Przemiana zadziwiająca. Ale bardzo korzystna

Jeśli w niedzielny wieczór w okolicach ulicy Bułgarskiej w Poznaniu rozległ się głośny huk, to wytłumaczenie tego zjawiska jest tylko jedno: w tym samym momencie wielu osobom spadł z serca ciężki kamień. Lech wreszcie pokonał ligowego przeciwnika. Wynik nie jest przekonujący, gra wciąż pozostawia wiele do życzenia, ale dominacja nad Piastem Gliwice była zdecydowana, zwycięstwo zasłużone, mogło być wyraźniejsze.

Już po pierwszych akcjach było widać, że to jest inny Lech niż ten z poprzednich spotkań ligowych. Można się zastanawiać, czy lepiej grał w niedzielę, czy w domowym spotkaniu przeciwko Dinamo Batumi. Chyba jednak teraz, bo 5:0 nad Gruzinami wynikało przede wszystkim z ich zadziwiającej słabości. Teraz przeciwnik był solidniejszy, ale musiał uznać dominację gospodarzy. Jak to jest możliwe? Jakim sposobem grupa zagubionych ludzi, męczących siebie i widzów, wręcz budząca obrzydzenie nieudolną grą, zamieniła się w zespół walczący i agresywny, atakujący z rozmachem, nie pozwalający przeciwnikom odetchnąć? To prawdziwa zagadka.

Chciałoby się zapytać – nie można było trochę wcześniej? Nie uciekłyby ligowe punkty, walka z eliminacjach do Ligi Mistrzów byłaby bardziej wyrównana. Co sprawiło, że Lech nie był pod żadnym względem gotowy do rozpoczęcia sezonu? Czy wszystko można zwalić, jak sugeruje właściciel klubu w wywiadzie z Dawidem Dobraszem dla portalu „Meczyki”, na niechęć Michała Helika do powrotu do Polski? Przyczyny są bardziej skomplikowane. Wynikają nie tylko z braku obrońców, choć grając bez defensywy nic się w futbolu nie zdziała. W niedzielę Antonio Milić zneutralizował Kamila Wilczka i jego kolegów. Gdyby na jego miejscu był Barry Douglas lub Alan Czerwiński, prawdopodobnie ułożyłoby się to gorzej.

Obrońcy wracają, gorzej z napastnikami. A właściwie bez napastników. Wiara, że Ishak będzie wiecznie zdrowy i w wybornej formie strzeleckiej, jest naiwnością. Sobiech w Lechu tylko jest, nic ponadto. Szymczak dobrym napastnikiem dopiero będzie, czego mu wszyscy życzą. Na razie nie ma ligowych kwalifikacji. Nabrał tężyzny fizycznej, stracił zwinność i start do piłki, kłopoty z jej opanowaniem kiedyś miał chyba mniejsze. Jego rozwój wymaga pracy nie tylko piłkarza, ale i ludzi, którzy się na tym znają. Jeśli klub ma kogoś takiego, to jego starania na razie nie przynoszą rezultatu. Zawodnik umacnia się w złych nawykach. Jeśli na przykład walczy o górną piłkę, to tylko po to, by odbić. Nawet nie próbuje nadać jej kierunku.

Wniosek jest oczywisty – bez co najmniej dwóch napastników Lech daleko nie zajedzie. Wielka szkoda, że przepadła szansa pozyskania Dawida Kownackiego. Jak można było z zrezygnować z takiego zawodnika? Dziś byłby jak znalazł. Spłaciłby się bardzo szybko, a jeszcze można byłoby na nim zarobić, bo to ciągle gracz młody. Właśnie przez takie zaniechania, przez krótkowzroczność, klub nie rozwija się tak, jak by mógł. Włącza hamowanie w momentach, gdy prosi się o szybkie i zdecydowane działania. Zwykle występuje to po zdobyciu mistrzostwa, gdy trzeba iść za ciosem, zdominować krajową konkurencję.

Piast został pokonany mimo braku Ishaka. Amaral, wydawałoby się także niezastąpiony, grał tylko przez kilka minut. Błysnął za to Sousa, jego wyczyn z 5 minuty ustawił cały mecz i spowodował, że napastnik nie był już tak bardzo potrzebny. Inaczej byśmy na to patrzyli, gdyby Lech walczył do końca o zwycięską bramkę. Właśnie tak może się mecz ułożyć już w środę w Gdańsku. Trener, do niedawna całkowicie bezradny, teraz sprawia wrażenie, że uczy się tej drużyny. Potrafi wykorzystać zmienników. Dla napastnika takiego niestety nie znajdzie. Jeszcze jest czas na nadrabianie zaniedbań z czerwca i lipca. Klub za chwilę wypożyczy Mateusza Żukowskiego, gracza na prawe skrzydło. Podobno będą dalsze ruchy kadrowe. Trochę spóźnione, na chybcika, ale dobrze, że zawiadujący Lechem się zreflektowali.

Udostępnij:

Podobne

Warta dała się ograć Śląskowi

Ten mecz nie musiał się skończyć tak źle dla Warty. Nie musiała przegrać. Śląsk wygrał przez wyrachowanie, lepszy pomysł na pozbawienie rywala atutów, większą taktyczną