Wszystko zmierzało w stronę zwycięstwa Lecha. Do przerwy pewnie prowadził 2:0, a zniechęcony Radomiak wydawał się być na łopatkach. Po przerwie Lech stanął w miejscu, ograniczył się do obrony, bardzo zresztą nieumiejętnej, stracił dwie bramki i tym samym bezcenne dwa punkty.
W pierwszych minutach Radomiak zamknął Lecha na jego polu karnym, egzekwował jeden po drugim rzuty rożne, ale goście na szczęście to przetrwali i ruszyli do przodu. Dobry mecz rozgrywał świeżo upieczony tata Filip Jagiełło. Fantastycznie podał z prawego skrzydła do Ishaka, a ten z bliska, z pierwszej piłki kopnął pod poprzeczkę. Na asyście się nie skończyło. Pomocnik Kolejorza wykorzystał potem dośrodkowanie Pereiry i błąd bramkarza wyskakując ponad nim i kierując głową piłkę do pustej bramki. W tym momencie wydawało się, że Radomiak przestał grać. Lech osiągnął znaczną przewagę i powinien to wykorzystać, by dobić rywala. Do przerwy nic się jednak nie zmieniło
Druga połowa była już zupełnie inna. Radomiak zaczął z pasją atakować, a nieskoordynowanego Lecha nie było stać na wyprowadzenie żadnej groźnej akcji. W dodatku stracił obrońcę Salomona, co miało złe konsekwencje. Udało się przetrwać prawie pół godziny huraganowych ataków Radomiaka, aż młody zmiennik Salamona, Wojciech Mońka popełnił fatalny w skutkach błąd. Skierował piłkę wprost do przeciwnika.
Radomiak złapał kontakt i w dalszym ciągu atakował. Lech bronił się bezładnie, nawet nie próbował sklecić akcji ofensywnej, wystawiając sobie fatalne świadectwo. Tak nie gra kandydat na mistrza. Gdyby wygrał ten mecz, wynik nie byłby sprawiedliwy. Niewiele jednak brakowało, by do tego doszło. Rezerwowy Walemark obsłużył dobrym podaniem Ishaka, a ten zdobył gola. Boczny sędzia natychmiast podniósł chorągiewkę. Uczynił to na wyczucie, bo VAR długo musiał sprawdzać, by potwierdzić centymetrowego spalonego.
Uratowany Radomiak nie rezygnował z ataków, był drużyną lepsza, wygrywającą wszystkie pojedynki, górującą siłą fizyczną i szybkością. Sędzia przedłużył mecz aż o 6 minut. To wystarczyło, by Radomiak wyrównał wykorzystując nieporadność i brak koordynacji Lecha w obronie. Mogło być jeszcze gorzej, bo gospodarze nie rezygnowali z atakowania, tłamszenia Lecha. Punkt został uratowany, ale to żadna pociecha, gdy wydawało się, że pewne są dwa. Strata do lidera może okazać się nie do nadrobienia.



