Przed Lechem wyjątkowy okres. W kwietniu i na początku maja czekają go kluczowe mecze. Jeśli je wygra, odniesie wielki, podwójny sukces. Trzeba trzykrotnie zwyciężyć w lidze i liczyć, że Legia potknie się choć raz, bo to pozwoli zająć lepszą pozycję przed rundą dodatkową, grać u siebie. Trzy dni po ostatnim meczu ligowym w Bielsku Białej, czyli 2 maja trzeba zagrać w finale Pucharu Polski. Kolejnym rywalem też będzie Legia, już w rundzie dodatkowej. Najpierw jednak, już w tę niedzielę, trzeba wygrać w Łęcznej, co nie będzie łatwym zadaniem, bo Górnik gra u siebie bardzo dobrze, regularnie punktuje.
– Ta drużyna jest teraz w trochę słabszej dyspozycji niż jesienią, gdy w Poznaniu sprawiła nam dużo problemów, ale pamiętajmy, jak dobrze spisuje się na własnym boisku. Jesteśmy przygotowani na ciężką walkę – zapowiada Dariusz Żuraw, asystent Macieja Skorży. Sztab Lecha zna atuty Górnika i wie, jak przeciwstawić im własne, by udowodnić, że Kolejorz jest lepszym zespołem.
Piłkarze Lecha trenowali w czwartek w ograniczonym składzie. Część zawodników otrzymała wolne, niektórzy spędzili czas w siłowni. Osobno trenowali Karol Linetty i Muhamad Keita. Do meczu w Łęcznej mają być jednak w pełni sił, a wtedy wydarzy się rzecz w Lechu nie notowana od niepamiętnych czasów – wszyscy piłkarze będą zdrowi, zdolni do gry. Trener będzie miał więc duży komfort, ale sen z powiek spędza mu brak formy czołowych graczy. – Nie ukrywam, że daleko mi do tego, co pokazywałem jesienią. Ostatnio nawet straciłem miejsce w składzie. Ławka jest wygodna, ale nie chcę tam zbyt długo siedzieć. Liczę, że wrócę do formy i do gry. Przed nami wiele jeszcze ważnych spotkań – mówi Szymon Pawłowski.
Dotychczas bramkarze Lecha rzadko zawodzili, ale ostatnio i oni wydają się mieć kryzys formy. Burić nie popisał się w Stargardzie, a Gostomski popełnił fatalny błąd w meczu z Koroną, po którym Lech stracił bramkę, choć na jego szczęście sędzia też się pomylił i prawidłowego gola nie uznał. Kibice wspominają ostatni mistrzowski sezon Lecha, gdy na decydujące mecze wszedł do bramki Kotorowski i spisywał się doskonale. – Każdy ma prawo do błędu, a „Gostkowi” tak poważny zdarzył się dopiero pierwszy raz. Nie mamy zamiaru robić rewolucji, przeprowadzać radykalnych zmian – twierdzi Andrzej Krzyształowicz pytany, czy w obecnej sytuacji „Kotor” ma szansę na grę. Zwraca też uwagę, że pojawi się kolejny problem, gdy i zmiennik popełni błąd. Znów trzeba będzie dokonywać zmiany?
A co na to doświadczony bramkarz Kolejorza? – Trenuję przez cały czas i jestem gotowy wejść do bramki – zapewnia „Kotor”. – Nic mi nie dolega, jestem do dyspozycji. Moi koledzy spisują się jednak bardzo dobrze, więc zmiana w bramce jest mało prawdopodobna. Wszystkim nam zależy, by po kilku latach przerwy sięgnąć po mistrzostwo. Koledzy, którzy tu przyjeżdżają z zagranicy chwalą atmosferę panującą na stadionie, doping kibiców, ale nie wyobrażają sobie, co w mieście będzie się dziać, jeżeli odniesiemy sukces. Staram się im to uzmysłowić. To są moje ostatnie chwile z wyczynowym futbolem, bardzo bym chciał coś takiego jeszcze przeżyć.




