Ostatnie zwycięstwa Lecha ścigającego lidera nie okażą się wiele warte, jeśli wyprawa do Radomia zakończy się fiaskiem. W polskiej lidze wszystko jest prawdopodobne, ale trudno wierzyć, że przeciwnik w walce o mistrzostwo wypuściłby z rąk drugą szansę stworzoną mu przez Kolejorza. Wystarczy mu przecież zdobyć tyle samo punktów wykorzystując lepszy bilans bezpośrednich spotkań.
Trener Niels Frederiksen wzbrania się przed spekulacjami na temat ostatecznych ligowych rozstrzygnięć i przed traktowaniem następnych meczów jako kolejnych finałów. Rozmawia tylko o tym najbliższym. Spodziewa się trudnej przeprawy, zresztą liga jest tak wyrównana, że Lechowi żadne zwycięstwo nie przyszło łatwo. Trenerowi trzeba przyznać rację. Na każdy sukces musiał się napracować, nikt mu niczego za darmo nie dał. Nie zawsze wygrywał, zdarzało mu się nie wytrzymywać mentalnie. Dlatego mecz w Radomiu jest tak ważny: wykaże, czy Lech udźwignie ciężar wali o najwyższy cel.
Radomiak nie ma w składzie takich gwiazd, jak Walemark, Sousa, Gholizadeh. Ishak. W tym sezonie stracił najlepszego napastnika, Rocha strzela bowiem już bramki dla Rakowa (póki co – niezbyt często). Jednak jest to zespół dobrze zorganizowany i szczególnie groźny na własnym terenie. Trener Lecha wysoko ocenia jego skrzydłowych i umiejętność gry z kontrataku. Radomiak dobrze też radzi sobie ze stałymi fragmentami gry.
– Spodziewam się, że będziemy częściej przy piłce, przeciwnik skupi się raczej na defensywie, ale będą też momenty, gdy nas zaatakuje. Prawdopodobnie zagra piątką w obronie, więc musimy znaleźć sposób na wykreowanie okazji bramkowych. Chcielibyśmy, by podeszli do nas wyżej, ale nie wiem, czy możemy na to liczyć – przewiduje trener.
Sytuację zdrowotną trener ocenia jako dobrą. Tylko Thordarson i Dagerstal są długoterminowo wyłączeni z treningów. Na pozostałych zawodników może liczyć w najbliższym meczu. Jednak kiedy po spotkaniu z dziennikarzami zaczął trening z drużyną, okazało się, że w szatni pozostał m.in. Walemark. Piłkarz ten opuszczał w poniedziałek boisko mocno sfatygowany, poruszał się z trudnością. Nie wiemy, czy to jest efekt dużego obciążenia fizycznego, czy dolegliwości zdrowotnych. Brak Szweda byłby poważnym osłabieniem drużyny. Stać go na asysty i bramki przynoszące jej zwycięstwa, kilkakrotnie Lech zawdzięczał mu punkty. Piłkarz ten niestety nie ma zdrowia pozwalającego bez przeszkód rozgrywać w całości kolejne spotkania.
Wiele zależy od mentalności piłkarzy Lecha. Dotychczas nie zawsze bywało z tym dobrze. Obecnie trener nie dostrzega w szatni dużej presji. Raczej świadomość, że Lech jest w idealnej sytuacji. Zajmuje czołowe miejsce, jest w walce o mistrzostwo. Zapewnia to piłkarzom znacznie większą frajdę niż gdyby musieli walczyć o miejsce w środku tabeli, gdzie nie grozi ani nic złego, ani nic dobrego. Teraz mają o co walczyć i to ich cieszy.




