Jak rozwiązać problem, którego nie ma?

– Dla mnie to jest bardzo głupie pytanie, ponieważ za każdym razem po straceniu gola jestem pytany o to samo. Wy mówicie, że defensywa jest bardzo słaba, to ja mówię, że w drugiej połowie dobrze broniliśmy, nie pozwalaliśmy na sytuację, tylko w jednym momencie, ale to jest futbol. W pierwszej części mieliśmy wiele szans na zdobycie bramki, więc proszę przestańcie zadawać takie pytania – tak John van den Brom na konferencji prasowej po meczu z Cracovią odpowiedział na zadane przeze mnie pytanie dotyczące pomysłu na poprawę gry zespołu, a przede wszystkim lepszego funkcjonowania obrony.

Holender wręcz oburzył się, jak można go pytać ciągle o ten sam element, tylko nie zwrócił uwagi na bardzo istotną rzecz. Każdy dookoła widzi problem w linii obrony, wytykając wstydliwą liczbę zaledwie trzech czystych kont w 18 spotkaniach. Wpakować piłkę do lechowej bramki potrafi każdy, nawet najsłabsze ligowe drużyny, jak ŁKS czy Puszcza, a szkoleniowiec najczęściej tłumaczy to stwierdzeniem „this is football”. Problem jest do rozwiązania, ale trzeba zauważyć, że on istnieje i na poważnie się nad nim pochylić. Kluczem do długofalowego sukcesu zawsze jest skuteczna gra obronna, tak jak zbudował to Maciej Skorża podczas ostatniego sezonu mistrzowskiego, czy nawet w minionych rozgrywkach, kiedy wyglądało to o wiele lepiej, a Filip Bednarek stał się klubowym rekordzistą pod względem meczów w jednej kampanii bez wpuszczenia piłki do siatki.

Trener van den Brom wspomniał też, że wiedział, jak będzie wyglądała druga połowa ze względu na częste granie i problemy zdrowotne w zespole. Rzeczywiście tyle absencji mu nie pomaga, ale musi wzbudzić niepokój to, że tak jest praktycznie cały czas od rozpoczęcia sezonu. Dokładnej przyczyny na pewno nie uda się dowiedzieć, jednak wiele urazów i kontuzji nie może być przypadkowe i prawdopodobnie jest to spowodowane jakimiś niedopatrzeniami, ewentualnie nadzwyczajnie dużym pechem. Narzekanie na większą intensywność meczów musi dziwić, tym bardziej, że w zeszłych rozgrywkach Lech udanie połączył europejską rywalizację z ligową codziennością. W takim razie nasuwa się pytanie, co by było gdyby udało się przebrnąć Trnave oraz w decydującej fazie odprawić z kwitkiem ukraińskie Dnipro i podobnie jak Raków czy Legia zagrać w tegorocznej fazie grupowej. 

Szkoleniowiec zauważył problem dysproporcji formy lechitów pomiędzy połowami, ale zrzucił to na barki wcześniej wspomnianej węższej niż zwykle kadry i zmęczenia zawodników. Nie zgadza się tylko obraz gry, jaki przedstawił po meczu przy ulicy Kałuży. W pierwszej części aż tak wiele sytuacji nie było, Cracovia dobrze torowała drogę do własnej bramki i uwzględniając, że niemożliwe jest wykorzystanie każdej nadarzającej się okazji, to jednobramkowa przewaga na półmetku była sprawiedliwa. 

W drugich 45 minutach gospodarze nie mieli tylko jednego momentu. Gdyby byli bardziej chętni do ofensywniejszej gry i z większą skutecznością przeprowadzali swoje ataki, to Bartosz Mrozek mógłby częściej wyjmować piłkę z siatki. Ta jedyna sytuacja, jaką miała być stracona bramka, to kolejny przykład na kryminał, jaki dzieje się w szeregach defensywnych Kolejorza. Praktycznie wszyscy w niebieskich strojach znajdują się we własnym polu karnym, jednak Rumun i kilku innych zawodników Pasów i tak pozostają bez krycia, co przy wybiciu głową Murawskiego dało świetną szansę na wyrównanie.

Deprecjonowanie zasług trenerskich Holendra jest bardzo nie na miejscu. Podczas pobytu w Poznaniu zrobił wiele pozytywnych rzeczy i niejednokrotnie udowodniał, że zna się na robocie, jaką wykonuje. Obecnie uwidoczniła się jego wada, którą jest zakrzywianie rzeczywistości na zbyt pozytywny obraz. Najlepszym rozwiązaniem tego problemu byłoby, aby ktoś z jego otoczenia podpowiedział mu, że nikt się na niego nie uwziął i nie szuka dziury w całym, tylko rzeczywiście coś nie do końca funkcjonuje i trzeba się nad tym na poważnie pochylić i znaleźć skuteczne rozwiązanie. Meczu z Zawiszą nie można traktować jako wyznacznik czegokolwiek, to był wykonany obowiązkiem w niezłym stylu, więc dopiero Ruch, a przede wszystkim Legia dadzą odpowiedź, czy mityczne wnioski zostały wreszcie wyciągnięte.

Mikołaj Duda 

Udostępnij:

Podobne

Wygrana bez satysfakcji

Punkty przywożone z wyjazdów zawsze cieszą. Jednak mecz Lecha na stadionie ŁKS-u pozostawia niesmak i świadomość, że jeszcze jedna kompromitacja była o włos. Przeciwnik to

Wyszarpane zwycięstwo Lecha

Piłkarze Kolejorza nareszcie nie zawiedli, choć kibiców swych mogli doprowadzić do zawału serca. Walczyli z beniaminkiem desperacko próbującym utrzymać się w lidze, a niewiele brakowało,