Pierwszy pucharowy przeciwnik Lecha z pewnością nie będzie znaną piłkarską firmą. Zostanie do Kolejorza, rozstawionego we wszystkich fazach eliminacji, dolosowany. Nie należy się spodziewać wielkiej frekwencji na pierwszym meczu przy Bułgarskiej, więc kara nałożona na klub po meczu z Żalgirisem Wilno nie będzie dla fanów Lecha zbyt dotkliwa. Jak pamiętamy, UEFA na jedno spotkanie zamyka Kocioł, ale nie będzie problemów z przeniesieniem go na trybunę nr III.
Kara nałożona przez piłkarską centralę nie jest jedyną, jaka grozi Lechowi. Jak było do przewidzenia, piękna oprawa, stworzona przez kibiców podczas ligowego meczu z Ruchem Chorzów, nie spodobała się komendantowi wojewódzkiemu policji, bo jej elementem było odpalone racę. Komendant zwrócił się do wojewody wielkopolskiego o zamknięcie w związku z tym całego stadionu na najbliższy domowy mecz Lecha. Pan komendant prawdopodobnie nie dostrzega absurdalności własnego wniosku. Nie zdaje sobie sprawy, że żąda drakońskiej kary za wydarzenie, o którym wszystko można powiedzieć, tylko nie to, że komukolwiek zagroziło, spowodowało jakiekolwiek niebezpieczeństwo.
Jak wojewoda na ten kuriozalny wniosek pochodzącego z Mazowsza komendanta zareaguje? Raczej nie zajmie się meczem Lecha w ramach europejskiego pucharu, ale meczem z Piastem Gliwice. Na rozpatrzenie propozycji pana komendanta miał wiele tygodni, ale prawdopodobnie, swoim zwyczajem, decyzję podejmie w ostatniej chwili, być może znowu kilka dni przed meczem. Jest mało prawdopodobne, by zdobył się na zamknięcie dla kibiców całego stadionu, bo trudno byłoby mu taki krok uzasadnić nawet takim, którzy wspierają rząd w walce z „bandytyzmem stadionowym”.
Czy ostatnia afera z ministrem spraw wewnętrznych w roli głównej będzie miała wpływ na decyzję wojewody? Czy Piotr Florek zauważy, że kibice Lecha nie są nic a nic gorsi niż ten, co wypowiedział im wojnę i po nich „idzie”? Warto się nad tym zastanowić, zanim się zaszkodzi klubowi. Lepiej nie służyć złej sprawie.




