Cudem uratowali punkt. Kandydat na mistrza nie ma prawa grać tak słabo!

Porażka z Rakowem po słabej grze nie była przypadkiem. W Krakowie Lech nie spisał się lepiej. Ujawnił wszystkie swoje mankamenty, a zwłaszcza brak skuteczności i cały repertuar błędów, pomyłek, bezmyślnych zagrań. Mimo dużej przewagi oddał tylko trzy celne strzały, czyli tyle samo, co gospodarze. Remis uratował cudem, w ostatnich sekundach. Na zwycięstwo nie zasłużył.

Zmiany w składzie Lecha zapowiedział trener Skorża, który ostatnio desygnuje do gry jedenastkę niemal stałą. Dotrzymał słowa, choć wymienił tylko skrzydłowych. Do Krakowa nie przyjechał chory Jakub Kamiński, na ławce zasiadł Kristoffer Velde. Siłę ofensywną Lecha, oprócz Ishaka i Amarala, tworzyli skrzydłowi Skóraś i Kownacki.

Ciężka walka rozgorzała na boisku od pierwszych minut. Wisła grała bardzo agresywnie i ofensywnie. Lech próbował ją uspokoić, przejąć kontrolę, stosować podania z pierwszej piłki. Może by się to udało, gdyby te podania były celne. Niestety, od samego początku ujawnił się stary mankament – niedokładna gra, straty i błędy, nieprzemyślane zagrania. Gospodarze sprawiali wrażenie bardziej zdeterminowanych. Wykonali kilka rzutów wolnych, po których w polu karnym powstawało zagrożenie.

Dopiero po kwadransie Lech stworzył zagrożenie. W pełnym biegu piłkę przyjął Skóraś, minął obrońcę i strzelił niecelnie z ostrego kąta. Wisła też miała świetną okazję, bo z przebiegu meczu nie wynikało, jak wielka różnica w tabeli dzieli obie drużyny. Kiedy gospodarze, sprawnie operujący piłką, nacisnęli, robiło się groźnie. Milić dał się ograć przy linii końcowej, ratował sytuację wybiciem piłki na rzut rożny, a po nim powstało duże zamieszanie, Bednarek bronił z dużym trudem.

Po chwili to Lech mógł strzelić gola. Bramkarz Wisły z trudem obronił trzał głową Kownackiego, do piłki doszedł jeszcze  Skóraś, próbował dośrodkować, ale zrobił to katastrofalnie. Ishak i inni koledzy załamali ręce. W 42 minucie Murawski został kopnięty przez Ondraska, a sędzia podyktował rzut wolny dla Wisły. Powstało po nim ogromne zamieszanie, ale piłka ominęła bramkę Lecha. Goście nie potrafili przejąć inicjatywy. Gospodarze naciskali, przeprowadzili akcję, oddali strzał i wyszli na prowadzenie.

Nikt się nie spodziewał tak złej gry pretendenta do mistrzostwa. Nadal był bezradny, wciąż nacierała mocno nakręcona Wisła. Była groźniejsza, bardziej zdeterminowana, w przeciwieństwie do Lecha realizowała swój cel. Do przerwy prowadziła, ale musiała się liczyć z naporem Kolejorza. I taki nastąpił, był jednak nieskuteczny, a Wisła wykorzystywała każdą okazję do wyprowadzenia ataku. Po jednym z nich miała rzut rożny. Bednarek nie doszedł do piłki, która wpadła do siatki. Była jeszcze interwencja VAR. Po obejrzeniu powtórki sędzia gola nie uznał z powodu ataku na bramkarzu. Decyzja ta wzbudziła kontrowersje. Gdyby sędzia bramkę uznał, Lech już by się nie podniósł. Był tego dnia na słaby i nerwowy.

Lech nadal nacierał, ale czynił to nieskutecznie, bez błysku, bez przyspieszenia, za to z dużą liczbą błędów. Kiedy kolejne ofensywne akcje kończyły się niepowodzeniem albo strzałem, który nie miał prawa przynieś powodzenia, trzeba było się ratować przed mniej licznymi, ale szybszymi atakami Wisły. Wciąż była groźna, zwłaszcza po stałych fragmentach. Po rzucie rożnym Bednarka uratowała poprzeczka po pięknej główce… Skórasia. O dziwo, broniący się gospodarze częściej kopali piłkę z narożnika boiska. Lech nie potrafił się temu przeciwstawić.

Nieskoordynowane, niezborne ataki Lecha trwały do końca meczu przedłużonego aż o 7 minut. Wisła nie ma żelaznej obrony, ale powstrzymywała ona schematyczne akcje. Kiedy już udawało się ograć przeciwników, gracze Lecha gubili się i przegrywali sami z sobą. Trener wprowadzał nowych zawodników, ale nie dawali oni drużynie niczego pozytywnego. Tuż przed końcem groźnie wyglądającej kontuzji, po brutalnym ataku wiślaka, odniósł Salamon.

Kiedy już było niemal pewne, że Lech przegra drugi mecz z rzędu, bo mijał doliczony czas, udało się przeprowadzić jeszcze jedną akcję. Ba Loua z boku pola karnego podał na środek, gdzie zapędził się Milić. Chorwat zablokował obrońcę i krzyżakiem posłał piłkę do bramki. W ten sposób Lech uratował punkt. Remis, a zwłaszcza jakość gry, to jednak potężne rozczarowanie. Kandydat na mistrza tak się nie zachowuje.

Wisła Kraków – Lech Poznań 1:1 (1:0)
Bramki: Zdeněk Ondrášek 43 – Antonio Milić 90
Żółte kartki: Fernández, Cissé – Skóraś, Kownacki.
Wisła: Mikołaj Biegański, Konrad Gruszkowski (90 Maciej Sadlok), Joseph Colley, Michal Frydrych, Matej Hanousek, Stefan Savić (66 Piotr Starzyński), Enis Fazlagić, marko Poletanović, Luis Fernandez (67 Nikola Kuveljić), Momo Cisse (80 Sebastian Ring), Zdenek Ondrasek (90 Elvis Manu).
Lech: Filip Bednarek, Joel Pereira (82 Alan Czerwiński), Bartosz Salamon, Antonio Milić, Pedro Rebocho, Michał Skóraś (73 Filip Marchwiński), Radosław Murawski (46 Pedro Tiba), Jesper Karlstrom, Joao Amaral (59 Dani Ramirez), Dawid Kownacki (73 Adriel Ba Loua, Mikael Ishak.
Sędziował Tomasz Kwiatkowski.
Widzów 21.068.

Udostępnij:

Podobne

Zwycięstwem uczcili mistrzowski tytuł

To był niecodzienny mecz. Szczelnie wypełnione trybuny, atmosfera wielkiego święta, poczucie wypełnionej misji. Piłkarze Lecha mogli zagrać na luzie, cieszyć się futbolem, choć nie wszystko