Zieloni potrafią grać na wyjazdach. Dobra postawa przy Bułgarskiej, mimo porażki, nie była dziełem przypadku. W kolejnym meczu Warta wygrała w Płocku 3:1. W poniedziałek miała jeszcze jeden wyjazd – do Bielska-Białej. Stamtąd też przywiozła 3 punkty. Pokonała 2:1 Podbeskidzie.

W trudnej sytuacji byli Zieloni przed tym spotkaniem – drużynę zaatakował koronawirus. Dla trenera Tworka niewiadomą była w tej sytuacji forma jego podopiecznych. Bał się, że będą osłabieni chorobą. Jak się okazało, poradzili sobie świetnie. Pierwsza, dość spokojna i bezbramkowa połowa toczyła się przy lekkiej przewadze częściej atakującej Warty.

Prawdziwy mecz zaczął się po przerwie. Warta natychmiast wyszła na prowadzenie. Kuzdra dośrodkował z lewej strony, a z pierwszej piłki mocno uderzył Kuzimski. Trafił w bramkarza, który jednak źle zareagował i piłka wpadła do bramki. Miejscowi rzucili się do odrabiania strat i dopięli swego. Tym razem nie popisał się bramkarz Warty, Bielica. Nie utrzymał piłki po strzale z dystansu Sierpiny, młody Sitek dopadł do niej i wyrównał.

Zaczął się okres naporu Podbeskidzia. Warta ograniczyła się do obrony, a raczej wybijania piłki, nie potrafiła skonstruować kontrataku. Dopisało jej szczęście, gdy Biliński z kilku minut obił poprzeczkę. Udało się przetrwać trudne minuty, nieśmiało przedostawać się na drugą stronę boiska, wywalczyć w samej końcówce rzut rożny. Rezerwowy Trałka dośrodkował, przedłużył Laskowski, a Kupczak umieścił piłkę w bramce. Podbeskidzie rzuciło się do odrabiania straty, nie dało rady. Brawo Zieloni – najlepszy z beniaminków!

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym