Po trudnym, ale zwycięskim meczu z niespodziewanym liderem tabeli Lech dogonił go, ma tyle samo punktów. Złotego gola strzelił Ishak. Ważne, że wrócił na zwycięską ścieżkę i wszystko zależy od niego.
Nikt się nie spodziewał, że w pierwszej połowie Lechowi, grającemu z solidną drużyną na jej terenie, będzie szło tak dobrze. Zagłębie nie istniało, było zupełnie bezradne. Kolejorz niepodzielnie panował na boisku, mógł strzelić kilka goli, udało się tylko raz. W 7 minucie strzałem z powietrza Bengtsson uderzył w poprzeczkę, kapitan Lecha był na miejscu i dopełnił dzieła. Okazji bramkowych było jeszcze kilka, najlepszą samej końcówce zmarnował Gholizadeh, który miał problem z opanowaniem piłki tuż przed bramką.
Po przerwie mecz się zmienił o 180 stopni. Trener gospodarzy wprowadził trzech nowych piłkarzy, zalecił ostry pressing i Lech został całkowicie zdominowany. Mnożyły się akcje pod jego bramką, tylko kilka razy udało mu się wyjść z piłką do przodu. To była ciężka walka o przeżycie, na szczęście zakończona sukcesem. Zagłębie desperacko nacierało, a Lech równie desperacko je zatrzymywał. Gdyby w końcówce dokonujący zmian wprowadził na boisko napastnika prawdziwego, można by było strzelić co najmniej jednego gola po kontrataku.




