Losowanie drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów wypadło dla Lecha szczęśliwie sportowo, nie powinien mieć problemu z awansem do rundy trzeciej, czyli z zagwarantowaniem sobie udziału w pucharowych rozgrywkach co najmniej do końca roku. Gorzej, że prawdopodobny jest długi i kosztowny lot na Islandię. Rywalem Kolejorza będzie bowiem zwycięstwa dwumeczu między islandzkim Breiðablik i albańskim klubem KF Egnatia, a pierwsze spotkanie odbędzie się przy Bułgarskiej.
Mogło być dużo gorzej. Lech miał bowiem 25 procent szans na wylosowanie mistrza Chorwacji HNK Rijeka. Nie ma co porównywać poziomu chorwackiej i polskiej piłki nożnej, nawet jeśli największe gwiazdy z tego niewielkiego kraju grają nie w rodzimej lidze, ale czołowych klubach kontynentu. Na szczęście prowadzący w szwajcarskim Nyonie losowanie Tobias Hedstück (na zdjęciu) miał dobrą rękę. 15 lipca okaże się, kto po tygodniu przyjedzie do Poznania – Albańczycy czy Islandczycy.
Jeśli Lech awansuje do trzeciej rundy, co wydaje się co najmniej prawdopodobne, po pomyślnym losowaniu i pokonaniu kolejnego rywala będzie miał szansę na grę co najmniej w Lidze Europy, a i Liga Mistrzów wciąż będzie w zasięgu. Tyle, że Kolejorz był klubem rozstawionym tylko w tym jednym losowaniu.



