Lech nie sprostał Brazylijczykom z Szachtara

Różnica w umiejętnościach była zbyt duża, by Lech nawiązał w miarę wyrównaną walkę z Szachtarem Donieck. Nie dość, że goście panowali na boisku, robili co chcieli, to dziecinnie łatwo zdobywali gole ośmieszając nieporadną obronę mistrza Polski. Tylko Gholizadeh momentami i dopóki był na boisku umiejętnościami zbliżał się do rywali. Porażka 1:3, a przede wszystkim klasa ukraińskiej ekipy nie pozwalają wierzyć, że Lech nie odpadnie na tym etapie z Ligi Konferencji.

Szachtar zaczął mecz od środka i długimi minutami nie chciał Lechowi oddać piłki. Wymieniał dziesiątki podań, głównie w środkowej strefie boiska zmuszając piłkarzy Kolejorza do bezproduktywnego biegania, tracenia sił. Próby założenia pressingu były nieudane. Jeśli nawet agresywny atak powodował odzyskanie piłki, to natychmiast wracała ona do gości, którzy wciąż i wciąż nabijali podania. Trzeba przyznać, że czynili to umiejętnie, precyzyjnie. Jednak rzadko przedostawali się przed pole karne Lecha, jakby nie byli tym zainteresowani. Ich przewaga w posiadaniu była gigantyczna. Niekiedy przyspieszali wymianę podań, a wtedy Lech był jeszcze bardziej bezradny.

Piłkarze Kolejorza byli tym zdegustowani, dwoili się i troili, by dojść do głosu, kilka razy im się udało. Po niespodziewanym przechwycie, gdy Brazylijczycy z Ukrainy nie zdążyli zareagować, Pereira popędził prawym skrzydłem na bramkę. Miał klarowną sytuację, wystarczyło strzelić, ale boczny obrońca szukał podania i akcja została zmarnowana. Wkrótce Pereira znalazł się w podobnej sytuacji. Tym razem miał dobrze ustawionych kolegów, ale on jak na złość strzelił, niestety niecelnie. Wydawało się, że mimo wielkiej przewagi Szachtara i różnicy w umiejętnościach Lech jakoś dotrwa do przerwy bez strat. Nic z tego. Najbardziej bulwersuje, że stracił gola po kontrataku. Jedna z zaledwie kilku akcji ofensywnych Lecha zakończyła się złym, nieodpowiedzialnym podaniem Ishaka. Piłka od razu znalazła się na połowie Lecha, ale dwaj obrońcy mieli do niej bliżej i spokojnie mogli opanować sytuację. Znalazł się jednak przy nich Brazylijczyk i ich oszukał, przepchnął Mońkę, obsłużył kolegę i Szachtar prowadził.

Goście w dalszym ciągu bawili się w wymianę podań, piłka krążyła od nogi do nogi, niedostępna dla Lecha. Kiedy Szachtar przyspieszył, Lechici nie wiedzieli, co się dzieje, gdzie są. Tak szybkie i sprawne operowanie piłką to nie ich bajka. Na domiar złego Gurgul i Kozubal, choć starali się grać bezpiecznie, mylili się, narażali drużynę na kolejne kontry. Mogli się przekonać, jak wiele im brakuje do dobrej europejskiej klasy. Lech grał bez środkowej linii, bo Rodriguez też zawodził, wikłał się w pojedynki z góry przegrane. Udało się przed przerwą nie ponieść dalszych strat, ale tuż po niej Lech przegrywał 0:2. Obrońcy całkowicie się pogubili, tej klasy zespół, co Szachtar nie mógł tego nie wykorzystać. Można się było spodziewać dalszych strat, bo czarnoskórzy piłkarze w barwach Szachtara byli nie do zatrzymania. Traktowali rywali jak juniorów.

W przerwie Frederiksen zmienił skrzydłowego Bengtssona na pomocnika Oumę i Lech nie był już tak bardzo bezradny. Bez defensywnego pomocnika można próbować sobie radzić w lidze. W grze przeciwko klasowej drużynie natychmiast się to mści. Kenijczyk bywa niepoczytalny, ale przynajmniej potrafił przechwytywać piłkę i rozprowadzać akcje, a akurat wtedy graczom Szachtara chwilowo odechciało się biegać. Piłka częściej trafiała do graczy ofensywnych Lecha, pojawiły się dośrodkowania. Rezerwowy Ismaheel oddał z kilku metrów celny strzał głową, jakimś jednak cudem bramkarz odbił piłkę na linii. Inny rezerwowy Walemark nadał grze Lecha dynamiki i po chwili, po jego wejściu w pole karne, Pereira podał do Ishaka, który zdobył gola kontaktowego odkupując winę za stratę gola.

Zaczął się najlepszy fragment gry Lecha, a właściwie jedyny, gdy miał cokolwiek do powiedzenia. Imponował Mońka odbierający piłkę brazylijskim gwiazdom Szachtara, nie pozwalał już się przepychać, pojawiły się kolejne szanse w ataku. Szybko się to niestety skończyło, bo znów zobaczyliśmy fatalnego, pozbawionego odpowiedzialności Oumę. Obrońcy stali jak wmurowani, gdy 19-letni Isaque Silva, sprowadzony za 10 milionów euro z ligi brazylijskiej, podbił piłkę głową, po czym zdobył pięknego gola przewrotką. Jego drużyna i trenerzy nagrodzili go gratulacjami, wiwatami, trudno się było temu dziwić.

Pod koniec meczu gwiazdy Szachtara pokazywały już nie tylko piłkarską jakość najwyższej próby, ale zachowania prowincjonalne. Zmieniani gracze nie chcieli schodzić z boiska, ociągali się, przetrzymywali piłkę po gwizdku sędziego, padali na murawę udając utratę zdrowia. Zagubiony arbiter nie panował nad tym, rozdał kilka żółtych kartek, ale za każdym razem innym osobom. Próby ofensywne Lecha nic już nie dały. Zmiennik Ishaka Agnero nawet nie próbował udawać, że chce walczyć z rywalami, po prostu sobie biegał i przez ostatnie minuty Lech faktycznie grał w personalnym osłabieniu. Akcje gości, choć sprawne, też niczego nie zmieniły, kończyły się niecelnymi strzałami. 36 tysięcy kibiców opuszczało stadion z zawodem. Dla Lecha progi były za wysokie.

Udostępnij:

Podobne

Odszedł Jarek Jechorek, legenda Lecha

Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może