Punktów, które zostały na Gibraltarze, może brakować do awansu do wiosennej, pucharowej części Ligi Konferencji. Lechowi przeszłyby w takiej sytuacji koło nosa miliony euro i punkty rankinmgowe. Już sama porażka z półamatorami kosztowała go stratę 400 tysięcy euro. Ubytki finansowe można kiedyś nadrobić, nie taką kasę ten klub potrafi roztrwonić. Natomiast szkody wizerunkowej nie przeliczy się na żadne pieniądze. Ogromna kompromitacja, jedna z największych w historii polskiego futbolu, stała się faktem.
Dlaczego Lech zadaje sobie takie ciosy?Jak tu wierzyć, że ma sportowe ambicje? Poprzednie euroblamaże nikogo niczego nie nauczyły. W każdym innym klubie takie wydarzenie spowodowałoby trzęsienie ziemi, tu nie ma o tym mowy. Ot, stało się. Tylko kibice przeżywają sromotę, ciężko to odchorowują, wściekają się czytając złośliwości na temat klubu, który stanowi ważną część ich życia. Wyśmiewają pustą gablotę w Szczecinie, a za chwilę sami najchętniej zapadliby się pod ziemię.
Klub ze Szczecina pokazał im, jak się skutecznie rzucić do ataku w ostatnich minutach, by odzyskać punkt i twarz. A Lech? W ostatnich minutach na Gibraltarze poddał się, czekał na wyrok. Nie stać go było na atakowanie, ale na stratę bramki jak najbardziej. Miał wyciągnąć wnioski z meczu z Pogonią, a dopuścił się tego samego. Jednak tym razem ośmieszyli go policjanci, piekarze i ludzie innych ciekawych zawodów. Piłkarską wartość mistrza Gibraltaru szacuje się łącznie na 2 miliony euro. Za pokonanie Lecha Lincoln Red Imps otrzyma od UEFA dwukrotną wartość najcenniejszego swego gracza. Hojniejszego prezentu od mistrza Polski otrzymać nie mógł.
Zapominanie, że Lecha stać na wszystko, jest nadstawianiem drugiego policzka na uderzenie mokrą ścierką. Właśnie sobie przypomnieliśmy, jak to smakuje. Taki ból kosztuje więcej niż strata kasy. Nie wszystko można na nią przeliczyć. Kto jak kto, ale ludzie z Lecha powinni o tym wiedzieć. Ostrożnie podchodzą do wydatków, ale i tak powodują straty. Pewnie już zdali sobie sprawę, że wtopili miliony euro w sprowadzenie Agnero i Rodrigueza. Mogą się za to pocieszyć transferowym majstersztykiem. Za marne kilkadziesiąt tysięcy euro pozyskali zawodnika wygrywającego rywalizację z kosztującym ponad 2 miliony euro Agnero. Fiabema nie jest słabszym graczem niż Iworyjczyk, ale obaj mieliby problem załapać się do przeciętnego polskiego ligowca.
Po meczu Niels Frederiksen tłumaczył, że wobec konieczności częstego grania musiał wymienić prawie całą drużynę. Twierdził, że piłkarze Lecha grając w dowolnym składzie powinien ograć Gibraltarczyków. Nie wspomniał jednak, że ci ludzie w takim układzie grają ze sobą pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz. Nie byli zgrani, nie pasowali do siebie. Nie nazwiska się liczą, ale to, że Lech nie ma stylu, mechanizmów, schematów powodujących, że kto się w to wpisze, może grać w ciemno. Tu każdy gra jak chce, byle biegał do przodu. Wszystko opiera się na indywidualnych umiejętnościach. Mistrzostwo Polski zawdzięcza klasie czołowych graczy. Nastąpiła wymiana głównych postaci, więc drużyna gra inaczej.
Obserwacja poczynań Thordarsona, Fiabemy, Agnero, Rodrigueza, Moutinho budziła wściekłość. Przeciwnicy podawali celniej, nie oddawali piłki za darmo. A popełniająca błędy w każdym meczu obrona? To jest zlepek zawodników zupełnie przypadkowych. Mają problemy ze zgraniem, a trener wymienił wszystkich. Skutki widzieliśmy. Kopciuszek europejskiego futbolu mógł poznańską defensywę rozjechać nie dwa razy, ale co najmniej cztery. Za podawanie piłki przeciwnikom Mrozek powinien odpocząć od futbolu. Tylko kto by go zastąpił? Brak wartościowego zmiennika dla niego, także dla Ishaka jest niewytłumaczalny. Za takie budowie drużyny płaci się blamażem.



