Bój to jest nasz przedostatni

To nie będzie zwykły mecz wyjazdowy. Wynik może zadecydować o tym, czy Lech zdobędzie trofeum. To prawda, że w tym sezonie specjalizuje się w upokarzaniu własnych kibiców. Teraz jednak nie może sobie na to pozwolić. Nie tym razem. Lepiej sobie nie wyobrażać konsekwencji porażki. Natomiast zwycięstwo bardzo przybliży do uprawnionego mistrzowskiego tytułu, lub nawet go zapewni, jeśli dzień wcześniej w Kielcach ekipa Jacka Zielińskiego pokona Raków.

Trener Lecha, który spotkał się z dziennikarzami w czwartek, nie miał wątpliwości, że jego piłkarze zrobią absolutnie wszystko, by wrócić do domu z punktami. Łatwo nie będzie, bo beniaminek ekstraklasy spisuje się zadziwiająco dobrze. Ani przez chwilę nie czuł się zagrożony degradacją. Wyprzedził renomowane, teoretycznie mocniejsze drużyny. Niels Frederiksen docenia nie tylko punktowy dorobek Gieksy, ale i jej sposób gry, zwłaszcza w momencie posiadania piłki.

Gospodarze zagrają bez presji. Jak każdy w takiej sytuacji, będzie chciał zmusić do będącego w potrzebie przeciwnika do maksymalnego wysiłku, a może i zepsuć mu święto. Oni mogą, Kolejorz bezwzględnie musi. Piłkarska jakość jest po stronie Lecha, ale za jego odporność psychiczną nikt nie zaręczy. Co prawda trener Frederiksen zapewnia, że presja przed takim meczem to przywilej, ale z pewnością pamięta, jak jego podopieczni potrafią zawieść, nie wytrzymać mentalnie, odpuścić w drugiej połowie albo i przed meczem. Tym razem taka postawa nie spotkałaby się z wyrozumiałością. Wprost przeciwnie.

W piłkarskim światku pojawiają się plotki o specjalnej motywacji, jaką do Gieksy skierowała ekipa Rakowa. Piłkarze podobno mogą liczyć na ekstra premie za odebranie punktów Lechowi, katowicki klub na wypożyczenie piłkarzy z Częstochowy na preferencyjnych warunkach. Wszystko to jest mało prawdopodobne, ale gdyby i było w tych opowieściach odrobinę prawdy, to co innego chcieć, a co innego potrafić. Gospodarzy stać na dobrą i skuteczną grę, zwłaszcza na swoim nowym stadionie, ale bez porównania więcej atutów mają goście. Dysponują graczami mogącymi wygrywać mecze nawet w pojedynkę, tak jak stało się to w Warszawie.

Dodatkowy smaczek tego meczu to personalne związki obu klubów. Antek Kozubal w dużym stopniu swoją zaskakująco dobrą i dojrzałą grę zawdzięcza trenerowi Rafałowi Górakowi, który kształtował jego rozwój w poprzednim, pierwszoligowym sezonie. W Katowicach terminował Bartek Mrozek. Aktualnie wypożyczony do GKS-u jest Filip Szymczak, grać jednak nie może, przez co gospodarze nie mają w kadrze żadnego napastnika. Do niedawna, przez kilka sezonów, piłkarzem Lecha był Alan Czerwiński. Długie związki z Lechem miał też pochodzący z Poznania Marcin Wasielewski. Żaden z tych zawodników, jak się przed meczem wydaje, nie jest zainteresowany mistrzostwem dla Rakowa Częstochowa.

Wiosną Lech zmaga się problemami personalnymi. Od ostatniego, warszawskiego meczu sytuacja nie tylko się nie poprawiła, ale nawet pogorszyła. Nadal leczą się doświadczeni Radosław Murawski i Bartosz Salamon, dołączył do nich Daniel Hakans. W tej sytuacji od początku zagra prawdopodobnie Walemark, na drugim skrzydle znajdzie się Gholizadeh. Za Ishakiem będzie operował Sousa, a partnerem Kozubala znów zostanie Hotić, który długo przesiadywał na ławce rezerwowych, a teraz znów cieszy się grą w wyjściowym składzie.

Nic się raczej nie zmieni w obronie – o ile problemy znów nie dotkną Milicia, który przedwcześnie opuścił boisko przed tygodniem. Wtedy defensywa cechować się będzie brakiem doświadczenia. Tylko Pereira na prawej stronie to gracz z długim stażem. Po drugiej stronie gra młody Gurgul. Na środku też musiałaby grać młodzież – Mońka, Pingot lub Douglas.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny