Nie tak miał wyglądać ten mecz. Legia miała zaatakować, zastosować ostry pressing, nie pozwalać Lechowi na rozwinięcie skrzydeł, a nawet na swobodnie mijanie środkowej linii boiska. Zagrała jednak na początku ostrożnie, z rezerwą, atakowała gospodarzy dopiero, gdy opuszczali własną połowę, ale wtedy szybko odbierała im piłkę i szturmowała wieloma zawodnikami. Mimo wszystko Lech jako pierwszy zagroził przeciwnikowi. W 13 minucie bliski gola był Gajos. Nikt się nie spodziewał, że to było ostatnie poważne niebezpieczeństwo pod bramką Malarza.
Legia kilkakrotnie stworzyła sobie potem dobre okazje bramkowe. Z pomocą Lechowi przyszła poprzeczka, a potem rozpaczliwa interwencja Buricia. Mimo wszystko pierwsza połowa meczu powinna się zakończyć wynikiem bezbramkowym. Ostatnie trzy minuty okazały się jednak fatalne i przesądziły o porażce Lecha. Po błędzie Wilusza Legia wyprowadziła błyskawiczną kontrę. Nikolić nie zwykł marnować sytuacji sam na sam. To nie koniec nieszczęść. Gdy lada chwila miał zabrzmieć gwizdek sędziego na przerwę, faul w polu karnym popełnił Tetteh i Nikolić skompletował dublet. Potem zachował się jak prowincjusz prowokując piłkarzy Lecha i kibiców, gestykulując w stronę trybun. Międzynarodowy sędzia Marciniak na to nie reagował.
Lech stracił nie tylko dwa gole, ale i Kadara, swego czołowego obrońcę. Ze skręconą kostką został po przerwie w szatni. Na lewą stronę przeszedł źle się tam czujący Kędziora, na prawej zameldował się Ceesay. Gospodarze robili co mogli, by zagrozić Legii, byli jednak bezsilni, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Piłkarze Legii zdecydowanie górowali nad nimi siła fizyczną i szybkością, łatwo przechwytywali podania, wygrywali starcia i kilka jeszcze razy stworzyli poważne zagrożenie pod bramką Buricia. Po akcji Jędrzejczyka piłka ponownie uderzyła w poprzeczkę, bliski hat tricka był Nikolić. Lechowi udała się tylko jedna akcja, gdy Jevtić, Jóźwiak i Bille szybkimi podaniami przedostali się w pole karne Legii, tam jednak stracili koncept, a potem piłkę.
W drużynie Lecha na pochwałę zasłużył młody Jóźwiak. Grał bez kompleksów, wdawał się w udane pojedynki. Na tle dobrego przeciwnika nie było widać, że to junior. Pod koniec meczu debiut w barwach Lecha zaliczył też równie młody Robert Gumny. Na ostatni kwadrans na boisko wszedł „ulubiony” piłkarz poznańskich kibiców – Hamalainen, chyba tylko po to, by nasłuchać się obelg i gwizdów. Lech przegrał ten mecz tylko dlatego, że ma teraz dużo słabszą drużynę.
Lech – Legia 0:2
Bramki: Nikolić 42 i 45 (k).
Kartki: Tetteh, Trałka – Pazdan, Aleksandrov, Duda.
Widzów 41,5 tysiąca.
Lech: Jasmin Burić, Tomasz Kędziora (90. Robert Gumny), Paulus Arajuuri, Maciej Wilusz, Tamas Kadar (46. Ceesay) – Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh – Maciej Gajos, Darko Jevtić, Kamil Jóźwiak – Nicki Bille (74. Dawid Kownacki).
Legia: Arkadiusz Malarz – Artur Jędrzejczyk, Igor Lewczuk, Michał Pazdan, Adam Hlousek – Tomasz Jodłowiec, Ariel Borysiuk – Mihail Aleksandrov (90. Łukasz Broź), Aleksandar Prijović, Ondrej Duda (77. Guilherme) – Nemanja Nikolić (83. Hamalainen).



