W meczu w Ołomuńcu Kolejorz był taki, jak przez całą jesień, czyli dramatycznie niestabilny. Momentami grał beznadziejnie, chaotycznie, pozwalał się zamykać w polu karnym słabym piłkarsko Czechom. Momentami zachowywał się po profesorsku, nie pozwalał przeciwnikom na nic. Najważniejsze, że wygrał 2:1 po golach Mikaela Ishaka, który zresztą mógł szybko zamknąć mecz zaliczając hat tricka, zmarnował jednak rzut karny.
Już w 5 minucie powinno być 1:0 dla Lecha. Zapobiegło temu tragiczne pudło Ismaheela, który miał odsłoniętą bramkę i piłkę na nodze. Wydawało się, że trudno w tej sytuacji nie trafić do siatki, Nigeryjczykowi jednak się to jakimś cudem udało. Mecz był od początku wyrównany, choć z zauważalną wyższą jakością Lecha, który sprawniej operował piłką. Popełniał jednak niedokładności, grał momentami chaotycznie, więc nie było co liczyć na skuteczną finalizację. Czesi mniej rozgrywali, szybciej kierowali piłkę do przodu, byli aktywni w pressingu i mogli w jednej akcji uzyskać to, co Kolejorzowi nie udawało się w wielu.
Po 20 minutach obraz gry się zmienił. Lech zaczął grać źle, a gospodarze odważniej niż dotychczas i chaos w zespole gości stał się jeszcze większy. Mieli coraz większe problemy z opuszczeniem swej połowy. Przewaga Sigmy narastała, jakby Czesi byli zdziwieni tym, że tak łatwo udaje im się przejmować piłkę i nieustannie naciskać. Zagubiony Kolejorz demonstrował sposób gry znany z meczów, w których męczył się w liczebnym osłabieniu. Bez walki oddał przeciwnikom środek boiska, przegrywał wszystkie indywidualne pojedynki.
I właśnie w momencie, kiedy Lechowi szło tak fatalnie i przez długie minuty nie potrafił wyprowadzić piłki spod własnej bramki, padł dla niego gol. Zameldował się pod bramką rywala, Rodriguez wywalczył piłkę wyskakując w powietrze, trafiła ona do Ishaka, a ten jakby od niechcenia kopnął wysokim lobem w stronę bramki i pokonał bramkarza. To był klasyczny strzał za kołnierz. Jeszcze sędziowie sprawdzali, czy Rodriguez nie faulował obrońcy, ale bramkę ostatecznie uznali.
Po kilku minutach drugą swą idealną sytuację zmarnował Ismaheel, przejmując długie podanie za linię obronę, ale trafiając wprost w bramkarza. Jednak Lech i tak dopiął swego, bo dosłownie sekundy później faulowany w polu karnym był Rodriguez. Sensacyjnie do rzutu karnego podszedł nie Ishak, ale Palma, który strzelił fatalnie, bramkarz piłkę odbił. Jednak kilku Czechów wcześniej wbiegło w pole karne i „jedenastka” został powtórzona. Tym razem wykonawcą był kapitan Kolejorza i zrobił to bezbłędnie. To był gol do szatni, stawiający gości w doskonałej sytuacji.
Pierwsza część drugiej połowy upłynęła pod znakiem spokojnej, mądrej gry Lecha, który kontrolował przebieg wydarzeń, nie spieszył się z opuszczeniem swej połowy. Kiedy się na to zdecydował, robiło się ciekawie. Rodriguez przejął piłkę po prostopadłym podaniu, został sfaulowany w narożniku pola karnego i Ishak stanął przez szansą uzyskania hat tricka i zamknięcia meczu. Tym razem strzelił jednak fatalnie i wciąż było „tylko”: 2:0. Po chwili o mało nie zrobiło się jeszcze gorzej. Teraz Czesi mogli otrzymać „jedenastkę”, na szczęście dla Lecha wcześniej akcję swą spalili.
Przez większą część drugiej połowy Lech grał po profesorsku. Utrzymywał się przy piłce, spokojnie rozgrywał, zmuszał Czechów do biegania po boisku. Nie kwapił się z atakowaniem. Gospodarze tylko zrywami atakowali, ale oni dla odmiany robili to szybko i byli w tym groźni. Kilka razy obrona Kolejorza się wybroniła, ale 84 minucie zemściły się kolejne straty Oumy w środku pola. Po jednym ze złych zagrań zdążył wrócić pod własną bramkę, wybić piłkę na rzut rożny, ale ten stały fragment pozwolił Czechom zmniejszyć stratę do jednego gola. Wiadomo już było, że ostatnie minuty będą nerwowe, takie też nastąpiły. Na szczęście wynik już się nie zmienił.



