Mistrz musi wygrywać nie tylko u siebie 

Na finiszu sezonu Lecha czekają dwa ciężkie wyjazdy. Najpierw do Warszawy na prestiżowe starcie z Legią, a tydzień później do Katowic, gdzie na nowo otwartym stadionie przywita go GKS. Drużyna Nielsa Frederiksena na Bułgarską wróci dopiero w ostatniej kolejce, by zmierzyć się z Piastem Gliwice, jednak bez zwycięstw poza własnym stadionem będzie to mecz bez większej presji i szans na mistrzostwo. 

Lech u siebie jest bezkonkurencyjny

W ostatnim meczu w Poznaniu Kolejorz dał prawdziwy pokaz siły, gromiąc Puszczę Niepołomice aż 8:1, co było najwyższym zwycięstwem od bardzo wielu lat. Każda drużyna, która przyjeżdża na Bułgarską doskonale wie, że łatwo to jej tam nie będzie. Już wiele z nich boleśnie się o tym przekonało. W tym sezonie tylko Motor Lublin i Raków Częstochowa potrafili wracać do siebie z kompletem punktów. Cała reszta stawki – poza Piastem Gliwice, który dopiero do stolicy Wielkopolski przyjedzie – odnosiła porażki.

Lech przed własną publicznością potrafił efektownie wygrać z Legią 5:2, zdeklasować mistrza Polski z Białegostoku aż 5:0, nie pozostawić złudzeń Widzewowi, Pogoni Szczecin, Zagłębiu Lubin i pozostałym zespołom. Zdarzały się chwile kryzysowe, jednak na ogół były to pewne i przekonywujące wygrane, gdzie rywal nie miał wiele do powiedzenia. Gdy piłkarze Nielsa Frederiksena grają przed własnymi kibicami, niezwykle ciężko jest ich w jakikolwiek sposób zatrzymać. Jakby to była kompletnie inna drużyna niż ta, która jest wysyłana na mecze wyjazdowe.

Na 16 domowych starć aż 14 zakończyło się zwycięstwem Kolejorza. Daje to zdecydowanie najwyższą średnią punktów ze wszystkich drużyn w stawce. 42 „oczka” przekłada się na 2,63 punktu na jeden mecz. Biorąc pod uwagę tabelę tylko z domowymi spotkaniami Lech jest pewnym liderem. Z dorobkiem 37 punktów na drugim miejscu plasuje się Jagiellonia, a podium zamyka Pogoń Szczecin mając aż dziesięć punktów mniej od drużyny Nielsa Frederiksena. Raków Częstochowa wyprzedza jeszcze Legia. Zespół Marka Papszuna przed własną publicznością zgromadził zaledwie 30 „oczek”, co jest znaczną różnicą w porównaniu do Lecha. 

Te liczby tylko pokazują moc twierdzy Bułgarskiej. Dla przyjezdnych jest to wymagający teren nawet w porównaniu do skromnego obiektu liderującego Rakowa. Ta sytuacja mocno przypomina tę z ostatniego sezonu mistrzowskiego. Zespół prowadzony przez Macieja Skorżę również przed własną publicznością był niemal nie do pokonania. Notował seryjne zwycięstwa, przegrał zaledwie raz –  też z drużyną Marka Papszuna – jednak przez kilka remisów i tak miał niższą średnią punktową – delikatnie poniżej 2,5 przeliczając na jeden mecz. Tak domowe mecze trzeba rozgrywać przy mistrzowskich aspiracjach i tego Lechowi odmówić nie można. Duży problem pojawia się, gdy trzeba opuścić PoznańWtedy piłkarze Nielsa Frederiksena są jakby kilka razy słabsi od samych siebie z meczów przy Bułgarskiej.

Wyjazdowe problemy Kolejorza 

Wystarczy przypomnieć ostatni mecz w Radomiu, by zobaczyć, że był kompletnie inny od domowego starcia z Puszczą. Radomiak nie został aż tak zdominowany, przyparty do muru i pozbawiony atutów. Mimo dwubramkowego prowadzenia Lech nie był tak pewny siebie, w dalszej części spotkania. Musiał się cofnąć na własną połowę i miał problemy, by się z niej wydostać. Finalnie dał sobie wbić dwa gole i zamiast zwycięstwa musiał zadowolić się remisem. 

Co zastanawiające, zaledwie tydzień później w Poznaniu pokazał się odmieniona drużyna i od pierwszej do ostatniej minuty nie pozostawiła przeciwnikom nawet złudzeń, kto w tym meczu będzie górą. Można uznać, że feralne starcie w Radomiu to tylko nic nieznaczący przypadek, jednak niemal identyczny mógł wydarzyć się w Lublinie. Motor, mimo że również przegrywał 0:2, był blisko doprowadzenia do remisu, jednak wtedy Lechowi dopisało szczęście i udało mu się przetrwać duży napór przeciwnika.

Abry zauważeć, że Lech ma problem z wyjazdami, wystarczy przypomnieć inne mecze rozgrywane wiosną poza własnym stadionem. Sensacyjne porażki po wręcz skandalicznej grze z walczącymi o utrzymanie Śląskiem Wrocław i Lechią Gdańsk. Także wypuszczenie prowadzenia w Białymstoku z grającą co trzy dni Jagiellonią, będącą świeżo po zmaganiach w europejskich pucharach. Wyjątkiem od reguły trzeba nazwać starcie z Pogonią Szczecin. Tam Lech z silnym, bardzo dobrze radzącym sobie przeciwnikiem wygrał pewnie aż 3:0. Po problemach na początku, później poradził sobie z niewygodnym przeciwnikiem.

To nie są pojedyncze wpadki i pokazują to także liczby za cały sezon. Drużyna Frederiksena, póki co, ma za sobą 15 meczów wyjazdowych. Uzbierała w nich 21 punktów, co daje średnią 1,40 na mecz. W tabeli meczów w delegacji Kolejorz plasuje się poza podium z takim samym dorobkiem jak choćby Motor Lublin. Bezkonkurencyjnym liderem jest Raków Częstochowa, wypadający na wyjazdach zdecydowanie najlepiej. Uzbierał od Lecha aż 14 punktów więcej i to właśnie dzięki temu przewodzi stawce i jest głównym faworytem do zgarnięcia mistrzostwa Polski.

Przed Lechem dwa kluczowe mecze i na jego nieszczęście nie odbędą się one w Poznaniu. To one zadecydują, jaka będzie stawka pojedynku w 34. kolejce już przy Bułgarskiej z Piastem Gliwice. Najpierw wyjazd do Warszawy, do zdobywcy Pucharu Polski. Legia w Ekstraklasie już za bardzo o nic nie walczy, jednak doskonale wiadomo, jak dużą stawkę zawsze mają spotkania pomiędzy tymi drużynami. Ekipa Frederiksena może w stolicy zaprzepaścić szansę na mistrzostwo, a wszyscy na Łazienkowskiej zrobią wszystko, by właśnie tak się stało. Jeśli Kolejorz straci szansę na trofeum właśnie w Warszawie, będzie to postrzegane tam jako dodatkowy sukces.

Spacerkiem nie będzie też wyprawa do Katowic. Beniaminek radzi sobie w Ekstraklasie zaskakująco dobrze i nie raz udowodnił, że potrafi postawić się faworytom. Szczególnie teraz, gdy zajmuje bezpieczne miejsce w środku tabeli i gra bez presji. GKS nie musi bezwzględnie oglądać się na wynik, tylko może zaprezentować odważny, ofensywny futbol. Niezależnie od przeciwników, Lech musi te spotkania wygrać. Tylko to utrzyma go w grze o mistrzostwo. Dodatkowo musi nerwowo spoglądać w stronę meczów Rakowa Częstochowa i kibicować, by ten pogubił punkty. Jak wynika z przytoczonych liczb, o ostatni pojedynek kibice nie muszą się martwić, bowiem to Piast Gliwice przyjedzie na Bułgarską, a nie Kolejorz na stadion przy Okrzei.

Mikołaj Duda

Udostępnij:

Podobne

Do jednej bramki

Dwie fantastyczne wiadomości dotarły w jednej chwili do wszystkich, którym bliskie jest powodzenie Lecha Poznań. Luis Palma, gwiazda całej ligi, zostanie w Poznaniu na dłużej.

Lusi Palma zostaje w Lechu!

To fantastyczna informacja dla kibiców Kolejorza. I tych, którym miła jest rosnąca jakość klubów polskiej ekstraklasy. Lech zdecydował się uruchomić klauzulę wykupu, obowiązującą po wypożyczeniu

Wariant sprawdzony: Wronki

Na obiektach klubowej akademii piłkarze Lecha będą przez dwa tygodnie przygotowywać się do nowego sezonu. Na wielkie luksusy liczyć tam nie mogą, ale nie to