Podbeskidzie zmiażdżone. Na pełnym luzie

Widząc dysproporcję w umiejętnościach piłkarzy Lecha i Podbeskidzia można się było zastanawiać, czy konieczne było oszczędzanie czołowych zawodników, odpuszczenie meczu w Lizbonie. Górale wyjechali z Poznania z bagażem czterech goli, co i tak było niewysoką porażką biorąc pod uwagę ich postawę w defensywie.

W pierwszych minutach, o dziwo, Podbeskidzie natarło na Lecha, starało się stwarzać zagrożenie pod bramką Bednarka. Natomiast gospodarze nie forsowali tempa, jakby chcieli przeczekać, dać się przeciwnikowi wyszumieć. Z czasem coraz częściej dochodzili do głosu, atakowali skrzydłami. Dość szybko bramkarz Pesković musiał interweniować, by ratować swą drużynę.

Kiedy wydawało się, że mimo stosunkowo wyrównanego meczu Lech jest na dobrej drodze, by opanować sytuację, nastąpił wstrząs – Górale zdobyli bramkę. Obrońcy jak zwykle nie reagowali, gdy rywal doszedł do podania i spokojnie umieścił piłkę obok Bednarka. Czyżby więc Lech znów miał wpaść w tarapaty? Nic z tego. Kiedy chciał rozpocząć grę od środka, VAR anulował gola. Przed podaniem do strzelca piłka opuściła boisko.

Można było odetchnąć z ulgą. I zaatakować. Stało się to szybko. Moder, po indywidualnym rajdzie, uderzył bardzo dobrze, bramkarzowi udało się sparować piłkę na rzut rożny. Dośrodkował Czerwiński, a Rogne celnie uderzył głowa dając Lechowi prowadzenie. Wydawało się, że Lech zejdzie na przerwę ze skromnym prowadzeniem. Jednak sekundy przed końcowym gwizdkiem Ishak zaatakował obrońcę Rundicia (który zresztą zawinił także przy pierwszym golu), odebrał mu piłkę, pobiegł z nią w stronę bramki i zapakował nie do obrony, „pod ladę”.

Mecz był ułożony, nic złego Lechowi nie mogło się już stać, grał przeciwko zespołowi, który nieźle sobie radzi w środku boiska, ale ma dziurawą obronę i jest słabiutki w ofensywie. I rzeczywiście, pierwsze minuty drugiej połowy przyniosły ostateczne rozstrzygnięcie. Goście zaatakowali całą drużyną, mieli rzut wolny z bocznej strefy. Odbita w polu karnym przez Ishaka piłka trafiła do Ramireza, ten umiejętnie kopnął ją na wolne pole w kierunku rozpędzającego się Tiby, który wyprzedził obrońcę i po profesorsku pokonał bramkarza. Ciekawostka – asystę drugiego stopnia zaliczył Ishak będąc w polu karnym Bednarka.

Kilku minut później Lech wyprowadził jeszcze jedną kontrę. Na bramkę szarżował Sykora, bramkarz odbił piłkę, ale dopadł do niej Ramirez i nie miał żadnych problemów ze zdobyciem gola. Podbeskidzie było na kolanach, kolejne gole wydawały się kwestią czasu. Lech jednak nie szarżował. Bawił się grą w środku boiska, Tiba i Ramirez ośmieszali biegających za piłką przeciwników.

Mecz był rozstrzygnięty, trener mógł dokonać trzech zmian jednocześnie, potem kolejnych. Uspokoiło to mecz. Lech miał jeszcze okazje bramkowe, ale nie zależało mu na dobijaniu gości. Ci zaś byli usatysfakcjonowani, gdy udawało im się przejąć piłkę i wymieniać ją w środku boiska, a nawet stwarzać przewagę na połowie gospodarzy, zmuszać Bednarka do interwencji.

Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:0 (2:0)
Bramki: Thomas Rogne 30, Mikael Ishak 44, Pedro Tiba 46, Dani Ramírez 53
Żółte kartki: Baszłaj, Marzec.
Lech: Filio Bednarek, Alan Czerwiński, Thomas Rogne, Djordje Crnomarković, Wasyl Kraweć, Jan Sykora (59 Michał Skóraś), Pedro Tiba, Jakub Moder (81 Karlo Muhar), Dani Ramirez (71 Filip Marchwiński), Jakub Kamiński )59 Tymoteusz Puchacz), Mikael Ishak (59 Mohammad Awwad).
Podbeskidzie: Michal Pesković, Konrad Gutowski (75 Filip Modelski), Dmytro Baszłaj, Milan Rundić (51 Aleksander Komor), Kacper Gach Sehij Miakuszko (62 Łukasz Sierpina), Gergo Kocsis (75 Jakub Bieroński), Michał Rzuchowski, Desley Ubbink, Mateusz Marzec (Maksymilina Sitek), Marko Roginić.
Sędziował Wojciech Myć (Lublin).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na

Nieprzewidywalne derby

Wiele czynników może spowodować, że mecz Lecha z Wartą potoczy się inaczej niż się wszyscy spodziewają. Piłkarze będą rywalizować nie tylko ze sobą, ale i