Nadzieje na nawiązanie wyrównanej walki z Szachtarem Donieck były duże, ale niczym nie uzasadnione. Lechowi zabrakło argumentów, podobnie jak w poprzednich wyraźnie w Poznaniu przegranych meczach pucharowych – przeciwko Crvenej i Genk. W obecnej drużynie jest nie mniej jakości, jak w tej, co jak równy z równym walczyła z Udinese, Deportivo, Feyenoordem, Juventusem, Manchesterem City, Bragą. Jednak o obecnej kadrze można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest wyrównana i solidna. W lidze czasami udaje się zatuszować bylejakość. Klasowi rywale ujawniają ją natychmiast. Taki Lech nie zaistnieje w Europie.
Ekipa budowana niegdyś przez Franciszka Smudę i doskonalona przez Jacka Zielińskiego miała graczy o niepospolitych umiejętnościach – Stilicia, młodego „Lewego”, Peszkę. Miała Bosackiego i Arboledę w obronie. Przede wszystkim jednak nie było tam punktów słabych, nikt nie odstawał poziomem. Kadra była węższa, ale nie mogło brakować graczy na kluczową pozycję, na przykład na „szóstkę”. Co jeszcze ważniejsze – nie było tolerancji dla brakoróbstwa. Pojawiło się ono w kolejnych latach, występuje do dziś i ma się całkiem dobrze. Owszem, Niels Frederiksen wspomni czasem o błędach popełnianych przez jego piłkarzy, ale w kolejnych meczach nie zmienia się nic.
W tym sezonie Lech poniósł zaskakująco dużo porażek. Tylko w lidze było ich 6, te domowe były kompromitujące. Odpadł z Pucharu Polski, po drodze zaliczył blamaż w Gibraltarze. W klubie nie rozpaczano, przecież drużyna wciąż rywalizowała na trzech frontach. Za chwilę pozostanie tylko liga, w której, mimo licznych wpadek, wciąż możliwa jest obrona mistrzostwa. Tyle, że dziś do wszystkich prognoz trzeba podchodzić ostrożniej. Drużyna wielkie możliwości ujawniła w starciu z Rakowem, ale już po kilku dniach, w Pucharze Polski okazało się, że król jest nagi. Marność potwierdziła się w Łodzi, a Szachtar zademonstrował, na czym polega prawdziwy futbol.
Na grę Brazylijczyków patrzyło się z zazdrością. Technika na najwyższym poziomie, swoboda, szybkość, siła fizyczna, gdy to potrzebne. Za taką jakość trzeba słono zapłacić, najpierw znaleźć ją na innym kontynencie, wpasować do drużyny. 19-letni Pereira, który ośmieszył poznańską defensywę golem z przewrotki, kosztował Ukraińców dychę, ale wkrótce zarobią na nim kilka razy więcej. Innych młodych graczy Szachtara też wkrótce zobaczymy w barwach wielkich europejskich klubów. Niejedna gwiazda światowego futbolu zaczynała karierę w klubie finansowanym przez oligarchę Rinata Achmetowa
Lech inwestuje inaczej. Nie skupuje talentów za miliony, lecz szkoli graczy od dziecka. Nie sprzedaje wszystkich, lecz nielicznych. I nie za dziesiątki milionów, lecz za kilka. Europejskie rozgrywki, choćby i te najsłabsze, to okno wystawowe. Można pokazać możliwości tych, co powolik sposobią się do zmiany ligi – Kozubala, Gurgula. W meczu z Szachtarem chyba lepiej byłoby ich schować. Brazylijczycy ujawnili wszystkie ich braki, zwłaszcza niedostatek solidności i odpowiedzialności. Popełniający tak proste błędy gracze nie przejdą do najlepszych lig. Lech szkoli prawdopodobnie najlepiej w Polsce. Aż dziwne, że nie dba o podstawy. Przed skautami nic się nie ukryje, a z kosztownych pomyłek Gurgula z tego sezonu można byłoby zmontować długi film szkoleniowy.
W czwartek zmiana Bengtssona na Oumę tylko pozornie była zaskakująca. Trener zauważył, jak słaba jest druga linia Lecha. Brakuje w niej gracza przerywającego akcje rywali, nie przegrywająco pojedynków, utrudniającego kontratakowanie. Początkowo Kenijczyk grał dobrze, jak na niego. Dopiero potem ujawniło się zagrożenie dla własnej drużyny. Im rzadziej gra, tym mniejsze prawdopodobieństwo głupiego zachowania. Problem w tym, że to jedyna „szóstka” w zespole. Kozubal tylko próbuje, Rodriguez to inny typ piłkarza. Wina trenera polega na tym, że się na to zgodził. Trudno nie wspomnieć o innej kontrowersji – braku zmiennika dla Ishaka. Pod koniec czwartkowego meczu znów ręce opadały…
W niedzielę mecz na szczycie. Lech może przegrać czwarty raz z rzędu, może też przerwać złą serię. Piłkarze powinni dojść do siebie po brazylijskiej lekcji, mimo iż bezproduktywne bieganie za piłką każdego wykończy. Zagłębie nie ma w składzie gwiazd, ale dysproporcje w umiejętnościach tam nie występują. Jest natomiast solidność, odpowiedzialność. W ekipie Ojrzyńskiego błędów się nie toleruje. Niespodziewany lider nie ma niczego do stracenia. Lech natomiast nie może sobie pozwolić na zwiększenie straty do sześciu punktów. Gospodarze liczą na słabości Lecha. Nie omieszkają ich wykorzystać.
Lechowi grozi pomarańczowy przesyt. Przegrał z Szachtarem, podobnie ubiera się Zagłębie. W czwartek rewanż z ekipą ukraińską. W niedzielę spotkanie z ostatnią drużyną tabeli, też zwykle grającą w pomarańczowych strojach.




