Tragiczna seria zdarzeń w polu karnym i gol samobójczy odebrała Lechowi marzenia o wyeliminowaniu faworyzowanego Szachtara. Rozegrał świetny mecz, był dobrze zorganizowany, ambitny, pewny siebie, grał mądrze, stworzył wiele okazji bramkowych, zdominował solidnego rywala. Jeszcze w pierwszej połowie odrobił straty z Poznania, na początku drugiej był o włos od strzelenia trzeciego gola, potem jednak wyręczył rywala w pokonaniu Mrozka. Odpadł, bo u siebie przegrał 1:3, ale w rewanżu zasłużył na duże uznanie.
Spokojny był początek meczu w wykonaniu obu drużyn. Wiadomo było, że Szachtarowi, będącemu w dużo lepszej sytuacji, nie będzie się spieszyć, ale i Lech nie rzuci się natychmiast do odrabiania strat z Poznania. Przez kilkanaście minut gra toczyła się głównie w środku pola, czasami na prawym skrzydle, którędy Lech próbował wyprowadzać akcje. Gumnemu nie wychodziły jednak pojedynki z rywalami, tracił piłkę. Potem był pewnym punktem drużyny.
W końcu Lechowi udało się uśpić rywali i przeprowadził szybką, kilkupodaniową akcję. Wyprowadzona z defensywy piłka trafiła na prawą stronę, Gumny podał na środek do Ismaheela, ten dostrzegł wyprzedzającego obrońców Ishaka, a kapitan Kolejorza głową skierował piłkę do siatki obok bramkarza. Jeszcze VAR sprawdzał, czy akcja jest spalona, w końcu gol został uznany i część strat była odrobiona. Na ukraińskiej drużynie dużego wrażenia to nie zrobiło, bo nadal grała spokojnie. Jednak w końcu udało się jej zamknąć Lecha na jego połowie, wykonać serię rzutów rożnych. Kilka ataków udało się też przeprowadzić gościom, choć trudno było im zdziałać więcej niż podania przed polem karnym.
W czasie doliczonym do pierwszej połowy Lech z trudem obronił się przed atakami Szachtara, ale w końcu wyswobodził się, zaatakował. O włos od gola był Thordarson strzelając fałszem w sposób niesygnalizowany. Bramkarz uratował Szachtara, ale był jeszcze rzut rożny, potem drugi, po którym obrońca zatrzymał piłkę ręką. VAR podpowiedział głównemu, że powinien obejrzeć powtórkę, ten wskazał na jedenasty metr, a kapitan Kolejorza strzelił bezbłędnie i straty zostały odrobione! Mecz zaczynał się od początku!
Ledwo minęła minuta pierwszej połowy, a Lech był o włos od trzeciego gola po błyskawicznym ataku. Ukraińców obronił ich bramkarz kolejno broniąc, w jednej akcji, uderzenia Pereiry, który zastąpił kontuzjowanego Gumnego, Ishaka, dwukrotnie Kozubala. Każdy z tych strzałów powinien przynieść gola. Po kwadransie Thordarson trafił do bramki, jednak będący na pozycji spalonej Rodriguez, zdaniem sędziów, choć nie uczestniczył w akcji, to przeszkodził bramkarzowi. Niewykorzystane sytuacje często się mszczą. Tak stało się i tym razem, po serii nieprawdopodobnych nieszczęść w defensywie Kolejorza. Wystarczyło niezbyt groźne dośrodkowanie, na które pozwolił bierny Pereira, piłka odbiła się od głowy Mońki, rąk Mrozka, wreszcie głowy Moutinho i wpadła do bramki.
Portugalczyk wcześniej popełnił kilka błędów w obronie, teraz to podkreślił. Choć Szachtar nie zdążył oddać celnego strzału, znów miał korzystny wynik. Na Lecha był to kubeł zimnej wody, nie mógł odzyskać rytmu, mimo iż na boisko weszli Gholizadeh i Walemark. Potem jeszcze Thordarsona zastąpił Agnero. Kolejorz próbował, walczył, niestety bezskutecznie.




