Pierwsze objawy kryzysu. Jak zareaguje Maciej Skorża?

Dobrego trenera poznaje się nie wtedy, gdy wszystko idzie jak z płatka, drużyna wygrywa mecz za meczem. Prawdziwy egzamin zdaje on dopiero wtedy, gdy nadciągnie kryzys. Lech jeszcze w realnym niebezpieczeństwie się nie znalazł, ale Maciej Skorża właśnie musi reagować na pierwsze problemy.

Bez pięciu zawodników grywających w pierwszym zespole Lech przygotowuje się do ostatniej części tegorocznych rozgrywek. Do reprezentacji swych państw zostali powołani Satka i Kwekweskiri. Do polskiej młodzieżówki – Kamiński, Skóraś, Marchwiński. Podczas dwutygodniowej przerwy trener, jak powiedział po nieszczęsnym meczu w Łęcznej, chce do drużyny wprowadzić zmiany. Nie wiemy, na czym mają polegać, ale można się spodziewać, że w kolejnym meczu nie zobaczymy wszystkich zawodników, bez których nie mógł się dotychczas obejść.

Lech bardzo szybko usadowił się na szczycie tabeli i nie rusza się stamtąd do tej chwili. Nikt go nie wyprzedził nawet po stracie punktów w dwóch ostatnich meczach, gdy grał z zespołami dużo niżej notowanymi. Przeciwnicy też nie wygrywają wszystkiego, też się zacinają. Ligowa czołówka jest tak wyrównana, że kolejność na czołowych lokatach może się odwrócić po każdej kolejce. Lider tabeli nie wykorzystał okazji do ucieczki poza zasięg innych zespołów.

Dla każdego, kto śledzi wszystkie mecze Lecha, sytuacja jest niezrozumiała. Radzi sobie z czołowymi drużynami, a zawodzi, gdy zadanie jest dużo łatwiejsze. Nie potrafi zdyskontować dużej przewagi na boisku. Oddaje tuziny strzałów, ale piłka nie może znaleźć drogi do bramki. Kreuje kolejnych bramkarzy na bohaterów ligowej kolejki. I daje się zaskoczyć ekipie, którą stać na oddanie jednego celnego strzału. W wyniku tak kuriozalnej postawy przegrywa w Białymstoku, remisuje w Mielcu i Łęcznej, czyli na stadionach, na których łatwo wygrywały znacznie słabsze od niego zespoły.

Trener Skorża diagnozę musi postawić natychmiast, chyba że uśmiecha mu się pójście drogą poprzednika. Dariusz Żuraw nie potrafił znaleźć recepty na niezrozumiałe zachowanie swych piłkarzy. Także obecny trener początkowo był bezradny, musiał zacząć budowę drużyny od początku. Teraz, w najmniej oczekiwanym momencie, znów musi szukać ratunku. Jeśli tego nie zrobi, Lech szybko zacznie się w tabeli obsuwać, i to mimo bardzo dobrych piłkarzy w składzie i wcale nie słabszych przesiadujących na ławce rezerwowych.

Tylko na dwóch pozycjach nie toczy się rywalizacja o miejsce w składzie. Jest bez znaczenia, który bramkarz zacznie mecz, bo obaj mają takie same ograniczenia. Drużyna walcząca o mistrzowski tytuł ma tylko jednego klasowego napastnika. Akurat przechodzi on kryzys, zatracił skuteczność, drużyna została przez to z niczym, bo Sobiech nie stanowi żadnej alternatywy, a o Baturinie lepiej nie wspominać. Trener może w tej sytuacji zrobić tylko jedno: spróbować odbudować Ishaka.

Na innych pozycjach wybór jest większy. Nie jest powiedziane, że Ba Loua, piłkarz o nie byle jakich umiejętnościach, musi zaczynać każdy mecz. Gra widowiskowo, przeprowadza efektowne akcje, ale bramek to nie zapewnia. Skóraś, czyli inny skrzydłowy, nie da drużynie więcej. Rolę skrzydłowego nie musi jednak pełnić skrzydłowy. Na boku boiska mogą się pojawiać i Ramirez, i Amaral, uznawany ostatnio za najlepszego piłkarza całej ligi. Obaj są kreatywni, lubią zmieniać pozycje. Ba Loua może się przydać, gdy obrona przeciwnika nie będzie już tak szczelna i zwarta, jak na początku meczu. To samo można mówić o Skórasiu.

To tylko jedno z rozwiązań, które trener może przetestować. Jest wielce prawdopodobne, że Maciej Skorża znajdzie pomysł na lepsze wykorzystanie Murawskiego. Przede wszystkim jednak musi odkryć, co się wyprawia w piłkarskich głowach. W Łęcznej tracili koncept na długie minuty, więc po momentach, gdy wyraźnie przeważali, nie potrafili odebrać piłki przechodzącemu do ataku przeciwnikowi. A była nim ostatnia drużyna w lidze. Strata bramki obciąża dwóch zawodników – Kwekweskiriego i Satkę. Tak się porobiło, że to reprezentanci, którzy na prawie dwa tygodnie opuścili Poznań. Można postawić duże pieniądze na to, że meczu z Piastem (20 listopada) nie zaczną w pierwszym składzie.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na