Nie ma się z czego cieszyć, panie trenerze

Gdyby Lech grał tak, jak w poprzednim sezonie, awans do fazy grupowej Ligi Konferencji i wygrywanie w ekstraklasie byłyby niemal pewne. Po obecnym Kolejorzu możemy niestety spodziewać się wszystkiego najgorszego. Gołym okiem widać, że stało się z nim coś złego. Nie dość, że jest zdekompletowany, to forma piłkarzy nie przypomina tej sprzed wakacji. Nie potrafią rozegrać prostej akcji, nie trzeba ich atakować, by gubili piłkę.

Zastanawiająca jest postawa trenera. Zna się na futbolu, prowadził niezłe zespoły, sam był klasowym graczem, więc musi widzieć, co się dzieje. Nie było go w klubie wiosną, ale z pewnością oglądał nagrania meczów i potrafi dostrzec różnicę między jednym Lechem a drugim. A jednak wyraża zachwyt nad drużyną po każdym meczu, który udaje się nie przegrać. Dinamo Batumi zostało Poznaniu zdemolowane na własne życzenie. W rewanżu zagrało lepiej, ale wciąż nie jest nawet europejskim średniakiem. W polskiej lidze grają ekipy bez porównania lepsze, a trenera satysfakcjonuje zwycięski remis.

W niedzielę trzeba grać z zespołem dużo solidniejszym niż mistrz Gruzji. Wisła Płock poprzeczkę zawiesi wysoko, być może dla Lecha zbyt wysoko. Od początku sezonu radzi sobie doskonale, jest dobrze zorganizowana i skuteczna. Kto widział mecze mistrza Polski w nowym sezonie, nie uzna go za faworyta. Nie stoi przez zadaniem niewykonalnym, ale punkty zdobędzie tylko pod warunkiem, że zagra lepiej niż do tej pory. Będzie to trudne, gdy obrona nie istnieje, szwankuje organizacja gry, a piłkarzom trudno celnie kopnąć piłkę na kilka metrów.

Filip Dagerstål obrony Lecha nie zbawi, nawet jeśli zagra genialnie. Jego partnerem będzie Satka marzący o opuszczeniu klubu. W Batumi był teoretycznie jedynym środkowym obrońcą, a interweniował tak, że obserwatorom cierpła skóra. Mówi się, że budowę drużyny zaczyna się od bramkarza i obrony. Lech wybrał gracza na bramkę kierując się tym tylko, że można go wypożyczyć. Obrona jest w strzępach. Przedłużająca się kuracja Salamona rodzi wiele pytań. Czy zdąży wyzdrowieć przed mistrzostwami świata? Czy władze klubu zauważyły już jego brak? Jeśli od dawna wiedzą, że nieprędko wróci na boisko, to dlaczego zwlekają z uzupełnieniem składu?

Nie tylko Salamon się leczy. Od dawna w Lechu nie było tak wielu chorych zawodników. Nałożyło się to na transferowy zastój, wynikający z nerwowego rozglądania się za promocjami. I po mocnej kadrze, będącej atutem dotychczasowego Lecha, pozostało wspomnienie. Obecną drużynę nawet Maciej Skorża nieprędko postawiłby na nogi. Inna sprawa, że nie byłby on tak spolegliwy, jak jego następca. Nie patrzyłby obojętnie na rozkład tego, co dużym wysiłkiem całego klubu zostało stworzone.

Kibice Lecha chcieliby znów cieszyć się jego grą, ale muszą się liczyć z kolejnymi upokorzeniami. Sytuację uratowałby powrót zawodników do formy z maja, wprowadzenie do drużyny świeżej krwi, czyli graczy z wysoką jakością. Na to się niestety nie zanosi, więc pozostaje zgrzytać zębami ze złości i… czekać. Awans do fazy grupowej, czyli przyjazd na Bułgarską klasowych zespołów, jest w zasięgu, bo raczej nie trzeba już będzie rywalizować z klubami mocniejszymi niż mistrz Gruzji. Problem w tym, że dla słabnącego Lecha pokonanie kogokolwiek jest wyzwaniem.

Udostępnij:

Podobne

Słabość Lecha nadzieją Luksemburczyków

Carlos Fangueiro, trener F91 Dudelange, nie ma złudzeń: Lech jest faworytem, nie ma co porównywać jakości piłkarzy obu zespołów i wysokości budżetów. Luksemburczycy nie przyjechali

Na transfery trener nie liczy

Pokonanie w dwumeczu mistrza Luksemburga da Lechowi awans do fazy grupowej Ligi Konferencji. Trzeba będzie łączyć występy w Europie z ekstraklasą. Trener John van den