Bezradny jak Lech

W Kielcach Lech stracił punkty, kilku piłkarzy i opinię drużyny ambitnej, potrafiącej skutecznie atakować. Grając w osłabieniu przez niemal cały czas nawet nie próbował przyspieszyć. Gra na wynik bezbramkowy nie opłaciła się. Jedyna bramka meczu padła w 88 minucie, po jednym z kilkudziesięciu dośrodkowań Korony i braku komunikacji między Arboledą i Gostomskim, którzy zresztą wcześniej grali bardzo dobrze, szczególnie bramkarz. Korona zwycięstwo zawdzięcza błędowi Kamińskiego, bojaźliwej grze i kunktatorskiej taktyce Lecha, kłopotom ze wzrokiem sędziego Marcina Borskiego, który nie ukarał Jovanovicia i Pylypczuka czerwonymi kartkami za ewidentne faule.

Gorzej się ten mecz dla Lecha zacząć nie mógł. Już po kilku minutach nieciekawej, ślamazarnej gry w charakterystyczny dla siebie sposób Marcin Kamiński dał się ograć będąc ostatnim obrońcą przed bramkarzem. Próbował się ratować zatrzymując ręką wychodzącego sam na sam Korzyma. Wyleciał z boiska, a jedyne szczęście polegało na tym, że nie stało się to w polu karnym i że po paradzie poznańskiego bramkarza Golański nie zdobył gola z rzutu wolnego. W tym momencie plany taktyczne obu trenerów wzięły w łeb, ale „Pacheta” z tego powodu nie rozpaczał.

Lech postawił zasieki przed własną bramką. Korona, która początkowo się cofnęła, bo to nakazał trener, potem zaatakowała. Była jednak schematyczna w swoich poczynaniach, przewidywalna, nieustannie wrzucała piłki w pole karne, albo do ustawionego na skrzydle Kiełba, a ten próbował dryblować lub centrować. Kilka razy po takich akcjach Macej Gostomski mógł dowieść, ż jest klasowym bramkarzem.

Aż się prosiło, by nawet grając w osłabieniu spróbować skontrować Koronę. Wszystkie takie akcje zatrzymywały się w okolicach środka boiska, po dwóch celnych podaniach następowało jedno fatalne, albo wręcz podarowanie piłki przeciwnikowi. Lech grał dziwnie ospale, zarzucił to, co było jego mocną stroną na wyjazdach – błyskawiczne ataki. Na domiar złego wrócił koszmar z lata – kontuzje. Rafał Murawski już po 20 minutach musiał zejść z boiska z powodu urazu mięśnia. Całego meczu nie wytrzymał też Dima Injac.

Kiedy Lech grał u siebie z Widzewem mógł podpatrzeć, jak się gra w osłabieniu. Widzew stracił gola i piłkarza już na początku meczu, ale do wyrównania zabrakło mu niewiele. Przede wszystkim próbował, starał się, atakował. Lech natomiast wyprowadzał z obrony piłkę tylko do koła środkowego. Tam kończyły się pomysły i następowało podanie wszerz, albo – najczęściej – wycofanie do obrony lub nawet do wybijającego piłkę „na aferę” bramkarza.

Nie było żadnego pożytku z Teodorczyka, mającego problemy z rozegraniem piłki, nie stwarzającego żadnego zagrożenia dla rywali. O wiele lepiej zagrał jego zmiennik – Bartosz Ślusarski. Przechwytywał piłki, a raczej bezładne wybicia kolegów, próbował im odgrywać. Katastrofalnie zagrał Lovrencsics, bijący klubowe rekordy w stratach piłek. Cieniem siebie był Hamalainen. Nie można mieć zastrzeżeń do obrońców, a szczególnie do Gostomskiego, który uratował Lecha przed stratą kilku bramek.

Dla „ambitnego” Lecha szczytem marzeń w tym meczu był remis 0:0. I bliski był wywiezienia punktu z Kielc, ale jedna z kilkudziesięciu wrzutek w pole karne zakończyła się golem dla gospodarzy. Dopiero wtedy Lech zaatakował i niewiele brakowało, by dopiął swego. Kilka razy dobrze zachował się Dariusz Formella, była z niego większa korzyść niż z Teodorczyka. Szkoda, że Lech nie próbował wcześniej zdobyć gola. Pomyślał o tym dopiero wtedy, gdy było już za późno.

Lecha tłumaczy osłabienie drużyny, gra w eksperymentalnym zestawieniu, bo Barry Douglas zajął z konieczności miejsce na środku obrony. Szkot spisał się w tej roli nadspodziewanie dobrze. Nie ma natomiast żadnego wytłumaczenia dla taktyki, jaką drużyna przyjęła. Tak nie grają drużyny, którym zależy na zdobywaniu punktów. W piątkowym meczu z Wisłą, który trzeba rozegrać na kartoflisku przy Bułgarskiej, nie zagra Kamiński i prawdopodobnie Rafał Murawski.

Korona Kielce – Lech Poznań 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Gołębiewski (88)

Widzów: 5786 (w tym 480 w sektorze gości)

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa)

Żółte kartki: Jovanović, Pylypczuk

Czerwona kartka: Kamiński

Korona: Zbigniew Małkowski – Paweł Golański, Pavol Stano, Radek Dejmek, Kamil Sylwestrzak – Vanja Marković, Vlastimir Jovanović – Paweł Sobolewski (90. Marcin Trojanowski), Jacek Kiełb (73. Michał Janota), Siergiej Pylypczuk – Maciej Korzym (60. Daniel Gołębiewski)

Lech: Maciej Gostomski – Mateusz Możdżeń, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Luis Henriquez – Dimitrije Injac (83. Dariusz Formella), Rafał Murawski (22. Barry Douglas) – Karol Linetty, Kasper Hamalainen, Gergo Lovrencsics – Łukasz Teodorczyk (59. Bartosz Ślusarski)

Udostępnij:

Podobne

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym