Dzielna Warta zwyciężyła w Mielcu. Grając w dziesiątkę!

Zieloni grają lepiej na wyjazdach niż (teoretycznie) w domu. Może dlatego, że nie mają teraz własnego stadionu, muszą walczyć poza Poznaniem. Do tego pokazują wielki charakter, jak w Mielcu, gdzie ograli innego beniaminka, prowadzoną przez Dariusza Skrzypczaka Stal, i to mimo czerwonej kartki dla Spychały jeszcze w pierwszej połowie.

Nie było to porywające widowisko, ale trudno się dziwić, bo nie spotkały się czołowe ligowe drużyny. Raczej takie, które do końca będą walczyć o uniknięcie degradacji. Początek był wyrównany. Warta stosowała najprostsze środki, by szachować gospodarzy. Żelazna, twarda obrona, długie przerzuty do graczy na desancie, ewentualnie wyjścia do przodu skrzydłami. W tym elemencie najaktywniejszy był Kuzdra.

Prawdziwa walka zaczęła się, gdy Zielonym przyszło grać w osłabieniu, po wyrzuceniu z boiska, już pół godzinie, Spychały. Właśnie wtedy goście pokazali największy hart ducha. Nie dopuścili do przewagi Stali. Wprost przeciwnie, sami zaatakowali. W drugiej połowie mieli fantastyczną okazję, gdy Trałka, strzałem w stylu kung fu, obił poprzeczkę. Pod bramką gospodarzy powstało duże zamieszanie, sędziowie długo się zastanawiali, czy nie podyktować rzutu karnego. Stali się upiekło, ale i tak przegrała ten mecz.

Kiedy wydawało się, że nikt w tym meczu bramki nie strzeli, bo i niewiele było celnych uderzeń, sam na sam wyszedł Kuzimski. Zwiódł goniących go obrońców i posłał piłkę obok bramkarza do siatki dając Zielonym zwycięstwo. To był pierwszy ich i ostatni celny strzał w tym spotkaniu.

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym