Za kilka dni piłkarze Kolejorza przystąpią do rywalizacji, której kibice już się nie mogą doczekać. Na początek, już w niedzielę, staną do walki o trofeum nie najwyższej rangi, ale cenne – Superpuchar Polski. Chcąc je zdobyć, trzeba w prestiżowym meczu pokonać Legię Warszawa. Po tygodniu zacznie się długi, miejmy nadzieję cykl – mecze dwa razy w tygodniu, w Polsce i w Europie. Trzeba mieć mocny skład, by sprostać oczekiwaniom, nie zawieść rozbudzonych kibicowskich nadziei.
Lech dokonał kilku transferów, za chwilę doczekamy się następnego. Podobno budowę drużyny zaczyna się od defensywy. Chyba władze klubu tym się zasugerowały, bo póki co zadbały tylko o tę pozycję. Duże wrażenie na kibicach zrobił powrót do Poznania Mateusza Skrzypczaka i Roberta Gumnego, który ma zrekompensować stratę Carstensena. Obrona Kolejorza już budzi zaufanie. Lada chwila, jeśli wierzyć doniesieniom, piłkarzem Kolejorza zostanie Arkadiusz Reca, którym klub interesował się już wcześniej.
Czy ten ostatni ruch zasługuje na określenia typu: „Poważne wzmocnienie Lecha”, „Bomba transferowa”, „Powrót reprezentanta”? Chyba nie bardzo. Owszem, zawodnik ten przyda się, Gurgul nie będzie już jedynym nominalnym lewym obrońcą, ale pozyskanie Recy Lecha nie uratuje. 30-latek ma problemy z łapaniem się do składu na poziomie Serie B, nikomu już do głowy nie przychodzi zapraszać go do reprezentacji. Gdy był wyżej ceniony, wątpliwości budziły jego umiejętności techniczne i jednostronność. Potrafił rozpędzić się na boku boiska, wyprzedzić rywala i dośrodkować. I tyle. Na grę kombinacyjną, prostopadłe podania nie ma co liczyć. W tym elemencie Gurgul już ma wyższe umiejętności, a wciąż się rozwija. Jednak Recę trzeba wyżej cenić niż Anderssona.
Obrona Lecha zostanie skompletowana. Natomiast ofensywa, tuż przed walką w obronie tytułu i o wymarzoną Ligę Mistrzów, jest w proszku. Nikt nie ma wątpliwości, że nowi gracze dołączą. Tylko czy w porę? Obawy są duże, gdy się pamięta, jak tu bywało w przeszłości. Teraz miało być inaczej, jednak z każdym dniem szanse na skomponowanie mocnego zespołu maleją. Pół biedy, gdy Sousa zostanie jeszcze na trochę w Poznaniu i gdy jedyny prawdziwy napastnik czuje się dobrze. Gorzej ze skrzydłowymi. Hakansa, jeśli spełni się gorszy scenariusz, możemy zobaczyć na boisku za miesiące. Murawski będzie zdolny do gry jesienią, kto wie, czy nie późną. Walemark jest oszczędzany, bo ryzyko urazu w jego przypadku jest wysokie. Gholizadeh też nie jest jeszcze w pełni sił i zdrowia.
Każdego dnia pojawiają się informacje o zainteresowaniu Lecha tym lub innym piłkarzem. Na razie nie przekłada się to na fakty, w niektórych przypadkach wiadomo, że musiałby się wydarzyć cud, by do Poznania przyjechał konkretny napastnik lub skrzydłowy. Niezależnie od tego, kto Lecha zasili, musi się szybko wkomponować do drużyny, by być do dyspozycji trenera w okresie, gdy trzeba rozegrać mecze być może kluczowe dla rozwoju klubu. W sporcie zawsze przegrywa ten, kto nie daje sobie szansy na sukces.



