Młody napastnik dobrze się czuł w Lechu prowadzonym przez Johna van den Broma. Zdobywał gole w ekstraklasie i w Lidze Konferencji, równie dobrze, jak w ataku spisując się na boku boiska, a nawet na „dziesiątce”. Wydawało się, że klub będzie miał z niego pociechę, zanim piłkarzem zainteresuje się klub z mocniejszej ligi. Nastąpił jednak regres, Filip Szymczak nie potrafił się odnaleźć, sposobem na powrót do równowagi było wypożyczenie do GKS Katowice. W nowym sezonie miało się to powtórzyć, w grę wchodziło także odejście definitywne. Po kilku dobrych występach sytuacja nie jest już jednoznaczna.
Atak Lecha wciąż wisi na jednym zawodniku – Ishaku, który nie jest niezniszczalny, miewał już problemy zdrowotne. Po zakończeniu poprzedniego sezonu, w perspektywie gry nie tylko w lidze, władze klubu zapowiedziały sprowadzenie klasowego zmiennika Szweda. Na obietnicach, póki co, się skończyło. Ishak musi grać w każdym spotkaniu ryzykując stratę zdrowia. W pierwszym meczu po letniej przerwie, w walce o Superpuchar, w drugiej połowie na boisku pojawił się Filip Szymczak. Grał znacznie lepiej niż przed wypożyczeniem do GKS Katowice, zdobył nawet jedynego gola dla Lecha umiejętnie wykorzystując dobre podanie Sousy.
Z jeszcze lepszy strony pokazał się wciąż młody piłkarz w występie przeciwko Breidablik w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Grał od początku, ale nie na swojej nominalnej pozycji, lecz na skrzydle, wymieniając się stronami boiska z Bengtssonem. Od razu stało się jasne, że Lechowi potrzebna była taka gra, poprzednio cierpiał na brak skrzydłowych, prowadzone środkiem boiska mozolne i ślamazarne rozgrywanie było wodą na młyn dla przeciwników. Szymczak pokazał się na tle Islandczyków jako zawodnik dynamiczny, przyspieszający atak, dobrze dośrodkowujący, bliski zaliczenia niejednej asysty. Lech czeka na możliwość korzystania z umiejętności niedawno pozyskanego Luisa Palmy, ale okazało się, że będący w dobrej formie Szymczak też może poprawić ofensywę Kolejorza. Czy jego odejście z klubu wciąż jest rozpatrywane?
– To wciąż otwarta sprawa, czekamy na rozwój wydarzeń – mówi trener Niels Frederiksen. – Mam w Lechu kontrakt obowiązujący przez dwa najbliższe sezony. Skupiam się teraz na wypełnieniu go. Nikt nie wie, co przyniesie najbliższa przyszłość. Żyję chwilą starając się jak najlepiej wypaść w meczach, które są przed nami. Grając w Lechu Poznań zawsze czuje się presję ze strony kibiców, więc nie mogę powiedzieć, że mi łatwiej, gdy klub nie ma już wobec mnie dużych oczekiwań. Po moim powrocie z Katowic rzeczywiście mówiło się o przejściu do innego klubu, ale w futbolu wszystko zmienia się z miesiąca na miesiąc. Nie wiem, co mnie czeka w najbliższej przyszłości – twierdzi Filip Szymczak.
Piłkarz zapewnia, że czuje się bardzo dobrze fizycznie. Zdaje sobie sprawę, że każdy następny mecz będzie weryfikacją jego możliwości. – Staram się mocno stąpać po ziemi i dbać przede wszystkim o dobro zespołu – przekonuje. Czy na skrzydle czuje się ostatnio lepiej niż w ataku? – To sprawa złożona, specyfika występowania na tych pozycjach jest inna, wymagająca różnego podejścia do treningów. Jestem zawodnikiem ofensywnym, ale w Lechu meczów na „dziewiątce” było mniej niż na innych pozycjach. Cieszy mnie każda minuta gry w tak wielkim klubie. Rozmawiam ze sztabem szkoleniowym, więc wiem, na co z mojej strony trenerzy liczą – dodaje piłkarz.



