę 22 lutego Lecha czeka kolejny trudny wyjazd – do Kielc. Po kilku dniach rewanż w Poznaniu z Finami, a po kolejnych trzech jeden z najważniejszych meczów wiosny – przeciwko Rakowowi.

Na piłkarzy Lecha czeka więc potężna dawka wysiłku. To, co pokazali w mroźny wieczór grając przeciwko Lechii, nie napawa optymizmem. Trzeba mieć mocny, wyrównany zespół składający się z graczy w wysokiej formie, by lutowy maraton przebrnąć z ligowymi punktami i pucharowym awansem.

Udostępnij:

Podobne

Finał nie dla Lechitek

Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,