Pierwszy mecz przeciwko Szachtarowi, na własnym stadionie, Lech przegrał 1:3. Trener Niels Frederiksen przyznał podczas konferencji prasowej przed rewanżem, że sytuacja jego drużyny nie jest komfortowa, ale nie jest też beznadziejna. Stratę można odrobić. Gdyby udało się zdobyć gola, wszystko byłoby realne. – To nie znaczy, że już w pierwszych 10 minutach będziemy chcieli odrobić straty. Potrzebujemy spokoju, cierpliwości, z biegiem czasu pojawią się dla nas okazje bramkowe – przewiduje Niels Frederiksen.
Słowa te potwierdza obrońca Joel Pereira. – Kto nie wierzy w awans, powinien zostać w szatni. Po wygranym meczu w Lubinie bardziej uwierzyliśmy w siebie. Mamy stratę do Szachtara, ale nie jest ona nie do odrobienia. Mecz trwa 90 minut. To mnóstwo czasu na odwrócenie losów rywalizacji – twierdzi.
Rozgrywanie meczu w Polsce to dla Lecha korzystna sytuacja. Trener i zawodnik mówią, że mała odległość od Poznania sprzyja i piłkarzom, i kibicom, którzy nie muszą daleko podróżować. – Jednak to jest wyjazd, a nie mecz u siebie. Nie będziemy tu mieli takiego wsparcia kibiców, jak u siebie – mówi trener. Piłkarz pamięta swe występy na stadionie Wisły, choć nie wyniki. Chwali stadion i ma nadzieję, że murawa będzie dobra.
Odpowiadając na pytania o kontuzjowanych Murawskiego, Jagiełłę i Hakansa trener poinformował, że powinni wrócić na boisko po przerwie reprezentacyjnej, „Muraś” być może nieco później. Hakans trenuje z zespołem rezerw. Jest już zdrowy, ale sztab medyczny nie spieszy się ze zgodą na występy, przerwa piłkarza w grze była długa.




