Bramkarzy nam obrodziło

Bez trenera Mariusza Rumaka, przebywającego w Szwajcarii na sesji wyjazdowej szkoły trenerskiej PZPN, ale za to z czterema bramkarzami trenował po powrocie z Warszawy zespół Lecha. Gdyby w klubowej kadrze było tylu samo klasowych napastników, nie trzeba byłoby przed każdym meczem modlić się łaskę skuteczności dla Łukasza Teodorczyka.

W Prima Aprilis zespół Lecha spotkał się na boisku treningowym pierwszy raz od meczu z Legią. Mimo warszawskiej porażki, nastrój nie był grobowy. Pierwszy raz od wielu miesięcy w zajęciach wziął udział Jasmin Burić i był tym zachwycony. – Jestem zdrowy na sto procent. Z możliwości trenowania z kolegami cieszyłem się jak małe dziecko. Piłka nożna to moja pierwsza miłość, zbyt długo trwał z nią rozbrat. Ale już wróciłem, teraz będzie tylko lepiej – mówił uśmiechnięty Jasmin po zajęciach.

Drugi trener Lecha, Jerzy Cyrak twierdzi, że nic nie stoi na przeszkodzie, by Jasiu trenował na całego, ale musi popracować nad odzyskaniem formy technicznej i taktycznej. Lech ma teraz czterech dobrych bramkarzy, bo dobrze spisuje się Maciej Gostomski, w odwodzie pozostaje niezniszczalny Krzysztof Kotorowski, coraz lepszym fachowcem jest młody Marcin Matysiak. Sytuacja nie jest mimo tego idealna. Na Buricia trzeba poczekać. Podczas meczu w Warszawie stłuczenia mięśnia doznał Gostomski, który zamiast trenować z kolegami spacerował wzdłuż boiska. „Kotor” natomiast dokonał niemożliwego – mimo iż prawie nie pokazywał się w tym sezonie na boisku, ma już trzy żółte kartki. Każda kolejna wyeliminuje go z gry.

– Rywalizacja na naszej pozycji się zaostrzyła. Do bramki wejdzie ten najlepszy, a w naszych głowach i nogach leży, by nim zostać. Ostatnio najlepszym bramkarzem w Lechu bezdyskusyjnie jest Maciej Gostomski, ale nie zamierzam ustępować mu pola. Wierzę, że jeszcze w tym sezonie zagram. Kiedy tuż przed końcem meczu w Warszawie Maciej doznał urazu, gotowy byłem wejść do bramki, tak jak w sezonie mistrzowskim, gdy zastąpiłem kontuzjowanego Jasia Buricia i broniłem do ostatniego spotkania. Po to tu jestem, by w razie potrzeby stanąć w bramce. Rywalizacja jest olbrzymia, ale nie z takimi graczami już konkurowałem – śmieje się „Kotor”.

Bramkarz Lecha wierzy, że mimo pechowej porażki w Warszawie tytuł jeszcze jest w zasięgu Lecha. Trzeba liczyć na potknięcie największego rywala i pokonać go w bezpośrednim spotkaniu. To nie jest nieosiągalne. – Nic mądrego tu się nie wymyśli. Trzeba grać i wygrywać. W fazie dodatkowej nie będzie wyjścia – trzeba wygrać wszystkie mecze. To już będą spotkania mega istotne. Nie przewidujemy żadnej kalkulacji. To jest dziwny sezon, inny niż dotychczasowe, być może wprowadzone zmiany będą nam sprzyjać – ma nadzieję Krzysztof Kotorowski.

W sobotę Lech zagra z Jagiellonią, której też będzie bardzo zależało na punktach, by znaleźć się w czołowej „ósemce”. Wszystko wskazuje, że w najbliższych dniach dolegliwości Gostomskiego miną i wznowi on zajęcia, by w sobotę stanąć w bramce. Nikt poza nim na dolegliwości się nie uskarża. Do piątku zajęcia z piłkarzami poprowadzi Jerzy Cyrak. – Będziemy trenować w pełnym składzie, z Dawidem Kownackim, który wrócił już ze zgrupowania reprezentacji młodzieżowej. Dzisiejsze zajęcia opuścił, bo potrzebuje odpoczynku, w krótkim czasie rozegrał trzy spotkania – mówi drugi trener.

Co było jego zdaniem największą bolączką w meczu z Legią? – To, że nie strzeliliśmy żadnej bramki, mimo iż mieliśmy dużo sytuacji, oddaliśmy mnóstwo strzałów i statystyki były po naszej stronie. Bezwarunkowo musimy zdobywać punkty, trzeba więc strzelać bramki. Nad tym elementem zamierzamy pracować. Do meczu z Jagiellonią podejdziemy z dużą koncentracją. Będziemy maksymalnie zmobilizowani także przed każdym kolejnym spotkaniem. Trzeba stwarzać jak najwięcej sytuacji bramkowych i je wykorzystywać – wylicza Jerzy Cyrak.

Lech nie podszedł do Legii jak do faworyta. Starał się narzucić swoje warunki, dominować na boisku. Mecz pokazał, że był lepszy, jednak przegrał. W meczu z „Jagą” będzie faworytem, a przeciwnik zagra inaczej niż Legia, licząc na kontrataki, bo atakujący Lech musi się otworzyć. Niezbędna więcej będzie koncentracja przez cały mecz, by nie dać się zaskoczyć.

Udostępnij:

Podobne

Finał nie dla Lechitek

Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,