Nic już nie będzie takie, jak przed wyjazdem na Gibraltar

Po tym, czego Lech dopuścił się w czwartek, przez długi czas nie będzie traktowany poważnie. Bo i jak można poważnie traktować kogoś, kto własną reputację ma za nic? Mogłoby się wydawać, że ten klub, ten zespół, ten trener wystarczająco mocno już oberwali za ośmieszenie nas przed całą Europą i nie ma co dłużej kopać leżącego. Problem tylko w tym, że sezon trwa, rozpędza się nawet i szybko mogą się pojawić kolejne powody do zmartwień. Skompromitowali nas na Gibraltarze, oby nas nie dobili w Warszawie.

Niels Frederiksen zapisał piękną kartę w historii Lecha Poznań. Ogarnął zespół zdemolowany przez nieumiejętne obchodzenie się z nim. Zdobył mistrzostwo, prowadził drużynę w meczach, które w pamięci zostaną chyba na zawsze. Za to należy mu się wdzięczność, ale i tak zostanie zapamiętany przede wszystkim ze wstydu, jaki sprowadził na klub i tych, co mu sprzyjają. Prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że teraz to, co wygłasza, inaczej będzie odbierane. Potrzeba długiego, długiego czasu, by jego słynne rotacje nie kojarzyły się z sabotażem. Gibraltar zajął poczesne miejsce w pamięci. I nie pozwoli się wyrugować.

Po tym wszystkim mecz na Łazienkowskiej stracił na pierwotnym znaczeniu. Lech tam nie pojedzie jako mistrz Polski, jako czołowa drużyna w kraju. Teraz jest postrzegany inaczej. I sam sobie to zawdzięcza. Dotyczy to też trenera. Każdy jego krok, każda decyzja będzie traktowana z powątpiewaniem w sens. Każde wejście na boisko Fiabemy lub innych asów, każda interwencja dziurawej defensywy i wykopywanie piłki przez bramkarza przypomni, że to nie my kwestionujemy trenerskie kompetencje. To on wystawił sobie świadectwo.

Nie ma mowy, by w jakiejkolwiek głowie zrodził się teraz pomysł rozstania się z nim. Z pewnością przetrwa do końca do sezonu, chyba że nastąpi jakiś kataklizm, straci kontrolę nad drużyną. Jednak on sam musi być świadomy, ile zmienił ostatni czwartek. Klub stracił twarz, a i jego trenerską reputację szlag trafił.

Udostępnij:

Podobne

Ali zostaje w Lechu!

Wydawało się, że zerwanie więzadeł w kolanie wyklucza przedłużenie kończącego się w czerwcu kontraktu i nigdy już kibice Lecha nie zobaczą swej irańskiej gwiazdy na

Tych punktów może zabraknąć

To miał być najłatwiejszy z ostatnich w sezonie meczów Lecha. Gdy lider spotyka się na własnym stadionie ze słabeuszem, wynik wydaje się przesądzony. Jednak kandydat