W obliczu przedłużających się problemów zdrowotnych Radosława Murawskiego Lech postanowił wzmocnić rywalizację w środku pola. Do Antoniego Kozubala, Gisliego Thordarsona czy Filipa Jagiełły dołączył 21-letni Timothy Ouma. To pierwszy Kenijczyk w historii Kolejorza i zarazem pierwszy gracz z Afryki po odejściu Adriela Ba Louy. Okazuje się, że dwóch graczy z „Czarnego Lądu” może mieć ze sobą zaskakująco dużo wspólnego.
Transfer do Europy i oczekiwanie na szansę
Timothy Ouma w wieku zaledwie 18 lat przeniósł się z klubu z rodzimego Nairobi do szwedzkiego Elfsborgu. Początki w Europie miał bardzo ciężkie. Potrzebował sporo czasu, by zaadaptować się do kompletnie innego otoczenia. Najlepiej o tym świadczy fakt, że przez pierwsze półtora sezonu w Skandynawii nie uzbierał łącznie nawet 90 minut na boiskach Allsvenskan.
– Na początku były pewne problemy z rozumieniem taktyki, później z wahaniami formy. Trochę to z czasem zanikło, ale nie na tyle, by być gotowym na wyjazd. Nie uważam, że opuszczał on Szwecję jako „gotowy produkt”. Może dlatego nie dostał prawdziwej szansy w Pradze. Niekiedy zawodziła też decyzyjność przy zagraniach, momentami niechlujność czy to przy prowadzeniu piłki, czy przy podaniach – mówi o słabszych stronach Kenijczyka Marek Wadas prowadzący profil „Szwedzka piłka”.
Przełom przyniósł dopiero 2024 rok, kiedy Kenijczyk wreszcie znalazł uznanie w oczach trenera. Od kwietnia, kiedy rusza sezon w Szwecji Ouma stopniowo poprawiał swoją pozycję. Najpierw kilkukrotnie pokazał się z niezłej strony po wejściu z ławki rezerwowych, a później zaczął coraz częściej pojawiać się w podstawowym składzie. Już do końca rozgrywek mógł liczyć na regularne występy, a po ich zakończeniu, czyli podczas ostatniej zimy przeniósł się do Slavii Praga.
– Ja przede wszystkim ceniłem Timothy’ego Oumę za jego pracę na boisku. To chłopak, który przyjechał do Szwecji prosto z Afryki i doskonale rozumiał, że to dla niego szansa na zrobienie kariery. Oprócz pracowitości warto docenić jego wszechstronność w środku pola, metalowe płuca, umiejętność wygrywania pojedynków i technikę – choć tutaj mam wrażenie, że był to mocno niedoceniany atut. Ten chłopak nie był tylko przecinakiem, miał w sobie jakość piłkarską – chwali Oume ekspert.
Jednym z atutów, jakim ma dysponować Timothy Ouma, jest doświadczenie z europejskich pucharów. W ostatnim półroczu w Szwecji zagrał aż 13 spotkań w Lidze Europy. Pokazał się na tle choćby AS Romy, Galatasaray, Athleticu Bilbao czy doskonale pamiętanego w Poznaniu Karabachu Agdam. To miał być jeden z głównych czynników, na który zwracał uwagę czeski gigant, a teraz pomogło w podjęciu ostatecznej decyzji Lechowi, który celuje w piłkarzy łączących w przeszłości rozgrywki ligowe ze zmaganiami na arenie międzynarodowej.
– Talent miał, ale też nie uważam, by to był najbardziej utalentowany chłopak w lidze, a tym bardziej w Elfsborgu. Świetnie wykorzystał grę w Lidze Europy, fenomenalnie pokazał się w spotkaniu z Romą, gdzie Szwedzi zdołali wygrać. Idealnie się wypromował na arenie międzynarodowej, potrafił pokazać to, co najlepsze i myślę, że duża w tym zasługa trenera Oscara Hiljemarka. Potrafił do niego dotrzeć i wykorzystać jego atuty – opisuje Wadas grę Kenijczyka w europejskich pucharach.
Niepokojące sygnały z Czech
W zimie tego roku Timothy Ouma przeniósł się za około cztery miliony euro do czeskiej Slavii Praga, jednak tam zaliczył bardzo nieudane pół roku. Przy transferze zapowiadany był jako pomocnik, grający od bramki do bramki, dynamicznie i z dużą walecznością. Nic z tego nie przełożyło się na rzeczywistość.
– Dużo było zachwytów nad 21-latkiem, jednak kompletnie nie widać było tego, gdy przychodziła realna weryfikacja. Ma mieć papiery, by bardziej zaistnieć na swojej pozycji, ale na boisku jest „bryndza” – potwierdza nam doniesienia o Kenijczyku Karol Żuradzki prowadzący profil o czeskiej piłce „Footbalovy Raj”.
Jak udało nam się dowiedzieć w Czechach, piłkarz do Slavii przyszedł z brakami treningowymi, nieprzygotowany do rywalizacji. Poza brakami fizycznymi miał także problemy z aklimatyzacją w nowym środowisku i przede wszystkim w nieznanej dla siebie szatni. Przez całą wiosnę Ouma wystąpił tylko w jednym meczu. Rozegrał 68 minut przeciwko drużynie z Jablonca i – to bardziej jako ciekawostka – to spotkanie zakończyło się porażką przerywającą dobrą passę przyszłego mistrza kraju.
– Może nie przepadł, ale Slavia na wiosnę miała jasny cel: odebrać Sparcie mistrzostwo Czech. Jeśli ktoś się spodziewał, że on z marszu wskoczy do pierwszej jedenastki u Jindřicha Trpišovský’ego, to był w grubym błędzie. Z tego, co słyszałem, Timothy Ouma w Elfsborgu przed transferem do Slavii błyszczał jedynie w europejskich pucharach, więc Kenijczyk nie jest jeszcze gotowy na największe wyzwania piłkarskie, miał braki treningowe po przyjeździe do Pragi. Oscar Dorley, Zafeiris czy Moses byli w poprzednim sezonie praktycznie nie do ruszenia w środku pola mistrzów Czech. Ponoć też nie ma łatwego charakteru. Widocznie potrzebuje dłuższej aklimatyzacji w Slavii. Póki co ten zawodnik to zagadka – twierdzi Żuradzki.
Jak udało nam się dowiedzieć, jeszcze przed przenosinami do Slavii Timothy Ouma miał domagać się transferu i przez to nie chciał trenować razem z drużyną. Ma to potwierdzać trudny charakter zawodnika. Slavia nie ma już większych nadziei wobec Kenijczyka i raczej nikt już tam się nie spodziewa, by odegrał w tym zespole większej roli. Najchętniej zostałby on oddany definitywnie, jednak za podobną kwotę, za jaką został ściągnięty ze Szwecji. W tym momencie jest to nierealne. Mniejsza suma, jaką mógłby wyłożyć choćby Lech, oznaczałaby przyznanie się do błędu, czego władze klubu chciałyby uniknąć. Roczne wypożyczenie ma być ruchem dającym Czechom więcej czasu na zastanowienie się, co zrobić z niechcianym pomocnikiem. Mogą też liczyć na to, że Ouma akurat w Polsce pokaże się z bardzo dobrej strony i wtedy o rozwiązanie sytuacji będzie o wiele łatwiej.
– Myślę, że mają na niego jakiś plan i czekają, czy odpali. Przy obecnej, szerokiej kadrze Slavii nie miałby szans na minuty w drugiej linii, stąd to wypożyczenie do Lecha. Ouma sam musi udowodnić, że zasługuje na mecze od pierwszej minuty – uważa ekspert od czeskiej piłki.
Gdy piłkarz ma problemy z odnalezieniem się w drużynie, często jest wysyłany na mecz rezerw, by tam móc pokazać się trenerowi i wzmocnić pewność swoich umiejętności. Dokładnie tak było w przypadku Timothy’ego Oumy. W Slavii B zagrał dwukrotnie. Raz pełne 90 minut, a w drugim przypadku jedną połowę. Jak można usłyszeć, nawet tam 21-latek wyglądał blado. Jego gra nie była przekonująca. Poza wizualną oceną potwierdzały to statystyki.
Dość kontrowersyjna sytuacja z udziałem 21-latka miała miejsce w marcu, gdy ten udał się na zgrupowanie swojej reprezentacji. Wystąpił nawet w przegranym spotkaniu przeciwko kadrze narodowej Gabonu, jednak najważniejsze miało dziać się dopiero, gdy piłkarz miał udać się w drogę powrotną do Czech, co się opóźniało i było szczególnie dziwnie w sytuacji, gdy powinno mu zależeć na jak najszybszym dołączeniu do zespołu i walce o uznanie u trenera. Brat zawodnika w mediach tłumaczył to wyrabianiem niezbędnych dokumentów, takich jak dowodu tożsamości, jednak Ouma był w tym czasie widziany nie w urzędzie, a w miejscu imprez. Według niektórych miał on specjalnie zwlekać z lotem do Pragi, by mieć czas na zabawę w ojczyźnie.
Oczywiście, negatywne informacje z Czech nie są równoznaczne z tym, że Timothy Ouma także w Lechu kompletnie sobie nie poradzi. Jest to pewnego rodzaju sygnał ostrzegawczy, który powinien dawać do myślenia, szczególnie tym, którzy są odpowiedzialni za wypożyczenie 21-latka. Być może są oni świadomi zagrożeń, ale uznali, że z jakichś powodów warto podjąć ryzyko. Karlo Muhar często był słusznie mocno krytykowany za grę w Lechu, a później całkiem nieźle radził sobie w mocnych klubach z Bułgarii czy Rumunii.
Być może Ouma nie wpasował się w Czechach, a po przenosinach do Kolejorza pokaże się z zupełnie innej strony. Zdążył już zadebiutować w wysoko wygranym spotkaniu eliminacji Ligi Mistrzów z islandzkim Breidablikiem. Przez 45 minut pokazał jedno bardzo ciekawe podanie prostopadłe, jednak jest to póki co zdecydowanie za mała próbka, by jednoznacznie ocenić ten transfer.
Mikołaj Duda



