Najlepszym piłkarzem Lecha w pierwszej meczu z Rakowem był Luis Palma. Popisał się asystą i golem, a po przerwie został antybohaterem – wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Kolejorz od razu przestał grać w piłkę, próbował tylko przeszkadzać rywalom. Stracił dwubramkowe prowadzenie, bo przez dwie minuty Douglas popełnił dwa fatalne błędy. Dla Lecha nie ma niczego niemożliwego, nawet strata punktów mimo strzelenia czterech bramek do przerwy. Wystarczy, że sędzia dwóch z nich nie uzna, a po czerwonej kartce drużyna się sypie.
Można się było spodziewać kilku zmian w składzie w stosunku do poprzedniego spotkania. Frederiksen wymienił jednak tylko dwóch graczy sięgając po Kozubala i Moutinho. Znów rozgrywającym miał być Palma, a drugi z rzędu występ od początku Lismana był małą niespodzianką i potwierdzeniem, że młody skrzydłowy zyskuje w oczach trenera.
Mecz nie zaczął się tak, jak trener Lecha przewidywał. Miał być pressing gospodarzy, nie pozwalanie rywalom na rozgrywanie piłki, zepchnięcie ich do obrony. Tymczasem to Lech wziął sprawy w swoje ręce, był aktywniejszy, także pod bramką Rakowa, dłużej utrzymywał się przy piłce, konstruował akcje ofensywne. Początkowo raczej tylko próbował konstruować, bo niewiele mu wychodziło. Gospodarze odgryzali się pojedynczymi zrywami, próbowali kontrować, od czasu do czasu zmuszać graczy z Poznania do popełniania błędów.
I takie błędy były. Tuż przed własnym polem karnym piłkę zgubił Ouma i musiał ratować się faulem, po którym z rzutu wolnego Ivi Lopez nie trafił w bramkę. Beznadziejnymi wybiciami piłki, do nikogo albo wprost do przeciwnika „popisywał się” Mrozek. Wydawało się, że Kolejorz ma kontrolę nad meczem, ale wystarczyło gapiostwo obrońców przy długim podaniu pod bramkę, by dwaj gracze Rakowa zaleźli się sam na sam z bramkarzem i Ivi Lopez trafił do siatki. Wcześniej jednak był na pozycji spalonej i gol nie został uznany.
Po 25 minutach Raków wracał do swej normalnej gry. Zamknął Lecha na jego połowie, a blisko zdobycia gola był Rondić. Źle jednak trafił głową i to Kolejorz mógł zacząć akcję, wielopodaniową, jak się miało okazać. Pozycyjny atak był składny. Palma mistrzowsko, prostopadle podał do stojącego na wprost bramki Pereiry, ten zaś spokojnie przyjął piłkę i trafił precyzyjnie przy słupku, wyprowadzając swą drużynę na prowadzenie. Bohater tej akcji za chwilę zachował się jak junior podając z bliska, pod naciskiem rywala, wślizgiem do Mrozka, który postąpił jeszcze gorzej łapiąc tę piłkę. Sędzia Marciniak podyktował rzut wolny pośredni z odległości kilku metrów. Lopez spudłował.
Lech grał w tym meczu dobrze, ale proste błędy mogły go szybko pogrążyć. Jednak już po kilku chwilach wykonywał pierwszy w tym meczu rzut rożny. Po dużym zamieszaniu piłkę do bramki wbił Douglas, niestety radość nie trwała długo. Po interwencji VAR-u Marciniak obejrzał powtórkę tej akcji i gola nie uznał – Ouma utrudniał interwencję bramkarzowi. Podniosło to na duchu graczy Rakowa, którzy wciąż prowadzili tylko jednym golem i zaatakowali energiczniej. Lech jednak nie rezygnował. Wprowadził szybki atak, po którym Ishak zdobył gola. Niestety, sytuacja powtórzyła się – VAR dopatrzył się wcześniejszego spalonego Lismana.
To jednak nie był jeszcze koniec strzelania – Lech nie rezygnował z uzyskania dwubramkowego prowadzenia, a pierwsza połowa przedłużona została aż o 10 minut. Piękną akcję przeprowadził Palma. Rozpędził się, „nawinął” obrońcę i pewnym strzałem lewą nogą pokonał Trelowskiego. Jeszcze w ostatnich sekundach Ishak zdążył zmarnować sytuację sam na sam, Raków dobity nie został. Kapitan, o czym jeszcze nie wiedział, mógł uratować swej drużynie ten mecz.
Było pięknie, ale sytuacja diametralnie zmieniła się po kilku minutach drugiej połowy. Próbujący zapobiec wyprowadzeniu akcji przez Arsenicia Luis Palma nie miał złych intencji, ale po jego ataku obrońca Rakowa musiał opuścić boisko. Palma też, bo po obejrzeniu powtórki Marciniak zmienił decyzję – żółtą kartkę zamienił na czerwoną. Od tego momentu zaczęła się duża przewaga Rakowa. Lech już do końca meczu prawie nie opuszczał swej połowu. Gospodarze złapali kontakt już po pierwszym wykonywanym przez siebie rzucie rożnym. Zawinił Douglas, nie upilnował rywala. Chwilę później Szwed idiotycznie sfaulował rywala w polu karnym i Lopez dał swej drużynie remis. Po jego uderzeniu Mrozek nawet nie podjął interwencji.
Mecz zaczął się od początku, ale Lech miał jednego gracza na boisku mniej i niewielkie szanse na powrót do Poznania z punktami, zwłaszcza przy katastrofalnej postawie. Wyglądało na to, że po czerwonej kartce się poddał. Kompletna utrata kontroli nad meczem, popełnianie błędów i faule dające rywalom stale fragmenty gry spowodowała całkowite odwrócenie losów meczu. Raków zdobył trzeciego gola po dośrodkowaniu z rzutu wolnego. Znów jednak do dzieła przystąpili sędziowie VAR i dopatrzyli się spalonego.
W takiej sytuacji dobrze jest nastawić się na kontrataki, tylko one mogą przynieść powodzenie. Podobno specjalistą od takiego grania jest nowy nabytek klubu, Agnero. Niczego jednak znów nie pokazał. Co gorsze, trener uparł się, by w takim meczu nie wpuszczać na boisko pomocnika albo obrońcy, ale realizować program obowiązkowy – wprowadzić do gry Fiabemę. PO 45 minutach zwycięstwo wydawało się pewne. Po fatalnej drugiej połowie dowiezienie do końca remisu trzeba uznać za duży sukces Kolejorza.




