Awans pewny, styl okropny

Całe szczęście, że Lech wrócił z Finlandii z zaliczką dwóch bramek. Gdyby tam tylko zremisował, a trener z takim wynikiem się liczył, ciężko byłoby mu u siebie wygrać. Jego wyższość nad KuPS nie podlegała dyskusji, ale nie przekładało się to wynik. Z wielkim trudem wygrał 1:0 i jest już w jednej ósmej finału Ligi Konferencji. W piątek pozna kolejnego pucharowego rywala. Albo będzie nim Rayo Vallecano, albo Szachtar Donieck.

Trener Frederisken dysponuje teraz tak szerokim składem, że na odpoczynek mogli sobie pozwolić piłkarze często ostatnio grający, a i tak w wyjściowym składzie roiło się od gwiazd ekstraklasy. Przepaść w umiejętnościach piłkarzy jednej i drugiej drużyny ujawniła się natychmiast, ale nijak nie mogło się to przełożyć na wynik. Lechici grali po prostu nieudolnie. Nic im nie wychodziło, prawdopodobnie mieliby kłopoty z umieszczeniem piłki w bramce nawet gdyby Finowie im nie przeszkadzali. Popełniali proste błędy, gubili piłkę w decydujących momentach, oddawali niecelne strzały.

Finowie, którym brakuje piłkarzy i na ławce mieli juniorów, dość szybko stracili jednego z lepszych graczy – Puukko. Zastąpił go młodzieniec, który umiejętności miał niewielkie, ale wystarczające, by zatrzymywać Palmę. Żal patrzeć na to, co stało się z Honduraninem. To cień dawnego piłkarza. Nie wychodziły mu najprostsze zwody, mylił się, przegrywał pojedynki, oddawał niecelne strzały. Po drugiej stronie boiska równie słabo prezentował się Ismaheel, ogromne problemy miał też załamany swoją małą sprawczością Walemark. Nic dziwnego, że drużyna była w ofensywie zupełnie bezradna. Piłkarze, którzy tak dobrze spisywali się w ostatnich spotkaniach, tym razem gubili piłkę, nie trafiali w nią, gdy wystarczyło tylko dołożyć mogę.

W Finlandii przeciwnikiem Lecha było sztuczne boisko. W Poznaniu nie radzili sobie na płycie naturalnej, ale grząskiej, nierównej, z zanikającą w niektórych miejscach trawą. To dopiero trzeci mecz w tym roku na nowiutkim boisku, a prezentuje się ono tak, jakby znów trzeba było je wymienić. Oczywiście nie ma o tym mowy, trzeba liczyć na lepszą pogodę. Obecna nawierzchnia uniemożliwia grę techniczną, a taką piłkarze Lecha preferują.

Finowie koncentrowali się na obronie, ale często nie musieli się fatygować, bo piłkarze Lecha popełniali błędy niewymuszone, gubili piłkę w najmniej oczekiwanych momentach. Kilka razy Finom udawało się rozpocząć kontrę, choć braki w wyszkoleniu nie pozwalały im ich dokończyć. W jednym takim przypadku Milić miał problemy z zatrzymaniem uciekającego mu rywala, musiał uciec się do faulu, za który zobaczył żółtą kartkę. Po przerwie Lech próbował grać szybciej. Lepiej niż ostatnio radził sobie Pereira, niestety koledzy nie wykorzystywali jego podań. Austriacki bramkarz KuPS miał mniej roboty niż w poprzednim meczu, bo piłkarze Lecha, mimo ogromnej przewagi, rzadziej niż na wyjeździe strzelali i dośrodkowywali.

Gra nieco się ożywiła, gdy na boisko weszli Gholizadeh i dawno tu nieoglądany szybki Hakans. Lech stał się groźniejszy, ale ciągle nieskuteczny. Wśród zmienników był też Agnero, który przegrał wszystkie pojedynki ze słabymi technicznie przeciwnikami. Tym razem nie zaliczył żadnego pudła, bo ani razu nie znalazł się w dogodnej sytuacji. Całe szczęście, że Lech ma walecznego, choć przegrywającego z nierównym boiskiem Rodrigueza. Właśnie on był strzelcem gola, gdy po szybkiej wymianie otrzymał piłkę od Palmy, ruszył na bramkę i nie bawił się w rozegranie, lecz celnie i mocno uderzył.

Po wyjściu na prowadzenie Lech nabrał luzu i można było mieć nadzieję, że wreszcie zacznie grać po swojemu. Owszem, przeprowadził kilka szybkich ataków, ale sfinalizowanie ich, gdy po zejściu z boiska Ishaka brakowało napastnika, było ponad siły tego zespołu. Przestał grać kompaktowo, zawodnicy byli rozrzuceni po całym boisku, z czego goście skrzętnie skorzystali łatwo przedostając się pod bramkę Mrozka. Nie zrażali się tym, że awans jest rozstrzygnięty. Stworzyli sobie okazje bramkowe, ale brak umiejętności i dobrze broniący Mrozek nie pozwoliły ich wykorzystać.

Już w pierwszej połowie po wyczynach graczy Kolejorza z widowni rozlegały się gwizdy. Zakończenie meczu, czyli męczarni wszyscy na stadionie przyjęli z ulgą. Cel został zrealizowany. O fatalnym stylu nikt wkrótce nie będzie pamiętał, ale w niedzielę taka sama gra na tym samym stadionie niechybnie zakończy się porażką. Takiego meczu nie wolno powtórzyć.

Udostępnij:

Podobne

Odszedł Jarek Jechorek, legenda Lecha

Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może