[widgetkit id=249] |
Goście od samego początku grali dobrze. Nie popełniali błędów, piłki adresowane były w miejsce, gdzie znajduje się kolega z drużyny, a nie przeciwnik. Jakby na przekór temu, co było widać na boisku, Lech najpierw objął prowadzenie, a potem je podwyższył. Ma bowiem w składzie Karola Linettego, czyli piłkarza walczącego jak za ojczyznę i stale poprawiającego umiejętności. Pierwsza bramka padła już po 5 minutach, a zdobył ją właśnie Karol wykorzystując niepewną postawę obrony Piasta. Goście dążyli do wyrównania i byli tego blisko, zamknęli Lecha na jego połowie, Buriciowi jednak dopisywało szczęście.
Drugi gol także był dziełem Linettego, ale nie on był strzelcem. Bramkarz nie utrzymał piłki w rękach po jego mocnym uderzeniu, na szczęście na miejscu był Bille i z dużym trudem zdołał piłkę przepchnąć przez linię końcową. To nie był jeszcze koniec szans dla Lecha. Bronił się, chwilami dawał się stłamsić, ale kilka raz stworzył zagrożenie pod bramką rywala, a Linetty pięknym strzałem uderzył w spojenie słupka z poprzeczką. Kiedy Piast atakował całą prawie drużyną, Lech nie potrafił wyprowadzić kontry. Beznadziejnie grający Jevtić gubił piłkę w starciach z przeciwnikiem, nie potrafił wygrać ani jednego pojedynku.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy powinien trafić do klubowych kronik jako jeden z największych w historii opisów nieudolności i przestroga dla przyszłych pokoleń. Dzieci i wnukowie obecnych kibiców nie uwierzą, że można tak frajersko poddać mecz, stracić niezwykle ważne, przeliczalne na duże pieniądze punkty. Mecz toczył się w wolnym tempie, szczególnie w wykonaniu Lecha, którego piłkarze byli przekonani, że prędzej podwyższą prowadzenie niż stracą choćby jedną bramkę. Piast ma jednak mądrego trenera i dobrych piłkarzy. Zmienił taktykę wycofując rozgrywającego Murawskiego do obrony. Był trzecim stoperem, a boczni obrońcy ruszyli do przodu stwarzając przewagę na skrzydłach.
Zrobiła się z tego duża przewaga Piasta, a Lech nie utrudniał mu zadania. Wprost przeciwnie, zachęcał gości do atakowania, odpuścił środek boiska. Trudno było zrozumieć, czemu służy ta samobójcza taktyka. Być może piłkarze Kolejorza, zniechęceni po meczu w Warszawie, odpuścili już sobie ligę, a może po prostu nie mają sił. Efekty przyszły szybko. Piłkarze Piasta z dużą łatwością wchodzili w pole karne gospodarzy, ogrywali nieruchawych obrońców i już po 5 minutach złapali kontakt. Po dalszych 10 minutach był już remis i nic nie zapowiadało, że Lech zechce odzyskać prowadzenie. Inna drużyna, z szybkimi i ambitnymi piłkarzami, wyprowadziłaby choć jedną skuteczną kontrę wykorzystując frontalny atak Piasta, ale nie Lech. Nieudolne próby ataku w wykonaniu Bille, Jevticia, czy potem Kownackiego kończyły się na pierwszym przeciwniku.
Piast nie powiedział ostatniego słowa. Wydawało się, że wykorzysta słabość rywala i wygra ten mecz, jednak na przeszkodzie temu stanęła nieodpowiedzialność czeskiego internacjonała Vacka. Przerwał szybką kontrę Lecha zatrzymując brutalnie Kownackiego, kopiąc go z tyłu mocno w nogę i dziwiąc się potem, że sędzia nie potraktował tego jako zwykłego faulu taktycznego lecz jako przejaw chamstwa i pokazał mu czerwoną kartkę. Dopiero wtedy mecz się wyrównał. Lech miał nawet chwilami przewagę, atakował jednak nieudolnie, jednym tempem, a zdenerwowani jak juniorzy zawodnicy łatwo tracili piłkę, oddawali niegroźne strzały. Po każdej kontrze Piasta, wyprowadzanej dla odmiany sprawnie i z pomysłem, można było się bać, że Lech nie ugra nawet remisu.
Lech Poznań – Piast Gliwice 2:2 (2:0)
Bramki: Linetty (6), Bille (39) – Zivec (51), Mraz (61)
Żółte kartki: Tetteh, Kadar, Arajuuri.
Czerwona kartka: Vacek
Wodzów: 10,2 tys.
Lech: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Tamas Kadar – Łukasz Trałka (68. Dawid Kownacki), Abdul Aziz Tetteh – Darko Jevtić (81. Maciej Gajos), Karol Linetty, Szymon Pawłowski – Nicki Bille.
Piast: Jakub Szmatuła – Patryk Mraz, Uros Korun, Hebert, Tomasz Mokwa – Bartosz Szeliga (46. Martin Nespor), Radosław Murawski, Kamil Vacek, Martin Bukata – Sasa Zivec (82. Mateusz Mak) – Josip Barisić (74. Maciej Jankowski).



