Zwycięstwo w stylu rozpaczliwym, ale bezcenne

Tego nikt się nie spodziewał. Rozgrywający znakomity sezon wicelider tabeli, Pogoń Szczecin, nie dała rady pogrążonemu w głębokim kryzysie Lechowi. Kolejorz strzelił bramkę dzięki przebłyskowi klasy Tiby, który świetnie obsłużył Salamona. Potem zrobił wszystko, by wynik utrzymać do końca. Kilka kolejnych okazji bramkowych spartaczył fatalnie, ale ze Szczecina przywozi 3 punkty.

Brak w składzie Tymoteusza Puchacza – tylko to zaskakiwało w składzie Lecha. Nie było go nawet na ławce rezerwowych, więc wniosek sam się nasuwał i kojarzył z komunikatem o wykryciu koronawirusa u jednego z piłkarzy. W kadrze meczowej brakowało też Wasyla Krawecia, więc na bocznej obronie wystąpił Jakub Kamiński. Mógł zostać bohaterem meczu, bo po kilku rajdach bliski był bramki. Najważniejsze, że udzielał się w obronie, do której jego drużyna się ograniczyła.

Obiecująco zaczął Lech ten mecz, od pressingu, częstego odbierania Pogoni piłki na jej połowie. Gospodarze odpowiadali dokładnie tym samym, ale oba zespoły niewiele miały ciekawego do zaproponowania w ofensywie. Ataki Pogoni były ciekawsze i groźniejsze. Pomysły Lech kończyły się kawał drogi od bramki. Kilka niecelnych dośrodkowań i mnóstwo strat – tylko to mógł pokazać. Zupełnie nieprzydatny był Johannsson, piłka mijała go z daleka.

Po kwadransie Pogoń zamknęła Lecha na jego przedpolu. Wykonywała kilka rzutów wolnych i kilka rożnych, co nic jej nie przyniosło. Jeszcze w pierwszej połowie Kolejorz starał się nie wybijać piłki na oślep, lecz ją wyprowadzać podaniami spod własnej bramki. Jeżeli kilka z nich było celnych, to prędzej lub później następowała strata, a po niej atak Pogoni. Dopiero w 25 minucie udało się zaatakować trochę składniej. W drugiej połowie nie było wyprowadzania piłki. Było rozpaczliwe jej wybijanie.

Dopiero po pół godzinie Lech zaatakował naprawdę groźnie. Po faulu na Skórasiu był rzut wolny z okolic narożnika pola karnego. Stipica musiał interweniować po uderzeniu Ramireza, zawodnicy Lecha próbowali przejąć kilkakrotnie odbijaną piłkę. Jeszcze był rzut rożny, po którym Skórasiowi piłka idealnie „siadła” na stopie, ale nie potrafił zrobić z tego użytku, strzelił beznadziejnie.

Lech grał ostrożnie, nie podejmował żadnego ryzyka. Wycofywał piłkę do obrony, gdy bał się straty na połowie przeciwnika. Liczył na stałe fragmenty. Od czasu do czasu szarż próbował Skoraś. Po kolejnej znów był faulowany. Znów z rzutu wolnego uderzył Ramirez. Po interwencji bramkarza był rzut rożny. Odbitą piłkę przejął Tiba, bardzo dobrze podał do Salamona, a ten celnie strzelił do siatki. Skazywany na klęskę Lech niespodziewanie objął prowadzenie.

Po przerwie mocno zaatakowała Pogoń, ale w pierwszych minutach mogły paść dwie bramki dla Lecha. Sędziowie nie przyznali rzutu karnego po zatrzymaniu piłki ręką w polu karnym przez gracza Pogoni. Chwilę później po dobrym podaniu Skórasia sam na sam z bramkarzem wyszedł Ramirez i skompromitował się – spartaczył fantastyczną okazję bramkową. Można było sobie ustawić drugą połowę, niemal zamknąć mecz.

Pogoń była bardzo zdeterminowana w dążeniu do wyrównania. Nacierała, trener robił zmianę za zmianą. Lech się przyczaił. Gdyby w normalnej dyspozycji był Kamiński, mógł ukarać przeciwnika. Dobrze wychodził do przodu, wyprzedzał przeciwników, niestety w decydujących momentach brakowało mu czucia piłki i zdecydowania. Dopiero w 70 minucie trener Żuraw zrobił zmianę – zszedł z boiska i tak na nim nieobecny Johabbsson, wszedł Filip Szymczak. Lech w normalnej dyspozycji miałby wygraną w kieszeni. Nie popełniałby tak wielu strat napędzających gospodarzy, nie traciłby tak łatwo piłki podczas nielicznych wypadów do przodu, wykorzystałby choćby jedną okazję bramkową.

Ostatnie 20 minut to rozpaczliwa obrona wycofanego na własne pole karne Lecha i stały, ale chaotyczny atak Pogoni. Jej przewaga była miażdżąca. Gości nie było stać nawet na bezpieczne wybijanie piłki, kierowali ją niemal wyłącznie do przeciwników. Można było zamknąć mecz w ostatniej minucie czasu doliczonego, ale piłkarze Lecha zachowali się tak, jakby nie byli tym zainteresowani, bo mieli tylko dowieźć 1:0 do końca, w jakimkolwiek stylu, choćby rozpaczliwym. Dopięli swego. „Mamy to!” – mógł krzyknąć Żuraw po końcowym gwizdku.

Pogoń Szczecin – Lech Poznań 0:1 (0:1)
Bramka: Bartosz Salamon 40
Żółte kartki: Benedyczak, Luís Mata – Salamon.
Pogoń: Dante Stipica, Jakub Bartkowski (81 Adam Frączczak), Benedikt Zech, Mariusz Malec, Luis Mata (54 Alexander Gorgon), Michał Kucharczk, Damian Dąbrowski, Kamil Drygas (65 Rafał Kurzawa), Kacper Kozłowski (54 Kacper Smoliński), Sebastian Kowalczyk, Adrian Benedyczak (Luka Zahović).
Lech: Mickey van der Hart, Alan Czerwiński, Bartosz Salamon, Thomas Rogne, Jakub Kamiński, Michał Skóraś, Jesper Karlstroem, Pedro Tiba, Dani Ramirez (90 Nika Kvekveskiri), Jan Sykora (80 Filip Marchwiński), Aron Johannsson (73 Fulip Szymczak).
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Brawo Lech! Taką grę chcemy oglądać!

Czy to prawdziwe przełamanie? Czy zawsze będziemy oglądać takiego Kolejorza? Bardzo byśmy chcieli. Miał słabe momenty, wciąż było widać nerwowość, ale i pojawiło się to,