Lech ma finał Pucharu Polski. Trzecioligowiec rozstrzelany

Absolutna dominacja Kolejorza od początku do końca, nie pozwolił bezradnemu trzecioligowcowi na nic. Kto liczył na sensację, musiał obejść się smakiem, było do niej bardzo daleko. Wynik otworzył Kownacki, potem asystował Periera, bramki strzelał Douglas. Emocji nie było. Zapewnione są one w finale, oby zwycięskim za piątym podejściem.

Do Grudziądza nie pojechali Joao Amaral, bez którego trudno wyobrazić sobie w meczach ligowych ofensywę Lecha i Pedro Rebocho, od dawna pierwszy wybór trenera na lewej obronie. Na ławce zasiadł inny niezastąpiony, zdrowy już Ishak. Był tam zresztą w doborowym towarzystwie, bo towarzyszyli mu Kamiński, Tiba, Ba Loua, Velde. Szansę pokazania się otrzymał za to Barry Douglas, w wyjściowym składzie znaleźli się notoryczni zmiennicy Ramirez i Marchwiński, w ataku zagrał Kownacki.

Na niewiele pozwalał Lech przeciwnikom od początku meczu. Stosował pressing, łatwo odbierał piłkę, starał się grać szeroko, gościł pod bramką Olimpii. Miał kilka okazji bramkowych, głównie po dobrym rozprowadzaniu akcji przez Kwekwskiriego, ale soczystych strzałów brakowało. Raz po raz wykonywał rzuty rożne, po których kotłowało się pod grudziądzką bramką. Najczęściej piłka krążyła w środku boiska między zawodnikami Kolejorza.

Aktywny był ustawiony na lewym skrzydle Marchwiński. Kilka nieudanych strzałów oddał Karlstrom. Kownacki niewiele mógł zdziałać, gdy koledzy nie nadążali za akcjami ofensywnymi, gdy te były trochę szybsze. Spośród wielu rzutów rożnych, jakie miał Lech, groźniejsze były te wykonywane lewą nogą przez Douglasa. W 26 minucie posłał kolejne dobre podanie pod bramkę, a Kownacki bez większego problemu głową strzelił gola.

Kontrola Lecha nad meczem zrobiła się jeszcze większa. Łatwo wchodził w pole karne, jeszcze łatwiej przerywał nieśmiałe wyjścia do przodu Olimpii. Przewaga w posiadaniu piłki rosła. Brakowało tylko strzałów, które pozwoliłyby udokumentować niekwestionowaną wyższość zespołu z ekstraklasy. Krótko przed końcem pierwszej połowy, gdy Olimpia zaatakowała trochę odważniej, dwukrotnie piłkarze Lecha po kontrach znaleźli się sam na sam z bramkarzem. Kownacki strzelił wprost w bramkarza, także Skóraś nie zdołał go pokonać.

Było oczywiste, że Lech potrzebuje jeszcze jednej bramki, by uratować się przed niespodziewanym wydarzeniem. Piłkarze z Poznania dobrze o tym wiedzieli i postanowili w charakterystyczny dla siebie sposób wykorzystać pierwsze minuty po przerwie. Panowali na boisku niepodzielnie, a efektem tego był gol strzelony po akcji bocznych obrońców – Pereira asystował, Douglas pewnie strzelił. Kilka minut później sytuacje wyjaśniła się ostatecznie. Obrońca Olimpii został wyrzucony z boiska po brutalnym sfaulowaniu od tyłu Skórasia.

Trzecioligowiec musiał grać w osłabieniu, za co natychmiast zapłacił stratą trzeciego gola. Sytuacja się powtórzyła – asystował Pereira, z pierwszej piłki strzelił Douglas. Minutę później okazję bramkową zmarnował Marchwiński. Gra do jednej bramki trwała w najlepsze także w kolejnych minutach. Maciej Skorża postanowił w końcówce pokazać grudziądzkiej publiczności swoje gwiazdy – Ishaka i Kamińskiego, a potem jeszcze Velde. Lech nie zaprogramował się jednak na dobijanie przeciwnika. Atakował, ale bez przekonania, a gospodarze grali swobodnie ciesząc się, że przeciwnik pozwala im od czasu przedostać się na własną połowę. Tuż przed końcem Velde strzałem z dystansu obił poprzeczkę.

Olimpia Grudziądz – Lech Poznań 0:3 (0:1)
Bramki: Dawid Kownacki 26, Barry Douglas 49, 58
Żółte kartki: Cabrera, Karankiewicz.
Czerwona kartka: Piotr Witasik (54. Minuta).
Olimpia: Adrian Olszewski, Filip Rzepka (69 Patryk Leszczyński), Piotr Witasik, Krzysztof Wicki, Adrian Karankiewicz, Błażej Klimek, Tomasz Kaczmarek (70 Marko Zawada), Jose Cabrera (82 Szymon Doba), Michał Cywiński, Hubert Antkowiak (59 Karol Landowski), Jakub Bojas (70 Filip Karmański.
Lech: Mickey van der Hart, Joel Pereira (78 Kristoffer Velde), Tomasz Kędziora, Lubomir Satka, Barry Douglas, Michał Skóraś (65 Adriel Ba Loua), Nika Kwekweskiri, Jesper Karlstrom (65 Mateusz Kamiński), Dawid Kownacki (71 Mikael Ishak).
Sędziował Piotr Lasyk (Bytom).

Udostępnij:

Podobne

Zwycięstwem uczcili mistrzowski tytuł

To był niecodzienny mecz. Szczelnie wypełnione trybuny, atmosfera wielkiego święta, poczucie wypełnionej misji. Piłkarze Lecha mogli zagrać na luzie, cieszyć się futbolem, choć nie wszystko