Najdłuższa podróż na najmniejszy stadion, by przekonać siebie i innych, że ostatnie słabości to jeszcze nie kryzys – przed takim zadaniem stoją piłkarze Lecha. W starciu z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza byliby zdecydowanym faworytem, gdyby dysponowali solidną defensywą. Niestety, potrafi ona zniweczyć wysiłek całego zespołu, a cechą graczy obecnego Kolejorza są juniorskie błędy. Nijak nie potrafią się ich wyrzec.
Trener Niels Frederiksen przyznaje, że jego ekipa traci zbyt dużo goli. Nie tylko obrona ponosi za to winę, ale cała drużyna, w tym napastnicy, bo i oni odpowiadają za grę w defensywie. Poza tym tak liczne straty wynikają z ryzykownego, ofensywnego sposobu grania. – Gdybyśmy się w komplecie ustawili na własnym polu karnym, nie tracilibyśmy tylu goli – przekonuje. Duża liczba straconych bramek nie jest, jego zdaniem, skutkiem braku umiejętności poszczególnych obrońców, ale złej postawy całej drużyny.
W czwartkowym treningu uczestniczyło aż 23 zawodników z pola, co dawno się nie zdarzało. Zdrowieją piłkarze do niedawna kontuzjowani. W pełni dysponowany jest już Robert Gumny. Wyzdrowiał Radosław Murawski, który jednak do Niecieczy prawdopodobnie jeszcze nie pojedzie, choć ostatnie słowo będzie należało do sztabu medycznego. Tak szeroki skład przyda się, bo na Lecha czekają mecze rozgrywane co kilka dni. W środku tygodnia nadrobią zaległość grając na wyjeździe z Rakowem, potem mają u siebie równie trudny i ważny mecz przeciwko Jagiellonii. Trener zapowiada rotacje w składzie.
Od początku sezonu Lech poniósł zastanawiająco dużo porażek na własnym stadionie, tracąc tyle goli, że w lidze bilans ich jest ujemny. Co ciekawe, na wyjeździe zagrał w lidze tylko raz, wygrywając wymianę ciosów w Gdańsku, gdzie zresztą i tak stracił trzy bramki. Przed nim dwa mecze wyjazdowe, a ten przeciwko beniaminkowi zapowiada się jako łatwiejszy. Niczego jednak nie można być pewnym mając tak nieodpowiedzialną obronę. – Kiedy widzisz często powtarzające się błędy, jest to sygnał do wciśnięcia czerwonego guzika, pomyślenia o zmianach – przyznaje Niels Frederiksen. Nie zapowiada się jednak, by przemeblował defensywę już na mecz w Niecieczy.
Nie zapowiada się, by Lech zagrał mniej otwarcie, nie odsłaniał się. Trener nie zamierza stosować wariantu, który przyniósł powodzeniu w Genk, gdzie Lech niespodziewanie zwyciężył. W Niecieczy zamierza dominować, ale zachowując ostrożność i rozsądek. – Nie nastawimy się na obronę, ale będziemy mądrzejsi – zapewnia. Jego zespół traci jednak bramki nie tylko przez błędy obrońców, lecz i graczy z pola. Nie ma w drużynie tak solidnych „szóstek”, jak Murawski i Karlstrom. Siłą rzeczy w środku pola grają piłkarze nastawieni na ofensywę, co ułatwia zadanie przeciwnikom.
Najbliższy rywal prawdopodobnie znów zagra defensywnie, z pięcioma obrońcami, przez których trzeba się będzie przebić. Przy braku zawodników kreatywnych, mogą być z tym problemy. Jednak trener zauważa, że na własnym stadionie Termalika lubi utrzymywać się przy piłce, wykorzystywać umiejętności Kurzawy i szybkość Fassbendera. Takie zespoły chętnie szukają szansy w stałych fragmentach, a obrona przed nimi nie jest mocną stroną Lecha. Za ten element odpowiada Markus Uglebjorg, asystent trenera. Frederiksen wyraża jednak zadowolenie z jego pracy twierdząc, że nie można zmienić zachowania drużyny na jedno pstryknięcie, to jest proces.




