Nie jest im dane triumfować w Lechu

Paulo Sousa zaprosił polskich zawodników do szerokiej kadry. Wśród nich znalazł się Tymoteusz Puchacz, któremu od co najmniej pół oku wróży się reprezentacyjną karierę. Nie wiadomo, czy załapie się do ścisłej reprezentacji i będzie miał szansę na debiut w koszulce z orłem. Na przeszkodzie może stanąć złe przygotowanie do rozgrywek.

Selekcjoner obserwował pucharowy mecz Lecha z Rakowem. Wszyscy poznaniacy zagrali beznadziejnie, ich forma fizyczna i mentalna jest w ruinie. Puchacz, choć starał się być aktywny, na tle rozsypującej się drużyny nie wykazał się niczym ciekawym. Popełniał błąd za błędem, gubił piłkę jak junior, wycofywał ją, gdy brakowało pomysłu na rozegranie, bardzo niecelnie dośrodkowywał. W tych okolicznościach powołanie trzeba uznać za zaskakujące. I mieć nadzieję, że zawodnikowi się powiedzie, bo ambicją zasługuje na to jak mało kto.

Dużą karierę wróży się Kubie Kamińskiemu. Jednak w tym roku jest on żałośnie słaby. Sztab trenerski, którego obowiązkiem jest dbanie o formę piłkarzy, o ich rozwój, nie wywiązuje się z zadań. „Kamyk” z meczu na mecz gra słabiej. Na razie przekłada się to na stratę milionów wirtualnych. Jeśli sytuacja nie zmieni się, nastąpią straty realne. Skrzydłowy miał być latem wytransferowany za kwotę wielomilionową. Mało prawdopodobne, by ktokolwiek zainteresował się piłkarzem, który w kilka miesięcy stał się cieniem samego siebie.

Od dłuższego czasu trwa rozmienianie na drobne talentu Filipa Marchwińskiego. Eksperci zachwycali się jego potencjałem, niemałymi już umiejętnościami, sposobem poruszania się po boisku, wróżyli mu wielką przyszłość. To było kiedyś. Dziś stara się odbudować formę w rezerwach. Jego rozwój, wstrzymany przez ludzi nie znających się na swoim fachu, nie ruszy z miejsca, bo zarządowi klubu nie spieszy się ze zmianami. Analizę dokonań sztabu trenerskiego przeprowadzi po sezonie. Brzmi to humorystycznie, bo jedni „specjaliści” będą oceniać innych, gdy wszystko od dawna jest w rozsypce.

Złośliwi mówią, że po odejściu pana Genia Głozińskiego nie ma już przy Bułgarskiej nikogo znającego się na futbolu. Coś w tym jest, bo Lech nie zatrudnia fachowców wysokiej klasy. Nie może być inaczej, gdy osoby podejmujące decyzje o zatrudnianiu same nie grzeszą kompetencjami. Nie odbiegają zresztą od średniej krajowej, polskie kluby nie są dobrze zarządzane, przez co, mimo niemałego potencjału, regularnie ośmieszają się w pucharach.

W Lechu jednak nie tylko to hamuje rozwój klubu i nie pozwala utalentowanym zawodnikom rozwinąć skrzydeł. Najbardziej tu brakuje sportowej mentalności, dążenia do sukcesu. Budowa akademii, zachowanie stabilnego budżetu to ważna rzecz, ale jeśli nie idzie w parze z wynikami sportowymi, jest sztuką dla sztuki. Co z tego, że Lech szkoli, pozyskuje sponsorów, że od pokoleń ludzie go kochają i wspierają, skoro nie ma trofeów, brakuje poczucia własnej wartości. Po co to wszystko? Jaki jest sens bycia kibicem Kolejorza? W imię tradycji?

Kilku absolwentów Lechowej akademii gra w solidnych ligach. Nie są tam gwiazdami, radzą jednak sobie. W sercu mają Lecha, ale i zawód, że niczego w Poznaniu nie osiągnęli. Niektórzy zdobyli mistrzostwo w 2015 roku, lecz w Europie błysnąć nie było im dane. Lech nie potrafi zbudować mocnej drużyny. Gdyby było to możliwe przy niewielkich wydatkach, przy minimalnym ryzyku, przy dużym szczęściu, to dla czego nie. Niestety, to się nie uda bez wiedzy i determinacji, a one przy ulicy Bułgarskiej nie występują. Wychowankowie opuszczą klub z poczuciem niedosytu.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Brawo Lech! Taką grę chcemy oglądać!

Czy to prawdziwe przełamanie? Czy zawsze będziemy oglądać takiego Kolejorza? Bardzo byśmy chcieli. Miał słabe momenty, wciąż było widać nerwowość, ale i pojawiło się to,