Mateusz Skrzypczak musiał odejść z Bułgarskiej, szukać szczęścia w innych klubach. Znalazł je w Jagiellonii Białystok, otrzymał tam miejsce w składzie i szansę rozwoju. Został mistrzem Polski, po roku najlepszym obrońcą ligi, zagrał w reprezentacji narodowej. Kiedy klub, z którym uczuciowo związany jest od dziecka zdecydował się zapłacić ustaloną kwotę odstępnego, ku radości fanów Kolejorza wrócił do siebie.
Z Lechem związany był przez 17 lat. W pierwszej drużynie debiutował w 2019 roku. Zdołał rozegrać czternaście meczów zdobywając gola w Pucharze Polski, miał udział w zdobyciu mistrzostwa w 2022 roku. Potem zmienił barwy – grał tam, gdzie go chcieli. Występując w drużynie z Podlasia podkreślał, że czuje się związany z Poznaniem, gdzie się urodził i z Lechem, wciąż kibicuje swemu dawnemu klubowi.
– Czuję się bardzo dobrze, jestem podekscytowany i szczęśliwy. Wracam do swoich marzeń, wracam do tego małego chłopca i nie mogę się doczekać, kiedy znowu założę koszulkę Lecha. Wracam do Poznania jako bardziej dojrzały zawodnik. Trzy lata spędzone w Jagiellonii ukształtowały mnie jako człowieka i jako piłkarza. Zebrałem tam dużo cennego doświadczenia. Teraz jestem gotowy, by grać w Kolejorzu – powiedział po przejściu testów medycznych i podpisaniu kontraktu.
Jest bez porównania lepszym piłkarzem niż ten, który odchodził z Lecha. Rozegrał 89 spotkań ligowych, zdobył sześć goli, w tym dwa przeciwko swej byłej drużynie, zaliczył występy w europejskich pucharach. Chcąc mieć wychowanka znów u siebie, Lech musiał zapłacić Jagiellonii 900 tysięcy euro. Przeprowadził w ten sposób pierwszy transfer przed nowym sezonem.
Zdjęcie główne: lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka





