Ten weekend może okazać się kluczowy w walce o mistrzostwo Polski. Obaj kandydaci rozgrywają trudne mecze. Porażka jednego z nich, przy sukcesie rywala, okaże się decydująca, bo kto swą szansę wykorzysta, w dwóch ostatnich spotkaniach raczej już się nie potknie. Kibice Lecha jeszcze wierzą. O gigantycznym zapotrzebowaniu na jego sukces świadczy brak biletów na ostatni mecz sezonu. Szkoda, że klub od lat, mimo wszelkich ku temu możliwości, nie potrafi tym oczekiwaniom sprostać.
Gdyby Lech miał wiosnę taką, jak jesień, nie byłoby wątpliwości, kto jest w lidze najlepszy. Na szczęście nie wszystko przepadło, ale zwycięstwo w najbliższym, super ważnym meczu jest niezbędne. Możemy być świadkami czegoś wielkiego, albo podsumować niedzielny wieczór słowami: „skończyło się jak zawsze”. W tym roku Lech już rozgrywał tzw. mecze kluczowe. Niestety je przegrał. Nie dał rady Rakowowi, mimo iż był gospodarzem, ani Jagiellonii, mimo iż ta słaniała się ze zmęczenia na nogach. Niełatwo więc uwierzyć, że uda się teraz – tym bardziej, że trzeba grać bez kilku ważnych piłkarzy, o czym poinformował trener Niels Frederiksen.
Ważne jest to, że gotowe do meczu – tak się przynajmniej w piątek po południu wydawało – są największe gwiazdy Kolejorza. Ludzie, którzy zapewniali mu cenne, do tego efektowne zwycięstwa – Walemark, Ishak, Gholizadeh, a przede wszystkim Sousa wyspecjalizowany w strzelaniu goli Legii. Zaliczył już w tzw. derbach Polski dwa dublety – na wyjeździe i ostatnio u siebie. Legia nie będzie przy Łazienkowskiej się bronić, z pewnością pozostawi dużo przestrzeni Hakansowi, a jego rajdy mogą okazać się owocne, byle nie trwonił szans w decydujących momentach, co wciąż mu się zdarza.
Mając takich zawodników, zawsze można liczyć na błysk nieosiągalny dla innych w lidze. Ich koledzy nie mają takiej klasy, a trzeba zastąpić doświadczonych Murawskiego i Salomona. To duży kłopot. Wyzdrowiał już Douglas, więc raczej on, a nie młody Mońka będzie partnerem Milicia, chyba że Frederiksen uzna, że długa przerwa w grze Szweda stanowi jeszcze większe ryzyko niż młodość Polaka. Dobrze, że nic nie dolega Jagielle i nie trzeba skazywać Sousę na grę bliżej własnej bramki. Można się jednak obawiać, czy wysokim wymaganiom, w tak trudnym momencie, sprosta pozbawiony wsparcia „Murasia” Kozubal. Rozwija się pięknie, ale popełnia błędy, bo musi je popełniać. Choć trudno nie pamiętać o wyczynie równie młodego Linettego – jego akcji w Warszawie i golu, którzy przełożył się na tytuł.
Kosmiczny występ Lecha, zwłaszcza jego gwiazd tydzień temu sprawił, że całkowita odmiana już po tygodniu wydaje się nieprawdopodobna, nawet dla zespołu znanego z przeplatania super meczów katastrofalnymi. – Mam nadzieję, że to się nie wydarzy – mówi trener Lecha. – Pamiętajmy jednak, że tym razem zagramy z lepszym zespołem, i to na jego terenie. Naszym celem jest pojechać i wygrać, wykorzystać pewność siebie, jakiej nabraliśmy po ostatnim występie.
Jesienny mecz między tymi zespołami Kolejorz wygrał aż 5:2. Goście mieli za sobą wyczerpującą serię spotkań, w drugiej połowie nie nadążali za szybkimi atakami Lecha, działo się to tuż przed przerwą na mecze reprezentacji. Teraz Legia jest po 10 dniach odpoczynku, ma za sobą triumf w finale Pucharu Polski, który doświadczonej i szukającej rewanżu drużyny nie zdemobilizuje. Ma ona możliwość wcale nie mniejsze od Lecha, potrafi wygrywać trudne spotkania z klasowymi zespołami, więc niełatwo będzie ją ograć.
Co będzie największym problemem? Trener Lecha nie mówi tego wprost, ale podkreśla wagę wydarzenia, bo to najważniejszy mecz całej ligi, trzeba to wytrzymać. Mecz odbędzie się na obcym stadionie, przy żywiołowym dopingu, publiczności reagującej na każdy wślizg i inne ataki przeciwnej drużyny. Liczyć się też będzie, kto strzeli gola jako pierwszy. Jak wiadomo, Lech nie specjalizuje się w odrabianiu strat.



