W pierwszym spotkaniu, rozegranym w Łodzi, juniorzy Lecha zremisowali z UKS SMS 2:2. Wystarczyło im uzyskać w rewanżu wynik bezbramkowy, by wyeliminować przeciwnika. Takiego scenariusza oczywiście nie zakładali, jak zawsze walczyli o całą pulę. Łatwo im nie było. Ekipa z Łodzi składała się z zawodników o lepszych warunkach fizycznych, silnych i szybkich, do tego zdeterminowanych i motywowanych przez Józefa Robakiewicza, niegdyś dobrego bramkarza ŁKS-u. Lechici przeciwstawili się lepszym wyszkoleniem technicznym, wyższą kulturą gry i skutecznością.
Mecz był wyrównany i zacięty, jednak przez długie minuty gościom udawało się zepchnąć Lecha do obrony. Odpowiedzią były szybkie ataki, w których najczęściej brali udział Tymoteusz Kupś i Aleksander Theus. Pierwsza bramka dla gospodarzy była rezultatem rzutu wolnego egzekwowanego sprzed pola karnego przez Michała Skórasia. Bramkarz był na posterunku, ale piłki nie utrzymał. Powstało zamieszanie, w którym najwięcej zimnej krwi zachował Łukasz Norkowski z bliska oddając celny strzał.
Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. W drugiej łodzianie dążyli do odrobienia strat, a awans zapewniały im dwie bramki. Lechowi udało się przeprowadzić zabójczą kontrę, która rozstrzygnęła wynik meczu. Klupś wywalczył piłkę na własnej połowie i przeprowadził rajd na pełnej szybkości. Na wysokości pola karnego obsłużył Huberta Sobola, który ładnym strzałem dopełnił formalności. Trzecia bramka też była efektem szybkiej akcji i strzału Łukasza Norkowskiego. Mając korzystny wynik piłkarze Lecha cieszyli się grą, wymieniali podania na całej długości i szerokości boiska.




